Dość mam schematów i utartych ścieżek. Wymiotuję zasadami. Chcę wreszcie żyć po swojemu!

Prawo autorskie: aikidoki / 123RF Zdjęcie Seryjne
Prawo autorskie: aikidoki / 123RF Zdjęcie Seryjne
Piękny, słoneczny, niedzielny poranek. Biała pościel, mama w eleganckiej jasnej piżamce się przeciąga, tata wraca z tacą, na której leżą naleśniki z czekoladą i aromatyczna kawa. Dzieciaki radośnie biegają koło łóżka, a pies leżący w nogach wesoło merda ogonem.


Obudźcie się!
Tak nie wygląda żadna niedziela, od kiedy zostaliśmy rodzicami. Biała pościel regularnie z godnością przyjmuje odciski brudnych o kredek rączek. Kawę piję zimną. No i nie mamy psa. A takie sielskie poranki znam tylko z reklam telewizyjnych.


Codzienność niestety przytłacza. To ciągłe życie z grafikiem, ciągła logistyka i planowanie. Jeszcze tylko to”, „Zaraz”, „Potrzebuję wykonać jeszcze jeden telefon”. A jakby tego było mało, to przecież do słabości nie można się przyznać, bo nie wypada. Trzeba więc dobrze wyglądać, mieć wysprzątany dom i w ogóle być perfekcyjną mamą.


Pytanie tylko: po co? Czy nie lepiej zamiast czystych okien mieć czas dla siebie, dla dziecka, dla rodziny? Wpadamy w pułapkę perfekcjonizmu, z której trudno się później wydostać.
Trafiłam ostatnio na wpis szczęślivej, który urzekł mnie szczerością i prawdziwością. A najbardziej tym, ze dotyczy każdej z nas (np. prawie każdej), tylko nie każda z nas potrafi się do tego przyznać. Oto fragment wpisu:
szczesliva.pl

”Bo ja, do jasnej cholery, nie jestem idealną Ziuzią, którą mają naśladować tysiące. Która ma świecić przykładem i inspirować rzesze matek tym wymiotogennym idealizmem. Ja, siedząca właśnie w wytartym dresie matka i żona, z wybitnie odstraszającą kitą włosów zwiniętych gumką recepturką ściągniętą z kisielu. Ja, lekko zniechęcona poniedziałkiem i wkurzona na męża o jakąś pierdołę, chcę prawdziwości. To właśnie z tej prawdziwości i z tego realizmu będę rozliczać głównie siebie. I będę z tej prawdziwości rozliczać innych.”

I ja, równie nieidealna, podpisuję się pod tym rękoma i nogami.


Dość mam perfekcjonizmu i idealizmu
Dokładnie tak. Nie chce mi się podporządkowywać narzuconym z góry zasadom, postępować tak, jak ktoś uważa, że jest poprawnie, pracować od-do. I dość mam spływających zewsząd rad co powinnam a czego nie powinnam. Marzę o tym, żeby wreszcie żyć według własnych zasad. Myśli tak każda z Was? To dlaczego żadna wcześniej nie odważyła się powiedzieć tego głośno?

Ja chcę tak jak szczęśliva, bez stresu zasiąść w dresie przed telewizorem. Albo na kanapie z dobrą książką, bo telewizją nie dysponuję. Popłakać chwilę nad rozlanym mlekiem i gorszym dniem i depresję zakąsić pyszną tartą z truskawkami, bo za chwile skończy się sezon. Chcę dostać kwiaty bez okazji, albo z okazji tego, że byłam zołzą. A tak w ogóle, to chcę przestać być zołzą. Bo czasem jestem. To wynik frustracji, nerwów, stresu, braku czasu i całej masy innych czynników. Je chciałabym wyeliminować. To by mnie uleczyło.

Dlatego odpuszczam. To moje wakacyjne postanowienie. Przestanę spinać się, by coś zrobić, bo ktoś tego oczekuje. Poświęcę się rodzinie i przestanę wciskać kawy z dawno niewidzianymi znajomymi w mój na maxa zapchany grafik. Może zweryfikuję też mój grafik? Przestanę przejmować się innymi. To będzie pierwszy krok.

Dzięki szczęśliva!

Inspiracja: wpis na blogu szczesliva.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...