prywatny dawca nasienia
Daniel Bayen twierdzi, że został już biologicznym ojcem 13 dzieci, a kolejne są w drodze. instagram @donordan

Ma 25 lat i twierdzi, że utrzymuje się z prywatnego dawstwa nasienia. Daniel Bayen opowiada, ile dzieci przyszło już na świat dzięki jego pomocy i dlaczego eksperci ostrzegają przed takim rozwiązaniem.

REKLAMA

Daniel Bayen ma 25 lat, trzy obywatelstwa – niemieckie, amerykańskie i kanadyjskie – i dosyć nietypowy sposób na życie. Jak opowiada w jednym z wywiadów, jest pełnoetatowym, nieanonimowym dawcą nasienia i właśnie z tego się utrzymuje.

Mężczyzna przekonuje, że cały jego styl życia podporządkowany jest jednemu celowi – utrzymaniu jak najlepszej płodności. Każdy dzień zaczyna od odpowiedniego nawodnienia i suplementacji. Nosi okulary blokujące światło niebieskie, dba o dietę bogatą w białko, unika używek, a nawet schładza jądra, bo – jak twierdzi – ma to pozytywnie wpływać na jakość nasienia. "Jestem lepszy niż każdy dawca z banku nasienia" – przekonuje.

"Mam już 13 biologicznych dzieci"

Bayen twierdzi, że w ciągu ostatnich 18 miesięcy został biologicznym ojcem 13 dzieci. Kolejne 13 jest już w drodze – kobiety są w ciąży lub wykorzystają zamrożone wcześniej nasienie.

Co ciekawe, sam wychował się w rodzinie, w której jego ojciec również był dawcą nasienia. Jak opowiada, dzięki temu ma około 30 przyrodniego rodzeństwa i uważa to za jedno z najcenniejszych doświadczeń swojego życia.

Nie zamierza jednak robić tego bez końca. Zapowiada, że zakończy swoją działalność, gdy biologicznymi ojcami zostaną dzieci w 50 rodzinach.

Ile można na tym zarobić?

25-latek nie ukrywa, że pobiera wynagrodzenie od kobiet korzystających z jego pomocy. Jak wyjaśnia, biorczynie pokrywają koszty badań, podróży oraz rekompensatę za poświęcony czas. W Niemczech – jak twierdzi – może pobierać niewielką czterocyfrową kwotę w euro za jedną procedurę, natomiast w Stanach Zjednoczonych czy krajach Azji stawki są znacznie wyższe. W mediach społecznościowych określa siebie nawet jako "prawdopodobnie najlepiej opłacanego dawcę nasienia na świecie".

Dla porównania, w berlińskim banku nasienia dawca otrzymuje około 80 euro rekompensaty za oddanie próbki. Z kolei kobieta korzystająca z banku płaci ponad 1100 euro za próbkę, nie licząc kosztów transportu.

Eksperci: prywatne dawstwo może być ryzykowne

Do działalności Bayena z dystansem podchodzi Ann-Kathrin Klym, dyrektorka berlińskiego banku nasienia. Jej zdaniem przekonanie, że prywatny dawca jest bezpieczniejszy od banku nasienia, nie znajduje potwierdzenia.

Ekspertka podkreśla, że w profesjonalnych bankach dawcy są przez wiele miesięcy regularnie badani, a próbki przechodzą ścisłą kontrolę. W przypadku prywatnych ustaleń nie ma takich gwarancji.

Największym zagrożeniem może być przeniesienie chorób zakaźnych na kobietę i dziecko. Klym zwraca uwagę także na kwestie prawne. W wielu krajach prywatny dawca może dochodzić swoich praw rodzicielskich, podobnie jak matka może wystąpić o alimenty.

Bayen przyznaje, że zdaje sobie sprawę z tego ryzyka. Twierdzi jednak, że zabezpiecza się na różne sposoby, m.in. nie gromadząc majątku, który – w razie sporu – mógłby zostać zajęty.

Samotne kobiety coraz częściej wybierają dawców

Zdaniem Daniela Bayena zainteresowanie jego usługami wynika przede wszystkim z rosnącej liczby kobiet, które chcą zostać matkami, ale nie planują zakładać tradycyjnej rodziny.

Podobne obserwacje ma również berliński bank nasienia. Jak wskazuje Ann-Kathrin Klym, jeszcze w latach 90. większość klientek stanowiły pary heteroseksualne zmagające się z niepłodnością. Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej – około 20 proc. klientek to takie pary, natomiast pozostałe to w równych proporcjach samotne kobiety oraz pary jednopłciowe.

Ekspertka zwraca jednak uwagę, że niezależnie od powodów decyzji o macierzyństwie korzystanie z prywatnych dawców powinno być dobrze przemyślane. W przeciwieństwie do banków nasienia taki model nie zawsze daje kobietom i dzieciom odpowiednie zabezpieczenie medyczne oraz prawne.

Źródło: onet.pl