babcia całuje dziecko
Niektóre mamy nie życzą sobie, żeby ktokolwiek całował ich dziecko. pexel.com

Kobieta nie chce, żeby teściowa całowała jej niemowlaka, szczególnie teraz, gdy zaczyna się sezon infekcyjny. Rodzina uważa jednak, że młoda mama przesadza i niepotrzebnie panikuje. Czy rzeczywiście? Zalecenia dotyczące najmłodszych dzieci mówią co innego.

REKLAMA

Narodziny dziecka potrafią uruchomić w rodzinie prawdziwą lawinę emocji. Każdy chce potrzymać malucha, przytulić go, pogłaskać i oczywiście wycałować. Tylko co wtedy, gdy świeżo upieczona mama mówi: "Nie chcę, żebyście całowali moje dziecko"? Jedna z internautek właśnie z tego powodu usłyszała, że przesadza.

"Pozwalacie innym osobom całować małe dzieci? Noworodki i niemowlaki? Mnie to strasznie irytuje, kiedy moja teściowa to robi" – napisała na jednym z internetowych forów.

Kobieta przyznała, że jej obawy są szczególnie duże teraz, w sezonie infekcyjnym. Problem w tym, że reszta rodziny zupełnie nie podziela jej podejścia.

"Wszyscy uważają, że jestem przewrażliwiona, ale kurde – jest sezon chorobowy! Nie podoba mi się to. Jakie jest wasze zdanie? Faktycznie przesadzam?" – zapytała.

"Twoje dziecko i twoje zasady"

Pod wpisem szybko pojawiły się komentarze innych rodziców. I zdecydowana większość z nich przyznała, że również nie pozwala całować swoich najmłodszych dzieci – szczególnie w twarz i dłonie.

"U nas młody ma trzy miesiące i nikt nie całuje rąk ani twarzy" – napisała jedna z mam.

"Sama nie całuję niemowlaka w usta, a co dopiero ktoś inny. Zgroza i zakaz całkowity" – dodała kolejna.

Inna komentująca zwróciła uwagę, że okazywanie uczuć wnukowi nie musi oznaczać obsypywania go pocałunkami.

"Można być kochającym dziadkiem czy babcią i nie sprzedawać całusów" – stwierdziła.

Nie wszyscy jednak byli tego samego zdania. Jedna z internautek uznała podobne zasady za przesadę i przypomniała, że kiedyś dzieci miały znacznie swobodniejszy kontakt z dziadkami i dalszą rodziną.

"Nikt nie chował nikogo w sterylnych warunkach. Nikt nad nikim nie skakał jak nad rozbitym jajkiem" – napisała. Jej zdaniem dziadkowie kochają wnuki i przecież nie chcą zrobić im krzywdy.

I nikt tego nie kwestionuje, tylko że w tej dyskusji nie chodzi wcale o intencje.

Całowanie noworodka naprawdę może być ryzykowne

Obawy mamy z forum mają medyczne uzasadnienie. Szczególnym zagrożeniem dla najmłodszych dzieci jest wirus opryszczki pospolitej HSV.

Dorosłemu opryszczka na ustach może kojarzyć się głównie z kilkudniowym dyskomfortem. U noworodka zakażenie może mieć jednak znacznie poważniejszy przebieg. Opryszczka noworodkowa jest szczególnie niebezpieczna ze względu na niedojrzałość układu odpornościowego dziecka. Największa podatność na zakażenie występuje w pierwszych sześciu tygodniach życia. Do zakażenia może dojść m.in. wtedy, gdy osoba mająca opryszczkę pocałuje dziecko.

Dlatego dobrze, aby osoby spoza grona najbliższych opiekunów nie całowały noworodka. Rodzicom i opiekunom rekomenduje się natomiast, by ewentualne pocałunki kierować w czubek głowy, a unikać okolic ust, nosa i oczu. Osoba z aktywną opryszczką nie powinna całować dziecka w ogóle.

Nie tylko opryszczka

W sezonie jesienno-zimowym dochodzą do tego infekcje układu oddechowego. Amerykańska Akademia Pediatrii przypomina, że w pierwszych miesiącach życia warto ograniczać kontakt noworodka z drobnoustrojami, które dla starszego dziecka czy dorosłego mogą oznaczać jedynie kilka dni kataru i kaszlu.

Dotyczy to m.in. RSV, grypy czy krztuśca. AAP zaleca m.in. dokładne mycie rąk przed kontaktem z maluchem i przypominanie dzieciom, aby nie całowały noworodka ani nie zbliżały się do jego twarzy, szczególnie jeśli kaszlą lub mogą być chore.

Jest jeszcze kwestia bakterii związanych z próchnicą. Amerykańska Akademia Stomatologii Dziecięcej wskazuje, że bakterie próchnicotwórcze mogą być przekazywane małym dzieciom wraz ze śliną opiekunów. Z tego powodu zaleca ograniczanie zachowań prowadzących do wymiany śliny, takich jak wspólne używanie sztućców czy "czyszczenie" smoczka we własnych ustach.

"Moja matka nie respektowała tego zakazu"

Wśród komentarzy pod wpisem pojawiła się również historia mamy, która twierdzi, że jej córka zaraziła się opryszczką od babci.

"Moja matka nie respektowała tego zakazu. Tym sposobem moja córka przeszła potworne, opryszczkowe zapalenie jamy ustnej i gardła. Dwa tygodnie niesamowitego bólu, nie mogła jeść, picie wody sprawiało jej potworny ból" – opisała.

Nie jesteśmy oczywiście w stanie zweryfikować historii anonimowej internautki ani ustalić, w jaki sposób jej dziecko rzeczywiście zostało zakażone. Dobrze jednak pokazuje ona, dlaczego dla części rodziców zasada "nie całujemy dziecka" wcale nie jest pzresadzona.

I chyba najważniejsze jest właśnie to, że postawienie takiej granicy nie oznacza izolowania dziecka od dziadków ani odbierania im możliwości budowania z nim bliskości. Można wziąć wnuka na ręce, przytulić go, mówić do niego, śpiewać mu czy głaskać po główce, a pocałunki sobie odpuścić – dla zdrowia dziecka.