Rodzice nie zawsze są świadomi jak bardzo krzywdzą dzieci zdaniami powielanymi od pokoleń.
Rodzice nie zawsze są świadomi jak bardzo krzywdzą dzieci zdaniami powielanymi od pokoleń. fot. Yiwen/Unsplash

Dzisiejsi rodzice żyją w szybszym tempie niż pokolenie ich własnych rodziców, ale jednocześnie dysponują znacznie większą wiedzą o wychowaniu dzieci. Świadomość emocji, granic i potrzeb dziecka rośnie, jednak rośnie też presja i oczekiwania wobec samych siebie. W praktyce codzienność często weryfikuje te założenia – zwłaszcza w sytuacjach zmęczenia i stresu.

REKLAMA

Dzisiejsze pokolenie rodziców żyje znacznie mniej spokojnie niż ich rodzice w latach 80. i 90. Jednocześnie ma dużo większą wiedzę i świadomość tego, jak należy wychowywać dzieci, by były mądre, świadome, odnosiły sukcesy i były zaopiekowane emocjonalnie oraz psychicznie.

Mamy dostęp do badań naukowych, wiedzy z całego świata i ekspertów, którzy opowiadają w mediach o tym, jak wspierać rozwój dziecka i mądrze je prowadzić. To ogromne ułatwienie, ale jednocześnie także obciążenie – bo im większa wiedza, tym większe wymagania wobec siebie i tym wyżej stawiamy sobie poprzeczkę.

Współczesne rodzicielstwo: większa świadomość, ale i większa presja

Sama byłam przekonana, że w dzisiejszym świecie już chyba wszyscy rozumieją, że dzieciom trzeba stawiać granice, ale też uczyć je, że one same również mają prawo je wyznaczać. Że ich emocje są ważne, potrzebne i że mają prawo do różnych reakcji.

Że mówienie "nie płacz", "dzieci i ryby głosu nie mają" albo "zacznij się zachowywać normalnie" jest już dawno za nami. Że dzisiejsi rodzice, którzy sami takie zdania słyszeli i wiedzą, co to robi z psychiką i emocjami, nie będą powielać takich szkodliwych dla dzieci schematów.

Niestety wyjście na miasto, rower czy jakąkolwiek przestrzeń publiczną pokazuje, że takie hasła wciąż mają się świetnie, co jest wyjątkowo przykre. Tym bardziej że to właśnie takie pozornie błahe, powtarzane na co dzień zdania, które potrafią złamać dziecko, zostawiają najgłębszy ślad. Ostatnio o swoich obserwacjach w tym temacie na LinkedIn napisał Tomasz Prosiński, prezes zarządu w Fundacji Mentalnie Równi. Na jego koncie pojawił się następujący wpis:

"Nie pajacuj!", "Mam cię już dosyć!" – komendy zamiast rozmowy

"'Nie możesz jechać prosto?!' 'Nie pajacuj!' 'Szybciej nie umiesz?!' 'Nie stój w poprzek do cho**ery' 'Naprawdę tak trudno to ominąć?' 'Jak jedziesz! Widzisz, że Pan jedzie' – chłopiec miał mnie z tyłu... 'Czy możesz się uspokoić?!' 'Ile mam Ci mówić, nie jedź środkiem!' 'Mam Cię już dosyć!'

To komunikaty, które rodzice wypowiedzieli do swoich dzieci podczas sobotniego spaceru po Lesie Kabackim. To komendy pełne nerwów i napięcia, które usłyszałem podczas zaledwie dwugodzinnej jazdy rowerem w sobotnie przedpołudnie przez las".

Relaks, który zamienił się w pasmo reprymend

W dalszej części Prosiński opowiada, że pojechał do lasu rowerem, by przewietrzyć głowę, odpocząć i spędzić czas w spokoju, i podkreśla, że podobne intencje mieli zapewne również rodzice tych dzieci. Tymczasem wiele z nich słyszało jedynie krzyki, pretensje i ciągłe musztrowanie, jak mają się zachowywać i co robią źle.

"Ilość komunikatów pełnych nerwów, napięcia, złości i frustracji usłyszanych w tak krótkim czasie od mijanych rodzin w kierunku dzieci mnie zszokowała. Usłyszmy siebie, nie przenośmy stresu i napięć na nasze dzieci, szczególnie podczas rodzinnego relaksu" – apeluje do rodziców i opiekunów mężczyzna.

Krótki lont rodzica, czyli skąd biorą się te słowa

I trzeba przyznać, że jego wpis trafia w sedno – sama wciąż takie komunikaty słyszę na placach zabaw, w parkach i innych przestrzeniach publicznych. Ba, sama czasami łapię się na tym, że znów je wypowiadam, chociaż wiem, że to nie jest dobre i że rani to relację z dzieckiem.

Z tym że wiem też, kiedy to się dzieje – gdy jestem zmęczona, przepracowana, gdy nie mam przestrzeni na oddech. Wtedy stawiam samą siebie do pionu, przepraszam moje dzieci i staram się bardziej pilnować, bo to nie ich wina, że ja mam tzw. krótki lont.

Warto przy tym pamiętać, że to nie dziecko jest problemem – podnoszenie głosu najczęściej świadczy o naszym przeciążeniu, dlatego kiedy czujesz, że za chwilę krzykniesz, lepiej wyjdź z pokoju i daj sobie chwilę na ochłonięcie. To prosta strategia, która chroni więź i pokazuje dziecku, jak regulować emocje.

Nie chodzi o ocenianie rodziców

Tu nie chodzi o ocenianie, że ci rodzice na rowerach w lesie są najgorszymi opiekunami i wychowawcami świata. Wręcz przeciwnie – jak przekonują eksperci, bezstresowe wychowanie nie istnieje, a zmęczenie i bezsilność potrafią dopaść każdego rodzica.

Chodzi o to, byśmy jako społeczeństwo zatrzymali się na chwilę i zastanowili, co jest naprawdę ważne i czy na pewno chcemy w taki sposób mówić do dzieci oraz powielać krzywdzące schematy zachowań, w których sami zostaliśmy wychowani.

Co czuje dziecko, gdy słyszy krzyk

Na koniec wpisu Prosiński pisze: "One też mają emocje, też chcą się bawić, też odpocząć i zapamiętać chwile z tatą i mamą jako piękne, nie zaś kojarzyć z czasem reprymendy, złości i stresu tatusia czy mamusi, bo tydzień mieli ciężki".

Dobrze pokazuje to zestawienie tych 7 przykrych myśli w głowie dziecka, które pojawiają się dokładnie wtedy, gdy rodzic podnosi głos – zamiast lekcji czy porządku zostają strach, wstyd i poczucie winy.

Ton ważniejszy niż metoda

Wydaje się, że największym wyzwaniem współczesnego rodzicielstwa nie jest dziś brak wiedzy, ale umiejętność zatrzymania się w codziennym pędzie i świadomego wyboru tonu, w jakim mówimy do własnych dzieci. Bo to właśnie ten ton – bardziej niż jakiekolwiek metody wychowawcze – zostaje z nimi na całe życie.

Jeśli czujesz, że zbyt często reagujesz nerwami, pomocne mogą okazać się konkretne kroki, aby przestać szkodzić jako rodzic, które krok po kroku uczą, jak zamienić krzyk na rozmowę. Warto więc, mimo zmęczenia i frustracji, próbować budować relację, w której dziecko nie "ma być grzeczne", ale przede wszystkim czuje się widziane, słyszane i bezpieczne.