To nie jest zwykła szczotka. I wcale nie chodzi o jednorożca, na którego zwróci uwagę twoje dziecko

Fot. mama:Du
Motyw białego lub różowego konia ze złotym lub brokatowym rogiem wyrastającym z czoła skutecznie zdominował rynek dziewczęcych zabawek i akcesoriów. Jednorożce magicznie pojawiają się niemal w każdej sklepowej alejce.


O ile jednak te, hasające wesoło na etykietach soczków, skuwkach długopisów czy notesach możecie od czasu do czasu ignorować, to szczotki Tangle Teezer z tym motywem ignorować nie powinniście co najmniej z dwóch powodów - oczywiście pomijając ogólne uwielbienie, jakim dzieci w pewnym wieku darzą wszystko, co pastelowo różowe i obsypane brokatem.

Po pierwsze: genialny wynalazek
Specjalna, magiczna, wersja dorosłej szczotki Tangle Teezer Original - The Original Mini, niedawno zadebiutowała w drogeriach Rossmann.

Jeśli do tej pory nie mieliście okazji testować produktów brytyjskiej firmy, pierwsze spotkanie z nimi może być sporym zaskoczeniem. I to tym z gatunku, który w świecie produktów sektora beauty jest z jednorożcem porównywalny: nikt nigdy nie widział, wszyscy chcą, żeby istniał. Bo jak inaczej opisać szczotkę, która rozczesuje nawet długie, gęste i bardzo splątane włosy, ani trochę przy tym nie ciągnąc?
Taki “jednorożec” wśród szczotek istnieje. To prawdziwe wybawienie dla wszystkich mam i tatusiów, którzy do tej pory nie byli w stanie uodpornić się zarówno na cichutkie syknięcia bólu, jak i głośniejsze i bardziej zdecydowane pomruki niezadowolenia, sygnalizujące wbijanie się zębów standardowej szczotki czy grzebienia w bardziej splątane fragmenty fryzury.

Dzięki nowej, dostosowanej rozmiarem do dziecięcej rączki szczotce, wasza pomoc przy rozplątywaniu nawet najdłuższych włosów już nie będzie potrzebna.

Tangle Teezer składa się z krótszych i dłuższych ząbków, które jednak w niczym nie przypominają ani tych znanych z grzebienia, ani szczotek. To raczej cieniutkie “szpileczki”, które z łatwością wbijają się w każdy malutki kołtun. Jednocześnie, są one na tyle elastyczne, aby swobodnie poddawać się na naciskowi i błyskawicznie uwalniać spomiędzy już nieco mniej poplątanych włosów.


Nawet przy bardzo gwałtowne pociągnięciach Tangle Teezer nie szarpie, ani nie ciągnie, co nie ukrywajmy, jest zaletą nie tylko jeśli chodzi o rozczesywanie włosów na dziecięcych głowach. Niezbicie świadczy o tym fakt, że szczotki o nietypowym, ale ergonomicznym i funkcjonalnym kształcie ma na świecie mocną reprezentację słynnych ambasadorek. Tangle Teezer mają w swoich torebkach między innymi Keira Knightley, Victoria Beckham i Emma Watson, które jako pierwsze zaczęły promować “rozplątywacz” wynaleziony przez brytyjskiego fryzjera, Shauna Pulfrey’a.

Po drugie: genialny wynalazca
Drugim powodem, dla którego inwestycja w jednorożcową szczotkę Tangle Teezer The Original Mini zwróci się z nawiązką, jest to, że może ona okazać się bezcennym rekwizytem podczas rozmów motywacyjnych. Historia tego genialnego w swojej prostocie wynalazku i determinacji, jaką wykazał się jego wynalazca, to gotowe argumenty, którymi można posłużyć się zawsze wtedy, gdy młody człowiek zaczyna tracić wiarę we własne pomysły i umiejętności.

Tangle Teezer to marka, która w 2017 roku wypracowała przychód rzędu 24 milionów funtów. Prognozy na kolejne lata przewidują, że wartość ta ma szansę zwiększyć się o 8-12 proc. Szczotki projektu Shauna Pulfrey’a można dzisiaj kupić w 75 krajach na świecie. Jeszcze kilka lat temu nic jednak nie zwiastowało globalnego sukcesu.

Shauna Pulfrey pracował jako fryzjer - zajmował się koloryzacją w jednym z salonów znanej, globalnej sieci. Jak wielu specjalistów z branży, z problemem splątanych włosów stykał się na co dzień. Marzył o rozwiązaniu, dzięki któremu swoim klientkom oszczędziłby bólu, a sobie - wysiłku. Pewnego dnia postanowił sprawdzić prawdziwość stwierdzenia: “Potrzeba matką wynalazków”.
Zaczął eksperymentować z kombinacjami przyrządów fryzjerskich. Zauważył, że najlepsze efekty daje szczotka w połączeniu z grzebieniem - kombinacja krótkich i długich ząbków to dzisiaj jedna z cech charakterystycznych każdego Tangle Teezera. Efekty były na tyle zadowalające, że Pulfrey zaczął na poważnie myśleć o zaprojektowaniu całkiem nowego przyrządu fryzjerskiego.

Prace nad wynalazkiem zajęły mu trzy lata. Na trzy miesiące przed wprowadzeniem produktu na rynek, Pulfrey zrezygnował z pracy i postawił wszystko na jedną kartę. Tangle Teezera miał debiutować na targach fryzjerskich w Londynie.

Wcześniej, za namową przyjaciół, Pulfrey postanowił jednak wziąć udział w “Dragon’s Den” - programie telewizyjnym, w którym ludzie biznesu oceniają zgłoszone do niego projekty. Jeśli pomysł ma, ich zdaniem, szanse odnieść rynkowy sukces, mogą w niego zainwestować. Biznesy mało perspektywiczne są, dla odmiany, boleśnie krytykowane. Zgadnijcie, do jakiej grupy trafił Tangle Teezer?

Sędziowie nie docenili rewolucyjnego konceptu, ale fakt ten wcale nie wpłynął na samoocenę Pulfreya. Mało tego - zmotywował go do jeszcze cięższej pracy nad udoskonalaniem produktu. Bo jak się miało okazać, cechy, które w ocenie “rekinów biznesu” były minusami, jak na przykład brak standardowej rączki, w ocenie widzów programu okazały się plusami.

Szczotka która mieści się w dłoni i potrafi sprawić, że dzieci podczas rozczesywania włosów nie wiercą się nerwowo na krześle, musi być albo czymś całkowicie zmyślonym, albo rozwiązaniem genialnym w swej prostocie. Sprawdźcie, do której grupy wy sami zaliczycie Tangle Teezer.

Artykuł powstał we współpracy z marką Tangle Teezer.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...