młoda kobieta załamana chowa twarz w dłoniach
Załamywanie rąk i odpuszczanie walki to efekt tego, jak wychowaliśmy Zetki. fot. MART PRODUCTION/Pexels

Pokolenie Z nazywamy płatkami śniegu, ale rzadko pytamy, kto rozłożył nad nimi ochronny klosz. Chcieliśmy wychować dzieci, które nie będą musiały mierzyć się z trudnościami, z jakimi sami mierzyliśmy się w dzieciństwie, więc często usuwaliśmy im z drogi przeszkody, zanim zdążyły spróbować je pokonać. Dziś część młodych ludzi nie wierzy we własne możliwości, a zanim uznamy to za brak ambicji czy odporności, warto zastanowić się, czy przypadkiem sami nie nauczyliśmy ich, że bez pomocy innych sobie nie poradzą.

REKLAMA

Płatki śniegu, czyli pokolenie wychowane pod ochronnym kloszem

Pokolenie Z często słyszy, że jest przewrażliwione, nieodporne na stres i nie potrafi radzić sobie z trudnościami. Młodych nazywa się płatkami śniegu, jakby ich problemy wynikały wyłącznie z braku charakteru. A przecież to dorośli tworzyli świat, w którym Zetki dorastały. Jeśli dziś część młodych ludzi nie wierzy we własne możliwości, warto zastanowić się nie tylko nad tym, czego im brakuje, lecz także nad tym, czego ich nie nauczyliśmy.

O pokoleniu Z, czyli osobach urodzonych mniej więcej między końcówką lat 90. a początkiem drugiej dekady XXI wieku, napisano już wiele. Zarzuca mu się brak ambicji, słabą odporność psychiczną, niechęć do wysiłku i trudności w przyjmowaniu krytyki. Młodzi pracownicy mają szybko się zniechęcać, studenci oczekiwać zrozumienia we wszystkim, a nastolatki przeżywać niepowodzenia, które starszym pokoleniom wydają się błahostkami.

Łatwo przykleić im etykietę płatków śniegu. Trudniej zadać sobie pytanie, skąd wzięły się takie zachowania. Przecież młodzi ludzie nie wychowywali się sami. To rodzice, szkoła i całe społeczeństwo współtworzyli warunki, w których dorastali.

Chcieliśmy oszczędzić dzieciom przykrości, ułatwić im życie i ochronić je przed porażkami, których sami doświadczaliśmy. Niekiedy wyręczaliśmy je w zadaniach, rozwiązywaliśmy za nie konflikty i problemy, pilnowaliśmy każdego obowiązku i próbowaliśmy usuwać z ich drogi wszystkie przeszkody. Zdarzało się też, że zamiast pozwolić dziecku zmierzyć się z konsekwencjami własnych decyzji, natychmiast przychodziliśmy z pomocą.

Nie chodzi o to, by obwiniać teraz rodziców Zetek. Wychowanie jest trudne, a troska o dziecko to naturalna potrzeba. Warto jednak pamiętać, że nadmierna ochrona może pozbawić młodego człowieka okazji do zdobywania doświadczeń, które budują w nim odpowiedzialność i samodzielność. Jeśli ktoś przez lata słyszy, że inni zrobią coś za niego, może w końcu przestać wierzyć, że sam sobie poradzi.

Czym jest wyuczona bezradność?

Wyuczona bezradność to pojęcie psychologiczne opisujące stan, w którym człowiek zaczyna wierzyć, że jego działania nie mają wpływu na to, co się wydarzy. W efekcie rezygnuje z prób zmiany sytuacji, nawet gdy pojawiają się realne możliwości działania.

Mechanizm ten badali w latach 60. XX wieku psychologowie Martin Seligman i Steven Maier. Ich eksperymenty pomogły zrozumieć, jak doświadczenie braku kontroli może wpływać na późniejsze zachowanie. Dziś pojęcie to pomaga opisywać także niektóre codzienne sytuacje: od poczucia utknięcia w pracy po przekonanie, że nie ma sensu rozmawiać z bliskimi, bo i tak nic się nie zmieni.

W artykule hiszpańskiego "Vogue" z 28 września 2026 roku, poświęconym wyuczonej bezradności, psycholożki Violeta Acedo i Ana Galán zwracają uwagę na znaczenie naszych doświadczeń i sposobu, w jaki interpretujemy ich skutki. Jeśli wielokrotnie podejmujemy próby, które nie przynoszą oczekiwanego rezultatu, możemy stopniowo przestać próbować. Nie zawsze oznacza to brak chęci. Czasem człowiek po prostu dochodzi do wniosku, że wysiłek nie ma sensu.

Nie można jednak utożsamiać wyuczonej bezradności z całym pokoleniem Z ani zakładać, że dotyczy ona wszystkich młodych ludzi. To nie etykieta pokoleniowa, tylko mechanizm, który może pojawić się u osób w różnym wieku i w różnych okolicznościach.

Jak pokonać wyuczoną bezradność?

Dobra wiadomość jest taka, że wyuczonej bezradności można się oduczać. Skoro człowiek może zacząć myśleć, że nie ma wpływu na swoje życie, może też stopniowo odzyskiwać poczucie sprawczości. Do tego potrzebne są jednak chęci i świadomość swojej perspektywy.

Nie oznacza to, że wystarczy zacząć myśleć pozytywnie albo "wziąć się w garść". Nie wszystko zależy od nas, a niektóre sytuacje rzeczywiście pozostają poza naszą kontrolą. Ważne jest natomiast rozróżnienie tego, na co mamy wpływ, na co możemy oddziaływać, a czego nie jesteśmy w stanie zmienić.

Psycholożki podkreślają że duże znaczenie mają małe doświadczenia, w których człowiek może zobaczyć, że jego działanie przynosi konkretny efekt. Nie trzeba od razu podejmować życiowej rewolucji. Można zacząć od jednego zadania, samodzielnej decyzji czy rozmowy, którą dotąd odkładaliśmy.

Pomocne jest również przyglądanie się własnym przekonaniom. Kiedy pojawia się myśl "i tak nic się nie zmieni" albo "nigdy sobie z tym nie poradzę", warto sprawdzić, czy rzeczywiście opisuje aktualną sytuację, czy raczej wynika z wcześniejszych doświadczeń i sprawia, że góry widzimy sprawę jako przegraną, choć mamy realne szanse coś w niej zdziałać.

Rodzice nie muszą wyręczać, żeby wspierać

W przypadku dzieci i nastolatków ogromne znaczenie ma sposób, w jaki dorośli reagują na ich trudności. Wspieranie nie oznacza natychmiastowego rozwiązywania każdego problemu. Czasem więcej daje spokojne towarzyszenie dziecku, wspólne zastanowienie się nad rozwiązaniem i pozostawienie mu przestrzeni do samodzielnego działania.

Jeśli uczeń zapomni zeszytu, pokłóci się z kolegą albo nie poradzi sobie z zadaniem, nie każda taka sytuacja wymaga interwencji rodzica. Oczywiście są chwile, kiedy dziecko potrzebuje zdecydowanej pomocy. Nie chodzi o to, by zostawiać je samo z problemem, lecz by nie odbierać mu możliwości uczenia się na własnych doświadczeniach.

Warto też stawiać granice i konsekwentnie wymagać tego, co odpowiada wiekowi dziecka. Samodzielność nie pojawia się nagle w dniu osiemnastych urodzin. Rozwija się przez lata, gdy młody człowiek dostaje odpowiedzialność, popełnia błędy i przekonuje się, że potrafi sobie z nimi poradzić.

Nie wychowamy dzieci odpornych na wszystkie niepowodzenia. Możemy jednak pomóc im zbudować przekonanie, że porażka nie oznacza końca możliwości, a trudność nie musi być dowodem na to, że sobie z czymś nie poradzą.