
Dzieci na basenie w spodniach, bluzach i butach? W Holandii to zupełnie normalny widok. Wszystko za sprawą wyjątkowego systemu nauki pływania, który ma przygotować najmłodszych na sytuacje, które mogą zdarzyć się w prawdziwym życiu.
Większość z nas kojarzy lekcje pływania z kolorowym strojem kąpielowym, czepkiem i goglami. Tymczasem w Holandii dzieci podczas zajęć wskakują do basenu w... ubraniach i butach. Dla wielu polskich rodziców taki widok może wydawać się co najmniej dziwny, ale Holendrzy mają ku temu bardzo ważny powód.
Holenderskie lekcje pływania w ubraniach i butach
Nagranie pokazujące nietypową lekcję pływania opublikowała na Instagramie Justyna Ociepka, Polka mieszkająca w Rotterdamie. Film szybko zdobył tysiące polubień i wywołał dyskusję wśród internautów.
Dzieci pływają w ubraniach i butach
Na nagraniu widać dzieci, które zamiast w strojach kąpielowych pojawiają się na basenie w codziennych ubraniach. Mają na sobie spodnie, bluzy, a nawet buty. Jak wyjaśnia autorka filmu, nie jest to ani zabawa, ani chwilowa moda.
To element programu Zwem-ABC, czyli holenderskiego systemu nauki pływania, który od lat stawia przede wszystkim na bezpieczeństwo.
"Czy wiesz, dlaczego dzieci w Holandii wskakują do basenu w pełnym ubraniu i butach? To nie żart" – mówi na nagraniu.
W Holandii woda jest wszędzie
Nietrudno zrozumieć, skąd wziął się taki pomysł. Holandia jest krajem poprzecinanym kanałami, rzekami i zbiornikami wodnymi. Woda towarzyszy mieszkańcom niemal na każdym kroku. Właśnie dlatego nauka pływania nie skupia się wyłącznie na technice czy zdobywaniu kolejnych sportowych umiejętności.
Dzieci uczą się przede wszystkim, jak zachować się w sytuacji zagrożenia. Co zrobić, jeśli przypadkiem wpadną do kanału? Jak utrzymać się na powierzchni w ciężkim, mokrym ubraniu? Jak dopłynąć do brzegu i nie spanikować? Warto przy okazji wiedzieć, że człowiek tonie w ciszy, a tak wygląda i zachowuje się tonący – to jeden z najważniejszych mitów, jakie warto obalić, zanim wyjedziemy z dzieckiem nad wodę. To właśnie takie scenariusze ćwiczą podczas zajęć.
Egzamin, który może uratować życie
Najbardziej zaskakującym elementem systemu jest egzamin na pierwszy stopień pływacki. Dzieci muszą podczas niego pokonać określony dystans nie w stroju kąpielowym, ale w codziennym ubraniu, butach, a czasem nawet w kurtce.
Cel jest prosty – w prawdziwym życiu nikt nie wpada do wody przygotowany, w stroju kąpielowym i z goglami na oczach. Jeśli dojdzie do wypadku, dziecko będzie miało na sobie dokładnie takie ubranie, w jakim wyszło z domu. Holendrzy wychodzą z założenia, że właśnie do takich sytuacji warto przygotowywać najmłodszych.
Jak Polska podchodzi do nauki pływania najmłodszych?
W Polsce coraz więcej rodziców decyduje się na lekcje pływania od najmłodszych lat – istnieje na przykład Adrianna Swim w Warszawie, czyli szkoła, która uczy niemowlaki pływania, gdzie zajęcia można rozpocząć już w okolicach trzeciego miesiąca życia. Sam pomysł posyłania niemowląt na basen wciąż budzi kontrowersje – pisaliśmy m.in. o materiale, w którym pojawia się skok na głęboką wodę, czyli pytanie, czy noworodki potrafią pływać, bazujący na tzw. odruchu pływania, który zanika około 6.-8. miesiąca życia.
Z drugiej strony nie wszystkie metody nauki pływania uznawane są za bezpieczne – głośnym echem odbiło się szokujące wideo, w którym instruktorka pływania wrzuca niemowlę do basenu, co dla części pediatrów stanowi metodę zbyt brutalną, choć szkoła tłumaczy ją chęcią nauki samodzielnego radzenia sobie po wpadnięciu do wody.
Rodzice czekają na dyplom Zwem-ABC
System Zwem-ABC składa się z trzech poziomów: A, B i C. Zdobycie pierwszego dyplomu uznawane jest za podstawę bezpieczeństwa dziecka.
Choć droga do jego uzyskania bywa długa i wymaga regularnych treningów, wielu rodziców traktuje ją jako inwestycję w bezpieczeństwo swoich dzieci. To zresztą perspektywa, która warto, żeby polscy rodzice mieli z tyłu głowy – pamiętajmy, że nie pozwalaj dziecku pływać w rękawkach, bo może się utopić, i 5 rzeczy, o których nie wolno zapomnieć – fałszywe poczucie bezpieczeństwa z popularnymi "motylkami" bywa wręcz groźniejsze niż brak jakiegokolwiek sprzętu.
Bo choć widok dziecka skaczącego do basenu w ubraniu może budzić zdziwienie, trudno odmówić logiki argumentowi, że w sytuacji zagrożenia liczą się nie idealne ruchy kraulem, ale umiejętność poradzenia sobie wtedy, gdy wszystko dzieje się niezgodnie z planem.
Zobacz także


