stawianie granic przez dziecko
Dzisiejsze dzieci coraz częściej uczone są stawiania granic. Dla starszych pokoleń takie zachowanie bywa trudne do zaakceptowania. pexel.com

Kiedyś wystarczyło jedno spojrzenie mamy albo babci, żeby dziecko przestało dyskutować. Dziś kilkulatek potrafi powiedzieć dorosłemu: "Nie chcę", "Nie zgadzam się" albo "Nie będę tego robić". Dla wielu dziadków takie zachowanie jest nie do pomyślenia. Czy pokolenie Alfa rzeczywiście ma problem z szacunkiem do starszych, czy może po prostu uczymy dzieci czegoś, czego sami nie mieliśmy prawa robić?

REKLAMA

Jeszcze kilkadziesiąt lat temu w wielu polskich domach obowiązywała prosta zasada – dzieci i ryby głosu nie mają. Z dorosłymi się nie dyskutowało, ich decyzji nie podważało, a słowo "nie" wypowiedziane do rodzica czy nauczyciela zwykle uznawane było za wyjątkową bezczelność. Dziś coraz więcej rodziców próbuje wychowywać dzieci inaczej. Zamiast wymagać bezwzględnego posłuszeństwa, zachęcają je do wyrażania własnego zdania. To rodzi międzypokoleniowe nieporozumienia.

"Jak ty się odzywasz do babci?"

Wyobraźmy sobie zwyczajną rodzinną sytuację. Babcia wyciąga ręce do wnuczki i prosi o buziaka na powitanie. Dziewczynka odmawia, bo akurat nie ma ochoty na przytulanie. Babcia czuje się urażona, a rodzice tłumaczą, że dziecko ma prawo decydować o swoim ciele.

Podobne sytuacje zdarzają się przy rodzinnym stole, podczas wizyt u znajomych czy w szkole. Dziecko mówi, że nie chce zjeść kolejnej porcji obiadu, nie zgadza się z opinią dorosłego albo pyta, dlaczego ma wykonać jakieś polecenie.

Dla osób wychowanych w przekonaniu, że dorosłym należy się bezwarunkowe posłuszeństwo, takie zachowanie może wyglądać jak brak szacunku. Tymczasem odmowa nie musi oznaczać niegrzeczności. Czasami jest po prostu próbą wyrażenia własnych potrzeb i granic.

Uczymy dzieci mówić "nie". Ale czy sami chcemy to słyszeć?

Współcześni rodzice często powtarzają dzieciom, że powinny być asertywne. Chcemy, żeby potrafiły odmówić koledze, który namawia je do niebezpiecznej zabawy, nie ulegały presji grupy i umiały powiedzieć dorosłemu, kiedy coś sprawia im dyskomfort.

Problem pojawia się wtedy, gdy tę samą umiejętność zaczynają wykorzystywać wobec nas. Kiedy dziecko odmawia posprzątania pokoju, wyłączenia telefonu czy wykonania polecenia, nasza cierpliwość szybko się kończy. Nagle asertywność, którą tak bardzo chcieliśmy w nim rozwijać, zaczyna przypominać nieposłuszeństwo.

To jeden z największych paradoksów współczesnego rodzicielstwa. Chcemy wychować dzieci odważne, samodzielne i świadome swoich praw, ale jednocześnie oczekujemy, że w domu będą bez dyskusji podporządkowywać się naszym decyzjom.

Szacunek do dorosłych nie oznacza, że zawsze mają rację

Zmiana podejścia do wychowania nie oznacza jednak, że dzieci powinny decydować o wszystkim. Psychologowie zajmujący się rozwojem dziecka od lat zwracają uwagę na znaczenie stylu wychowania, który łączy bliskość i szacunek z jasnymi zasadami.

Dziecko może odmówić pocałowania babci, ale nie może odmówić zapięcia pasów w samochodzie. Może powiedzieć, że nie podoba mu się decyzja rodzica, ale nadal powinno przestrzegać ustalonych zasad dotyczących bezpieczeństwa czy codziennych obowiązków.

Ważne jest także to, w jaki sposób wyraża sprzeciw. Asertywność nie polega na krzyczeniu, obrażaniu innych ani ignorowaniu ich potrzeb. To umiejętność mówienia o własnych granicach z poszanowaniem granic drugiej osoby. Rodzice mają więc trudne zadanie. Muszą nauczyć dzieci, że ich zdanie jest ważne, ale nie zawsze będzie decydujące.

Dziadkowie wychowywali się w zupełnie innych czasach

Warto pamiętać, że starsze pokolenia dorastały w zupełnie innych realiach społecznych. W wielu rodzinach autorytet rodzica czy nauczyciela opierał się przede wszystkim na hierarchii. Dziecko miało słuchać, a dorosły podejmował decyzje.

Dzisiaj częściej rozmawiamy z dziećmi o emocjach, tłumaczymy powody zakazów i pozwalamy im uczestniczyć w podejmowaniu niektórych decyzji. Nie oznacza to, że wszyscy dziadkowie są zwolennikami surowego wychowania ani że wszystkie dzieci z Pokolenia Alfa potrafią stawiać granice. Na pewno jednak zmienił się sposób, w jaki myślimy o relacji dorosłego z dzieckiem.

Brak szacunku, czy asertywność?

Zwyczajne "nie chcę" potrafi wywołać przy rodzinnym stole tak wielkie emocje. Jedni słyszą w nim brak szacunku, a inni widzą dziecko, które nie boi się wyrażać własnego zdania. I tu pojawia się ten międzypokoleniowy zgrzyt.

Starszym pokoleniom zwykle ciężko zrozumieć, że szacunek nie oznacza milczenia, a bycie grzecznym nie musi polegać na spełnianiu wszystkich oczekiwań dorosłych. Dziecko, które potrafi dziś powiedzieć "nie" nawet najbliższym, może w przyszłości łatwiej obronić swoje granice także poza domem. I o tym powinniśmy przede wszystkim pamiętać.