
Przez lata były częścią szpitalnego zespołu, dziś nie wiedzą, co przyniesie przyszłość. Od 1 czerwca 62 salowe ze Szpitala Żywiec stracą etaty w placówce. Powodem jest decyzja o przekazaniu sprzątania firmie zewnętrznej.
Przez lata były "niewidoczną", ale niezwykle ważną częścią szpitalnego zespołu. Dbały o czystość sal, pomagały personelowi medycznemu i każdego dnia miały kontakt z pacjentami. Teraz wiele z nich zastanawia się, co przyniosą kolejne miesiące.
62 salowe ze Szpitala Żywiec przechodzą do firmy zewnętrznej
Od 1 czerwca 62 salowe pracujące w Szpitalu Żywiec przestaną być pracownicami placówki. Szpital zdecydował o przekazaniu utrzymania czystości firmie zewnętrznej. Wraz z usługą przejęty ma zostać również cały zespół odpowiedzialny za sprzątanie.
Choć formalnie kobiety nadal będą wykonywać podobne obowiązki, zmieni się ich pracodawca. I właśnie to budzi największe obawy.
"Najbardziej boimy się tego, co będzie dalej"
Pracownice przyznają, że nie wiedzą, jakie warunki zatrudnienia zaproponuje nowa firma. Obawiają się zmian w grafikach, zasadach przyznawania urlopów, dodatkach czy wynagrodzeniach.
Dla wielu z nich równie ważne jest poczucie stabilizacji, które dawał etat w szpitalu. Nie pomaga też ogólna atmosfera na rynku pracy – niedawno głośno było o tym, że ZUS będzie kontrolował pracowników na L4, a sprawdzane będą również kobiety w ciąży, co dodatkowo nakręca poczucie niepewności wśród zatrudnionych.
Salowe znają oddziały lepiej niż wielu nowych pracowników
Salowe od lat współpracują z pielęgniarkami, lekarzami i personelem pomocniczym. Często znają oddziały, procedury i pacjentów lepiej niż osoby pojawiające się w placówce na krótko. Dlatego część z nich mówi nie tylko o lęku przed zmianą pracodawcy, ale także o utracie poczucia przynależności do zespołu.
To nie tylko problem jednego szpitala
Sytuacja ze Szpitala Żywiec nie jest wyjątkiem. Coraz więcej placówek medycznych korzysta z outsourcingu usług pomocniczych.
Firmy zewnętrzne odpowiadają już za sprzątanie, transport wewnętrzny czy część usług technicznych w wielu szpitalach w Polsce. Powód jest banalnie prosty – chodzi o oszczędności. Zjawisko to ma jednak różne oblicza – pisano nawet o tym, że "ręka rękę leczy", czyli pozornym outsourcingu w szpitalach, a NIK o pracy lekarzy zwracała uwagę na omijanie przepisów dotyczących zatrudnienia.
Dyrektorzy placówek wskazują przede wszystkim na rosnące koszty zatrudnienia, problemy kadrowe oraz możliwość łatwiejszego organizowania zastępstw przez firmy zewnętrzne. Dla zadłużonych szpitali outsourcing bywa jednym z najszybszych sposobów ograniczania wydatków.
Nie chodzi tylko o sprzątanie
Część ekspertów zwraca jednak uwagę, że utrzymanie czystości w szpitalu nie jest zwykłą usługą porządkową. Personel pomocniczy pracuje w miejscach, gdzie obowiązują ścisłe procedury sanitarne. Ma kontakt z pacjentami, oddziałami zakaźnymi i strefami wymagającymi szczególnej ostrożności.
Po doświadczeniach pandemii część szpitali zaczęła nawet wracać do zatrudniania własnych pracowników pomocniczych. W czasie kryzysu okazało się bowiem, że duża rotacja pracowników firm zewnętrznych utrudnia utrzymanie wysokich standardów bezpieczeństwa.
Polska się starzeje, a personelu wciąż brakuje
Eksperci podkreślają, że problem jest szerszy niż tylko kwestia kosztów. Szpitale od lat zmagają się z brakami kadrowymi. Coraz trudniej znaleźć osoby gotowe do pracy zmianowej, wymagającej wysiłku fizycznego i często wykonywanej za stosunkowo niewielkie wynagrodzenie. Skala problemów w ochronie zdrowia widoczna jest nawet poza szpitalami – pokazują to historie rodziców, w których chore dziecko nie dostanie się do pediatry, bo numerków w przychodni nie ma.
Co więcej, system zaczyna stopniowo reorganizować nawet zawody medyczne – niedawno informowano, że coraz więcej położnych traci pracę, a Ministerstwo Zdrowia chce przebranżowienia w stronę opieki nad seniorami.
Dlatego część placówek próbuje szukać kompromisów. Niektóre pozostawiają własny personel na najbardziej wymagających oddziałach, a mniej wrażliwe obszary przekazują firmom zewnętrznym.
Stres, niepewność i widmo wypalenia
Na razie nie wiadomo, czy wszystkie salowe ze Szpitala Żywiec zdecydują się przejść do nowego pracodawcy. Dla wielu z nich najtrudniejsza jest jednak nie sama zmiana obowiązków, ale utrata poczucia bezpieczeństwa, które przez lata dawała praca w szpitalu. Konsekwencje takich zmian potrafią być dotkliwe – warto przypomnieć, że wypalenie zawodowe to choroba, na którą można dostać zwolnienie lekarskie L4, a długotrwała niepewność zatrudnienia jest jednym z czynników, które do niego prowadzą.
Źródło: gazetaprawna.pl
Zobacz także
