
"Superfarmer" był jedną z najpopularniejszych gier planszowych dzieci lat 90. i początku 2000. Dziś wielu milenialsów wraca do niej razem z własnymi dziećmi, odkrywając przy okazji niezwykłą historię jej powstania, tak jak było w moim przypadku. Mało kto wie, że tę kultową planszówkę stworzył polski matematyk w okupowanej Warszawie podczas II wojny światowej.
Pamiętam tę charakterystyczną planszę i emocje przy rzucaniu dziwnymi kostkami. W latach 90. i na początku 2000. trudno było znaleźć szkolną świetlicę, w której dzieci nie grałyby w "Superfarmera". Też pamiętacie tę grę? Dla mojego pokolenia milenialsów to jedna z tych planszówek, które przenoszą z nostalgią do dzieciństwa – trochę jak oranżada w proszku, kasety VHS, sobotnie poranki przed telewizorem i granie w Mario Bros. na Pegasusie.
Dlatego ostatnio, kiedy usiadłam do "Superfarmera" z własnymi dziećmi, potraktowałam to jako nostalgiczny powrót do moich szkolnych lat. Nie spodziewałam się jednak, że za tą grą kryje się tak niezwykła historia. I owszem, była popularna pod koniec lat 90. Bo wtedy wznowiono jej produkcję (w 1997 roku), ale sama gra jest dużo starsza.
Polski matematyk i gra wymyślona w okupowanej Warszawie
Okazało się, że "Superfarmera" wymyślił polski matematyk Karol Borsuk. Co więcej – zrobił to jeszcze w czasie II wojny światowej. Pierwotna wersja gry nosiła nazwę "Hodowla zwierzątek" i została wydana w 1943 roku w okupowanej Warszawie.
Dla mnie to był szok, kiedy przeczytałam o tym w ulotce dołączonej do pudełka. Przez całe dzieciństwo myślałam, że to po prostu jedna z wielu zachodnich planszówek, które pojawiły się w Polsce po upadku PRL-u. Tymczasem jej historia jest bardzo polska i bardzo wzruszająca.
Gra jako sposób na przetrwanie wojny
Jak podaje Wikipedia i informacja zawarta w grze, po zamknięciu przez niemieckie władze okupacyjne Uniwersytetu Warszawskiego, profesor Borsuk stracił możliwość pracy i utrzymania rodziny. Wymyślił więc grę, którą sprzedawał na własną rękę. Co ciekawe, zestawy przygotowywała ręcznie jego żona, Zofia Borsukowa.
Trudno dziś uwierzyć, że planszówka, którą później znałam ze szkolnych półek, była sposobem na przetrwanie wojny dla jakiejś rodziny. Są nawet przekazy, że w czasie Powstania Warszawskiego uratował się tylko jeden egzemplarz planszówki.
Powrót do sklepów i kultowy status w latach 90.
Gra wróciła do sklepów w 1997 roku dzięki polskiemu wydawnictwu Granna i wtedy dostała nową nazwę – "Superfarmer". To właśnie ta wersja stała się kultowa dla dzieci z lat 90. Wiele osób pamięta pewnie charakterystyczne żetony zwierząt, emocje przy wymianie zwierzaków i dramatyczny wręcz moment, gdy na kostce wypadał wilk albo lis.
Nic dziwnego, że "Superfarmer" wciąż pojawia się w zestawieniach najlepszy gier dla dzieci, gdzie gry planszowe to idealny prezent, pełen nostalgii z lat 80. i 90.
Sprytna konstrukcja gry, którą docenia się dopiero jako dorosły
Z perspektywy dorosłej osoby widzę też, jak sprytnie została zaprojektowana ta gra. Zasady są bardzo proste, dlatego mogą grać nawet kilkuletnie dzieci (u mnie podołał nawet 4-latek), a jednocześnie rozgrywka naprawdę wciąga niezależnie od wieku. Każdy gracz prowadzi własną farmę i zbiera zwierzęta: króliki, owce, świnie, krowy i konie.
Zwierzęta rozmnażają się dzięki rzutom kostkami – jeśli uda się stworzyć parę, stado się powiększa. Można też wymieniać zwierzęta według określonych zasad. Co istotne, przy okazji takiej zabawy dzieci ćwiczą liczenie i strategiczne myślenie – to jedna z tych gier, które naprawdę pomagają się nauczyć wielu szkolnych umiejętności.
Te same emocje po 25 latach
Do dziś pamiętam emocje, gdy ktoś przez kilka tur budował swoje gospodarstwo, a potem jednym rzutem wszystko tracił, bo zwierzaki zabierał lis albo wilk. W szkolnej świetlicy takie sytuacje wywoływały ogrom emocji uczniów klas I-III.
Dzisiaj moje dzieci śmieją się dokładnie tak samo, jak my śmialiśmy się 25 lat temu. I chyba właśnie dlatego "Superfarmer" wciąż jest produkowany i ludzie wciąż kupują go dla dzieci. Wystarczy kilka żetonów, kostki i wspólne siedzenie przy stole, bo sama gra ma atrakcyjne zasady.
To także świetna planszówka idealna na wspólne popołudnia – bez ekranów, za to z mnóstwem śmiechu. Jeśli szukacie pomysłu na podarunek, np. na Dzień Dziecka, "Superfarmer" trafia też na listy, gdzie zebrano prezenty dla dzieci w różnym wieku, które pozwolą wspólnie przeżywać niezapomniane emocje.
A dla mnie największą niespodzianką pozostaje to, że ta kultowa gra z dzieciństwa okazała się kawałkiem polskiej historii. Nie tylko nostalgiczną planszówką, ale też świadectwem pomysłowości człowieka, który w bardzo trudnych czasach stworzył coś, co przetrwało pokolenia.
Źródło: wikipedia.pl, gamesfanatic.pl
Zobacz także
