
"Uważam, że Islandczycy są nieustraszeni i zawsze myślą pozytywnie. Są przekonani, że z każdej, nawet najtrudniejszej sytuacji da się wyjść i taką postawę przekazują dzieciom". O wychowywaniu dzieci na Islandii rozmawiamy z Olgą, mamą 6-letniego Vincenta.
Dziecko to partner do rozmowy. Trzeba wzmacniać w dziecku pewność siebie i wiarę w jego możliwości. Dziecko ma prawa, ale też obowiązki. Okazuje się, że co kraj, to obyczaj, również w kwestii wychowywania dzieci. Specjalnie dla was sprawdzamy, jak to wygląda na świecie i czego Polki mogłyby się nauczyć od mam z innych krajów.
A co cię najbardziej zaskoczyło? Czy podobnie jak w Skandynawii, Islandczycy nie boją się zimna?
Tak, mój syn chodzi do waldorskiego przedszkola, gdzie szczególnie kładzie się nacisk na rozmowę i samodzielność. Bardzo to przekłada się na nasze życie domowe, gdzie także dużo rozmawiamy i Vinnie chętnie opowiada o tym, co się wydarzyło w przedszkolu.
A jakie zasady lub podejście do wychowywania dzieci na Islandii warto byłoby przenieść na nasz rodzimy grunt?
Przede wszystkim uważam, że trzeba pozwolić dzieciom być dziećmi. Pozwolić im bawić się, brudzić, doświadczać i by mogły robić to jak najdłużej. Dziecko zbyt wcześnie posadzone w ławce może bardzo dużo stracić ze swojej dziecięcej radości czy spontaniczności.
Może cię zainteresować także: Dzieci biegają boso, nikomu nie przeszkadza, że krzyczą. Polka o wychowaniu dzieci na Mauritiusie
