
Oceny wystawione, podręczniki oddane, a do wakacji jeszcze kilka tygodni. Dla wielu uczniów czerwiec w szkole oznacza wycieczki, filmy i zajęcia na boisku zamiast regularnych lekcji. Jedni rodzice uważają, że to strata czasu, inni przypominają, że szkoła to nie tylko realizacja podstawy programowej, ale też socjalizacja i czerwiec to idealny do tego moment.
W wielu szkołach druga połowa czerwca wygląda zupełnie inaczej niż pozostałe miesiące roku. Oceny są już wystawione, sprawdziany napisane, a nauczyciele zamykają dokumentację. Uczniowie przychodzą do szkoły, ale coraz częściej zamiast matematyki czy historii oglądają filmy, biorą udział w wycieczkach albo spędzają czas na szkolnym boisku. Zapytałam inne mamy jak sytuacja wygląda u nich w szkole.
Czerwiec w szkole to fikcja czy potrzebny czas
– U nas co prawda dopiero druga klasa, ale czerwiec to żart, a nie szkoła. Jakieś zajęcia na boisku, kino, wycieczki. W zasadzie odkąd pamiętam, czerwiec w szkole był fikcją. Chodziło się dla frekwencji – mówi jedna z mam.
Takie głosy pojawiają się co roku. Rodzice zastanawiają się, czy kilka ostatnich tygodni nauki ma jeszcze jakikolwiek sens edukacyjny. Trudno jednak oczekiwać, by nauczyciele realizowali nowy materiał, kiedy część uczniów już zaczyna wakacje na własną rękę. Sami pedagodzy też zadają sobie to pytanie – w jednym z tekstów wprost stwierdzono, że wystawienie ocen na koniec roku szkolnego sprawia, że trudno powiedzieć, czy ktoś jeszcze się uczy.
Frekwencja spada i lekcje też
To właśnie na ten problem zwracają uwagę inni rodzice. – Nie rozumiem tego do końca. Większość rodziców nie puszcza dzieci do szkoły już w czerwcu, tak jakby wakacje zaczynały się miesiąc wcześniej. Tym samym nauczyciele też nie prowadzą ciekawych lekcji, bo nie warto dla jednej trzeciej klasy. Błędne koło – zauważa ojciec ucznia szkoły podstawowej.
I rzeczywiście trudno nie dostrzec tej zależności. Kiedy frekwencja spada, coraz trudniej prowadzić regularne zajęcia. Nauczyciel nie może omawiać nowych tematów, jeśli na kolejnej lekcji pojawia się zupełnie inna grupa uczniów. Zjawisko jest na tyle powszechne, że pojawia się nawet w dyskusjach o przepisach – przy okazji rozmowy o zakazie wyjazdów z dziećmi w trakcie roku szkolnego nauczycielki komentują, że końcówka czerwca to często czas, kiedy "zamiast na lekcje chodzi się na lody".
Do 15 czerwca jeszcze normalnie
Jedna z mam zwraca uwagę, że do połowy czerwca sytuacja wygląda jeszcze normalnie. – Do 15 czerwca są wystawiane oceny, więc są normalne lekcje, poprawy i zaliczenia. Później zajęcia są luźniejsze. I dobrze. Wolę, żeby syn posiedział w szkole niż korzystał z faktu, że jest sam w domu i spędzał osiem godzin przed ekranem. Na to będzie miał całe wakacje. To zresztą zgodne z przepisami – w jednym z tekstów wyjaśniliśmy, do kiedy trzeba wystawić oceny, bo w czerwcu czasu na poprawę będzie niewiele.
Szkoła to nie tylko podstawa programowa
Wiele osób mówi o szkole w czerwcu jako "przechowalni", część rodziców wcale nie traktuje tego określenia jako zarzutu. Dla nich szkoła pełni wtedy inną, równie ważną funkcję. – Szkoła to nie tylko nauka, ale też socjalizacja i integracja. Wolę, żeby dzieci spędzały ten czas z rówieśnikami niż w domu przed komputerem. Oglądanie filmów z kolegami czy wyjścia na wycieczki są na pewno fajniejsze niż siedzenie samemu w pokoju – przyznaje jedna z mam.
I właśnie tutaj pojawia się pytanie, czy szkołę zawsze trzeba rozliczać wyłącznie z realizacji podstawy programowej. W ciągu roku dzieci mają jej aż nadto. Być może kilka tygodni spokojniejszego funkcjonowania w grupie, wspólnych wyjść czy rozmów bez presji ocen też ma swoją wartość.
Wina po stronie rodziców
Nie zmienia to jednak faktu, że obecny system tworzy pewien paradoks. Rok szkolny formalnie trwa do końca czerwca, ale proces oceniania kończy się znacznie wcześniej. W efekcie powstaje kilkunastodniowa przestrzeń, w której wszyscy wiedzą, że prawdziwa nauka już się skończyła. Część rodziców idzie nawet dalej i przyznaje wprost, że uczniowie po wystawieniu ocen mają wszystko gdzieś, a wina leży po stronie rodziców, którzy sami zwalniają dzieci z lekcji "bo i tak nic się tam nie dzieje".
– Rok szkolny kończy się 26 czerwca i dzieci mają obowiązek uczęszczać do szkoły. Takie pozwalanie na niechodzenie do szkoły sami rodzice napędzają, a później mają pretensje, że są luźne lekcje. Bo jak nauczyciel ma omawiać nowy temat, skoro na każdej lekcji ma inny zestaw uczniów? – zauważa kolejny rodzic.
Czas wreszcie pomyśleć o czerwcu inaczej
Może więc problem nie polega na tym, że dzieci w czerwcu oglądają filmy albo idą na boisko. Być może problemem jest to, że od lat udajemy, że ostatnie tygodnie roku szkolnego wyglądają tak samo jak wrzesień czy październik, choć wszyscy doskonale wiedzą, że tak nie jest. A skoro nie jest, może warto wreszcie otwarcie zastanowić się, jak ten czas wykorzystać mądrzej – z korzyścią zarówno dla uczniów, jak i nauczycieli.
Część środowiska oświatowego idzie w tej dyskusji jeszcze dalej i postuluje przesunięcie kalendarza. Pisaliśmy już o tym, że według niektórych wakacje już od połowy czerwca, a nowy rok szkolny w sierpniu byłyby rozwiązaniem, na pomysł nauczycieli MEN odpowiada jednak na razie dość ostrożnie – pomysł wraca, ale system pozostaje niezmieniony.
Zobacz także
