"Dobry poród to więcej niż zdrowe dziecko". O tych zaleceniach niewiele kobiet ma pojęcie

Położna o przyspieszaniu porodu
Położna o przyspieszaniu porodu Unsplash/Sharon McCutcheon
To paradoks: chętnie bronimy dzieci, często uważamy je wręcz za "dobro narodowe i wspólne" i nie mamy oporów przed komentarzami na temat wzorców macierzyństwa i wychowania; z mniejszą mocą walczymy natomiast o dobro kobiet. No hej, a przecież to one, ich siła, ich ciało, ich poświęcenie, są potrzebne, żeby na świat przychodziły te nasze "dobra narodowe".


Co to znaczy "dobry poród"?
To się na szczęście zmienia. Powoli, powoli, ale się zmienia. Za sprawą fundacji, stowarzyszeń, aktywistek, kobiet, które zaczęły mówić i zachęcają kolejne do mówienia. O czym? O tym, że urodzenie dziecka to nie takie "hop siup", że należy nam się opieka, pomoc, wsparcie. Że musimy słuchać swoich ciał, czuć się komfortowo. A nie być poganiane, obrażane czy wyśmiewane, bo nasz poród trwa dłużej, niż ktoś przewidział...


Jesteśmy przewrażliwione? Raporty, chociażby Fundacji Rodzić po Ludzku, ujawniają, że niewiele ma to wspólnego z "przewrażliwieniem", a raczej regularną i obrzydliwą przemocą ginekologiczną i położniczą.

Osobą, która stara się docierać do kobiet z wiedzą i dawką merytorycznych informacji jest również położna Sylwia Ura-Polak, która prowadzi profil "Birth Coach Project". Regularnie przypomina, że "dobry poród to więcej niż zdrowe dziecko" i że mamy należy przygotowywać na to doświadczenie. Zarówno fizycznie, jak i psychicznie. W swoim cyklu nt. rekomendacji WHO tym razem poruszyła temat przyspieszania porodu.

Wywoływanie i przyspieszanie porodu
– Światowa Organizacja Zdrowia zaleca: "Nie powinno się wywoływać porodów dla wygody. W żadnym rejonie geograficznym odsetek takich porodów nie powinien przekraczać 10 proc.". W Polsce odsetek porodów indukowanych lub przyspieszanych jest wysoki – wynosi ponad 50 proc. (dane z akcji "Rodzić po ludzku" 2006), co oznacza, że ta procedura jest w polskich placówkach położniczych nadużywana – czytamy na stronie Fundacji Rodzić po Ludzku.

Położna pisze jednak, że: "Interwencje medyczne, zwłaszcza przyspieszanie porodu i skracanie jego trwania to problem globalny, nie tylko w Polsce. Oksytocyna, masaże szyjki, przebijanie pęcherza płodowego, oddzielanie bieguna pęcherza płodowego, żele dopochwowe z prostaglandynami, balonik z cewnika Foleya to typowe interwencje przyspieszające poród".


Ty leż, my urodzimy za ciebie...
Kilka tygodni temu rozmowie z Mamadu.pl Sylwia Ura-Polak mówiła: "Dziś już wiemy, że nadmierna medykalizacja szkodzi i należy interweniować tylko wtedy, gdy są ku temu wskazania medyczne, a WHO poszło krok dalej i rekomenduje wstrzymanie się z jakimikolwiek interwencjami przyspieszającymi poród, dopóki kobieta nie dojdzie do rozwarcia na 5 cm".

Coraz częściej specjaliści podkreślają, że zbyt szybkie, gwałtowne lub niekonsultowane z rodzącą interwencje są przemocą położniczą, mogą również szkodzić dziecku. Kobiety natomiast są w takich sytuacjach "ograbiane z doświadczenia porodu naturalnego", stają się bierne, nie mają poczucia sprawczości i swobody.

– Każda interwencja niesie ze sobą ryzyko pogorszenia stanu dziecka lub matki. Każda interwencja sprawia, że ryzyko porodu się podnosi. Interwencje powinny być wdrażane na wyraźne i świadome życzenie rodzącej lub w sytuacji, gdy pojawiają się komplikacje i dalsza zwłoka jest niebezpieczna. Błędem jest jednak ingerować na wyrost, gdy nie ma żadnych oznak niebezpieczeństwa dla mamy lub dziecka – pisze położna.

Z raportu "Opieka okołoporodowa w Polsce w świetle doświadczeń kobiet" z 2018 roku Fundacji Rodzić po Ludzku wynika, że u prawie 44 proc. respondentek poród został wywołany. Jednocześnie ponad połowa badanych (ok. 61 proc.) miała podaną kroplówkę z oksytocyną.

Większości respondentek kroplówka została podana, by przyspieszyć poród (ok. 55 proc.), a 39 proc. ankietowanych otrzymało kroplówkę w celu wywołania porodu. Ponad połowa badanych (55 proc), które rodziły drogami natury, miała w czasie porodu nacięte krocze. Odsetek ten zmniejszył się znacznie w ciągu ostatnich 12 lat. W 2006 roku aż 80 proc. kobiet miało nacięcie krocza. W wielu miejscach ta interwencja przestała być rutyną, ale nadal co druga kobieta w sali porodowej ma nacinane krocze.
Napisz do autorki: alicja.cembrowska@mamadu.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Wyprawka dla noworodka - co kupić dla dziecka? Pełna lista
0 0Masz w domu niemowlę? Uważaj na leżaczki – miały być wybawieniem, a mogą szkodzić