
Dzień Dziecka w szkole czy przedszkolu powinien być pełen radości, zabawy i braku obowiązków. Znajoma jednak opowiedziała mi o niecodziennej sytuacji związanej z obchodami tego święta. W szkole jej syna dzień świętowania zaczyna się od obowiązkowej mszy i galowego stroju.
Dzień Dziecka to jeden z tych dni, na które dzieci czekają z prawdziwą radością. W szkole takie dni zwykle kojarzą się bardzo przyjemnie – bez stresu, bez sprawdzianów, bez odpytywania przy tablicy, a jak dyrekcja się zgodzi, to czasami są nawet jakieś atrakcje dla najmłodszych.
Dzień pełen zabawy, śmiechu i atrakcji, które mają sprawić, że uczniowie poczują się po prostu ważni. Tym bardziej trudno mi zrozumieć sytuację, w której szkoła zamiast na pierwszym miejscu postawić uczniów, stawia... uczucia religijne. Brzmi dość irracjonalnie, prawda?
Msza jako obowiązkowy punkt dziecięcego święta
Syn mojej przyjaciółki chodzi do drugiej klasy szkoły podstawowej. Dzieci od kilku dni żyją planem obchodów Dnia Dziecka – nie będzie lekcji, mają być dmuchańce, animatorki, spotkanie z iluzjonistą i różne zabawy na szkolnym boisku. Problem w tym, że cały dzień zaczyna się obowiązkową mszą, a dzieci mają przyjść ubrane na galowo.
Kiedy przyjaciółka opowiedziała mi o tym zażenowana, pomyślałam o tym, że ktoś tu chyba za bardzo chce być święty. Niestety to nie jest odosobniony przypadek. Bywa, że msze na rozpoczęcie roku są standardem, a rodzice mówią o dyskryminacji dzieci, które na nabożeństwa nie chodzą.
Nie chodzi o atak na wiarę ani na Kościół. Naprawdę można być osobą wierzącą i jednocześnie uważać, że publiczna szkoła powinna być świecka. Dzień Dziecka nie jest uroczystością religijną. To nie jest rozpoczęcie roku szkolnego, pierwsza komunia czy nawet szkolne rekolekcje. To święto dzieci, także tych niewierzących, które do kościoła nie będą szły. Także tych, których rodzice oddzielają religię od państwowej szkoły.
Świecka szkoła tylko z nazwy
Będąc na miejscu rodziców, byłabym oburzona tym, że msza została wpisana w program dnia właściwie jak obowiązkowy punkt imprezy. Ok, jest na początku, więc kto nie chce, to nie pójdzie. Ale co to w ogóle za pomysł na taki punkt świętowania Dnia Dziecka?
Uczniowie mają być odświętnie ubrani, szkoła organizuje wspólne wyjście, a całość wygląda tak, jakby bez kościoła nie dało się świętować nawet najbardziej neutralnej okazji.
Szkoła publiczna nie jest instytucją wyznaniową. Chodzą do niej dzieci z różnych domów i rodzin. Jedne są wychowywane bardzo religijnie, inne mniej, a jeszcze inne wcale. Państwowa szkoła powinna być miejscem wspólnym dla wszystkich, a nie przestrzenią, w której jedna religia staje się obowiązkowym dodatkiem do każdej uroczystości.
Skoro na Dzień Dziecka jest msza, to może na Dzień Ojca będzie nabożeństwo buddyjskie? Te sytuacje powtarzają się tak często, że niektórzy publicyści wprost piszą, iż polska szkoła jest świecka tylko z nazwy, gdy w godzinach lekcyjnych organizuje się wyjścia do kościoła.
Tradycja nie może być wymówką
Wiele osób powie pewnie, że "taka jest tradycja". Tylko że tradycja nie może być argumentem do dokładania religijnych elementów tam, gdzie kompletnie nie mają związku z okazją. Dzień Dziecka nie jest świętem kościelnym. Nie ma nic wspólnego z liturgią ani modlitwą.
To dzień, który powinien należeć do dzieci, a nie do instytucji religijnych. Warto też pamiętać, że nawet dyrektorzy zapominają, że szkoła jest świecka, a zobowiązywanie uczniów do obecności na mszy jest po prostu niezgodne z Konstytucją.
Msza jako obowiązek do "odbębnienia"
Jest też druga strona tego problemu. Dla wielu dzieci taka msza nie będzie żadnym przeżyciem duchowym. Będzie po prostu kolejnym obowiązkiem do "odbębnienia" przed właściwą zabawą.
Już teraz dzieciaki (w tym syn mojej koleżanki, z którym rozmawiałam) są przekonane, że to godzina zmarnowana na nudę. Najpierw trzeba grzecznie usiedzieć w kościele w galowym stroju, a dopiero później można iść na dmuchańce. Czy naprawdę o to chodzi?
Co istotne, przepisy są w tej kwestii jasne – wbrew obiegowym opiniom warto przypomnieć, że religia w szkole jest nie obowiązkowa. Rezygnuje się z niej po złożeniu pisemnej deklaracji przez rodziców, a nikogo nie wolno zmuszać do udziału w praktykach religijnych.
Dzieci nie potrzebują modlitwy, żeby się cieszyć
Nie chodzi o zakazywanie komukolwiek wiary, chodzi o zwykły rozsądek i o szacunek do różnorodności. Naprawdę da się zrobić piknik szkolny, zorganizować zabawy i atrakcje bez obowiązkowego elementu religijnego.
Dzieci nie potrzebują modlitwy, żeby cieszyć się swoim świętem. Potrzebują swobody, zabawy i poczucia, że ten dzień jest naprawdę dla nich.
Zobacz także
