tata i córka lecą samolotem
Zachowanie ojca w samolocie zachwyca, choć powinno być normą. fot. Spencer Plouzek/Unsplash

Zmęczenie, stres i przebodźcowanie dorosłych sprawiają, że zwykłe dziecięce emocje wywołują niechęć, komentarze i brak akceptacji. Tymczasem to właśnie spokój i zrozumienie dorosłych decydują o tym, jak najmłodsi uczą się funkcjonować w świecie.

REKLAMA

Dzieci niemile widziane przez zmęczone społeczeństwo

Żyjemy w czasach, kiedy dzieci w wielu miejscach publicznych nie są mile widziane. Ludzie są zmęczeni, przebodźcowani i zestresowani, a małe dziecko, które zachowuje się odpowiednio do swojego wieku, wywołuje w nich skrajne emocje. Pomijam już fakt, że nie każdy potrafi wychowywać dzieci, stawiając im granice oraz ucząc zasad życia społecznego i kultury osobistej.

Mam na myśli sytuacje, gdy 2-latek nie umie jeszcze radzić sobie ze swoimi emocjami, płacze, krzyczy czy się złości, a ktoś w sklepie, kolejce do urzędu czy komunikacji miejskiej reaguje irytacją, przewraca oczami albo głośno komentuje, że takie zachowanie jest efektem bezstresowego wychowania.

Nie zawsze tak jest. Dzieci nie są robotami, lecz odrębnymi ludźmi, którzy rozwijają się we własnym tempie. Są etapy, na których pewne zachowania są całkowicie naturalne i mieszczą się w normie rozwojowej.

Nietolerancja wobec dziecięcych emocji

Niechęć otoczenia przybiera dziś konkretne formy: powstają choćby miejsca bez dzieci w Polsce, gdzie można odpocząć lub zjeść bez dzieci. Tyle że zamykanie najmłodszych poza nawiasem życia społecznego to ślepa uliczka – coraz głośniej mówi się, że dzieci nie powinny być wykluczane w przestrzeni publicznej i można zrobić wagony ciszy, a nie bez dzieci. Różnica jest zasadnicza: strefa ciszy chroni potrzebę spokoju, a strefa „bez dzieci" wysyła komunikat, że cała grupa społeczna jest tu zbędna.

Normy rozwojowe a oczekiwania dorosłych

Z drugiej strony wielu rodzicom brakuje czasu, przestrzeni i wiedzy na temat tego, jak ważna dla dziecka jest uwaga dorosłego. Dając dziecku telefon "dla świętego spokoju" albo stale odwracając jego uwagę zamiast poświęcić czas na rozmowę i bliskość, można wyrządzić mu krzywdę. To również wpływa na sposób, w jaki dziecko funkcjonuje wśród innych ludzi i jak jest odbierane przez otoczenie.

Uwaga rodzica ważniejsza niż telefon "dla świętego spokoju"

Mechanizm bywa pozornie niewinny, a jego skutki poważne: najpierw kupują dziecku telefon, potem go zabierają, a rodzice błądzą we mgle. Ekran podany odruchowo dla chwili spokoju nie zastąpi obecności dorosłego, a nagłe odebranie urządzenia potrafi wywołać złość i frustrację porównywalną z reakcją na odstawienie bodźca.

Wszystko to może brzmieć dość ogólnie, ale prowadzi do refleksji nad konkretną sytuacją, którą opisał influencer Mateusz Bajer, prowadzący konto @bajer_z_lotniska, gdzie opowiada o podróżach.

Lekcja z lotu Poznań-Manchester: szacunek zamiast krzyku

Przy jednym z ostatnich nagrań wykonanych podczas lotu mężczyzna napisał: "Pozdrawiam pana z lotu Poznań-Manchester, którego kilkuletnia córka zaraz po przyziemieniu odpięła pasy, a on pokazał jej ikonkę zapięcia pasów nad głową i spokojnie wytłumaczył, dlaczego ma je zapiąć z powrotem".

Pod wideo jest również dopisek: "W czasach kiedy rodzice karmią swoje dzieci smartfonami i tracą do nich cierpliwość przy każdej okazji, nawet tak małe rzeczy zaczynają robić wrażenie...".

Dla wielu osób taka sytuacja może nie być niczym nadzwyczajnym. Są jednak i tacy, którzy sami wychowywali się w domach, gdzie za każde przewinienie dorośli krzyczeli, złościli się i obwiniali dziecko. Także dziś wielu rodzicom brakuje cierpliwości i spokoju, dlatego w podobnych momentach zamiast wyjaśnić dziecku, co zrobiło nie tak, reagują podniesionym głosem, pretensjami i złością.

Spokój i konsekwencja zamiast podniesionego głosu

Tymczasem wielu maluchom najbardziej potrzeba spokoju, poczucia bezpieczeństwa oraz szacunku dla ich emocji. W takich warunkach znacznie łatwiej o współpracę i zrozumienie zasad. Dobrze pokazuje to podejście, w którym zamiast stawiać granice, rodzice wycofują się. Zamiast tego potrzebny jest spokojny ton i przewidywalność, bo te działają lepiej niż krzyk.

Pomocne bywają też gotowe formuły – gdy dziecko przeżywa złość, wypowiedz te zdania i powtarzaj je jak mantrę, bo uznanie emocji przy jednoczesnym wyznaczeniu granic uczy regulacji skuteczniej niż uciszanie.

Jeden z komentarzy pod filmem brzmi: "Gloryfikujemy coś co powinno być normalnością, bo niestety normalnością nie jest. Brawo dla tamtego pana, brawo dla ciebie za zwrócenie na ten fakt uwagi!".

Czego dorośli mogą się nauczyć od taty z samolotu

Warto, aby rodzice wyciągnęli z tej historii ważną lekcję. Ojciec z samolotu nie zastosował żadnej wyjątkowej metody wychowawczej. Nie przekupywał dziecka, nie zawstydzał go i nie straszył konsekwencjami. Zrobił coś znacznie prostszego – potraktował córkę z szacunkiem i dał jej wyjaśnienie, którego potrzebowała. Tak właśnie dzieci uczą się zasad obowiązujących w świecie dorosłych.

Nie poprzez krzyk, lecz dzięki spokojnej rozmowie, konsekwencji i cierpliwości. Choć w codziennym pośpiechu nie zawsze jest to łatwe, przykład tego taty pokazuje, że opanowanie rodzica może przynieść lepsze efekty niż najbardziej emocjonalna reakcja. To postawa, od której wielu dorosłych mogłoby się wiele nauczyć.