Na zdjęciu grupa przedszkolna z wychowawcą grupy.
Nauczycielki wychowania przedszkolnego coraz częściej mówią o obawach związanych z niestabilnością zawodu i chęcią przebranżowienia. pexel.com

W przedszkolach jest coraz mniej dzieci, a nauczyciele zaczynają obawiać się o swoją przyszłość zawodową. Część z nich już dziś myśli o przebranżowieniu. Bardzo często w kierunku opieki nad seniorami.

REKLAMA

Jeszcze kilka lat temu trudno było sobie wyobrazić, że nauczycielki przedszkola zaczną obawiać się o pracę. Dziś coraz częściej mówią o niepewności, słabszych naborach i konieczności myślenia o drugim zawodzie. Powodem jest oczywiście niż demograficzny, który coraz mocniej widać nie tylko w szkołach, ale także w przedszkolach. Dzieci rodzi się coraz mniej, a to oznacza mniej grup, mniej oddziałów i coraz większy niepokój wśród osób pracujących z najmłodszymi.

Niż demograficzny uderza w przedszkola

Z danych GUS wynika, że w roku szkolnym 2024/2025 do placówek wychowania przedszkolnego uczęszczało ok. 1,45 mln dzieci. To prawie 4 proc. mniej niż rok wcześniej. Ubywa też samych placówek. Skala zjawiska jest ogromna. Według danych katastrofa demograficzna w Polsce to najniższa liczba urodzeń od 200 lat, a skutki tego widać już w żłobkach i przedszkolach.

Najbardziej odczuwają to przedszkola niepubliczne, które są bezpośrednio uzależnione od liczby zapisanych dzieci. Nauczycielki mówią o atmosferze niepewności i coraz częstszych rozmowach o tym, "co będzie dalej". Coraz częściej mówi się dziś, że niż demograficzny najlepiej widać w przedszkolach, gdzie zamykają kolejne oddziały.

Niepewność zawodu i widmo zwolnień

"Nie wiadomo, czy będą dzieci, czy zbiorą się grupy, a wiadomo, że bez tego będą zwolnienia" – przyznaje jedna z nauczycielek w rozmowie ze strefaedukacji.pl.

W wielu placówkach pojawia się też poczucie, że zawód, który przez lata dawał stabilność, przestaje być przewidywalny. I choć eksperci podkreślają, że przedszkola oczywiście nie znikną, to w części regionów pracy może być po prostu mniej. Problem dotyczy zresztą całego systemu – analizy pokazują, że twoja szkoła może zniknąć z mapy, bo niż demograficzny uderzy w kilka regionów najmocniej.

Przebranżowienie nauczycielek w kierunku opieki nad seniorami

Coraz więcej nauczycielek zaczyna więc myśleć o przebranżowieniu. Część rozważa zupełnie nowe ścieżki zawodowe, inne chciałyby nadal pracować z ludźmi i wykorzystywać kompetencje opiekuńcze.

Jednym z najczęściej pojawiających się kierunków jest opieka nad seniorami. Nie bez powodu. Polska bardzo szybko się starzeje. Liczba osób po 60. roku życia systematycznie rośnie, a zawody związane z opieką i wsparciem seniorów już dziś są uznawane za jedne z najbardziej potrzebnych na rynku pracy. Co istotne, presja na przekwalifikowanie dotyka też innych grup zawodowych. Ostatnio głośno było też o tym, że coraz więcej położnych traci pracę, a Ministerstwo Zdrowia chce przebranżowienia.

Kompetencje, które przydają się w pracy opiekuńczej

Nauczycielki przedszkola mają wiele kompetencji, które mogą okazać się przydatne także w pracy opiekuńczej. Chodzi między innymi o cierpliwość, umiejętność organizowania dnia, reagowania na emocje czy budowania relacji z osobami zależnymi.

Eksperci podkreślają jednak, że praca z seniorami (szczególnie osobami chorującymi na demencję czy potrzebujących stałej opieki) wymaga dodatkowych kwalifikacji i przygotowania.

Zmęczenie i brak czasu na nowe kompetencje

Dla wielu nauczycielek największym problemem jest jednak coś innego – zmęczenie i brak przestrzeni na zdobywanie nowych kompetencji. "Po ośmiu godzinach pracy z dziećmi trudno znaleźć siłę na kolejne studia czy kursy" – przyznaje jedna z rozmówczyń.

To właśnie dlatego temat budzi dziś tyle emocji. Bo nie chodzi wyłącznie o zmianę zawodu, ale o utratę poczucia bezpieczeństwa, które przez lata wydawało się czymś oczywistym w pracy nauczyciela przedszkola. Warto przy tym pamiętać, że nie wszyscy widzą w tym wyłącznie zagrożenie – pojawiają się głosy, że kryzys w przedszkolach, czyli mniej dzieci i etatów, to sytuacja, w której rodzice mają inny pomysł – zamiast zamykać grupy, woleliby zmniejszyć liczbę dzieci przypadających na jednego nauczyciela.