Na zdjęciu widać noworodka i rękę lekarza.
Coraz więcej porodówek w Polsce jest zamykanych, bo po prostu rodzi się mniej dzieci. storyblock.com

W ciągu zaledwie czterech pierwszych tygodni nowego roku z mapy Polski zniknęło aż 18 porodówek. Jak ustaliła "Rzeczpospolita", głównym powodem tego jest gwałtowny spadek liczby porodów, który sprawia, że kolejne oddziały położnicze przestają być opłacalne w utrzymaniu. W odpowiedzi na te zmiany system ochrony zdrowia szuka alternatyw, takich jak tzw. pokoje narodzin.

REKLAMA

W ciągu pierwszych czterech tygodni 2026 roku aż 18 oddziałów położniczych w Polsce zakończyło działalność. Tak wynika z danych Narodowego Funduszu Zdrowia, do których dotarła "Rzeczpospolita". To oznacza spadek liczby funkcjonujących porodówek z 284 pod koniec 2025 roku do 266 na początku nowego roku.

Skąd takie decyzje?

Eksperci tłumaczą, że główną przyczyną zmian jest gwałtowny spadek liczby urodzeń. Prognozy Głównego Urzędu Statystycznego wskazują, że w 2026 r. liczba porodów może nie przekroczyć 210 tys., podczas gdy w 2024 r. urodziło się ok. 252 tys. dzieci. Mniejsza liczba porodów oznacza, że utrzymanie oddziałów ginekologiczno-położniczych staje się dla wielu szpitali finansowo nieopłacalne.

Dla wielu kobiet i rodzin ta sytuacja rodzi realne wyzwania logistyczne. Zamknięcie porodówki w rejonie często oznacza konieczność dłuższego dojazdu do najbliższego szpitala z pełnym oddziałem położniczym, co dla rodzących może być źródłem stresu, szczególnie w nagłych sytuacjach.

Alternatywne rozwiązanie tzw. pokoje narodzin

W odpowiedzi na te zmiany Ministerstwo Zdrowia przygotowało przepisy, które od 31 stycznia 2026 r. pozwalają tworzyć tzw. pokoje narodzin. To wydzielone izby porodowe w szpitalach, które nie mają pełnego oddziału położniczego, ale prowadzą Szpitalny Oddział Ratunkowy lub izbę przyjęć i są oddalone o co najmniej 25 km od najbliższej porodówki.

W takich pokojach narodzin ma dyżurować położna przez całą dobę, a w razie zauważenia, że poród wymaga niezwłocznej specjalistycznej opieki, zapewniony ma być transport medyczny do odpowiedniego szpitala. To rozwiązanie ma służyć jako zabezpieczenie przede wszystkim w sytuacjach awaryjnych, gdy kobieta pojawi się w nagłym przypadku lub nie zdąży dotrzeć do placówki z oddziałem położniczym.

Pomysł budzi jednak dyskusje. Część środowisk medycznych wskazuje, że "pokoje narodzin" nie zastępują pełnych porodówek i że ich wdrożenie wymaga czasu, a także doprecyzowania standardów opieki oraz finansowania.

Te wszystkie zmiany odzwierciedlają demograficzny trend spadku urodzeń. Mniejsza liczba urodzeń wymusza reorganizację systemu opieki okołoporodowej w Polsce. Konkretne zmiany potrzebne są pilnie, bo brak poczucia bezpieczeństwa u przyszłej czy potencjalnej mamy, wcale tego procesu nie zatrzyma. Wręcz przeciwnie.

Źródło: rp.pl

Czytaj także: