młoda kobieta z pokolenia Z odpoczywa
Zetki cenią sobie równowagę i spokój bardziej niż presję. fot. alex Roosso/Unsplash

Pokolenie Z coraz częściej rezygnuje z życia w ciągłym biegu i świadomie wybiera spokój zamiast presji. Odpowiedzią na wszechobecne FOMO stało się JOMO, czyli radość z przegapiania i odpuszczania tego, co nie jest naprawdę ważne. Dlaczego Zetki promują ten trend i co mogą z niego wynieść starsze pokolenia?

REKLAMA

Pokolenie Z mówi "dość" pośpiechowi

Żyjemy w czasach, w których wszystko dzieje się bardzo szybko. Informacje zalewają nas z każdej strony, a każdy z nas stara się w jakiś sposób panować nad stresem. Ludzie żyją w ciągłym biegu, dużo pracują, gonią za kolejnymi szansami i nie zawsze potrafią znaleźć równowagę między obowiązkami a odpoczynkiem.

Taki styl życia przez lata był domeną milenialsów i starszych pokoleń. Tymczasem pokolenie Z zaczęło promować nowe podejście, które szybko stało się trendem.

To postawa oparta na sprzeciwie wobec wszechobecnego pośpiechu i ciągłej presji. Zetki nazwały ją JOMO, jako przeciwieństwo FOMO, i uczyniły z odpuszczania jedną ze swoich życiowych filozofii.

FOMO, czyli lęk przed przegapieniem

FOMO (ang. fear of missing out – lęk przed przegapieniem) to zjawisko, które szczególnie nasiliło się wraz z rozwojem mediów społecznościowych. Oznacza poczucie niedosytu, presję bycia na bieżąco i przekonanie, że jeśli coś nas omija, to tracimy coś ważnego. Problem dotyka zwłaszcza najmłodszych – pisaliśmy już, że to pokolenie jest skazane na FOMO i będzie coraz gorzej, bo dorasta w świecie nieustannego porównywania się w sieci.

Zmęczone tym nieustannym pędem, presją i przymusem uczestniczenia we wszystkim, Zetki powiedziały temu wreszcie "dość". Zamiast skupiać się na ciągłej gonitwie, postawiły na odpuszczanie, pielęgnowanie wdzięczności i czerpanie satysfakcji z tego, co już mają. Tej pierwszej zresztą warto uczyć od najmłodszych lat – wdzięczność to więcej niż zwykłe "dziękuję", a potrafi zmienić podejście do życia.

JOMO – radość z przegapiania

Nową postawę nazwano JOMO (ang. joy of missing out – radość z przegapiania). Za jej największych propagatorów uznaje się właśnie przedstawicieli pokolenia Z, którzy wchodząc w dorosłość, odczuwali silny sprzeciw wobec zastanej rzeczywistości.

Chodzi o znalezienie balansu między rzeczywistością a jej wirtualną wersją. Dzisiejsi dwudziestolatkowie mieli dość życia podporządkowanego napiętym kalendarzom, licznym zobowiązaniom i nieustannej potrzebie uczestniczenia w kolejnych wydarzeniach. Zamiast tego postanowili odnaleźć równowagę poprzez pielęgnowanie spokoju ducha i świadome odpuszczanie.

Odpuszczanie zamiast gonitwy

Nauka odpuszczania przynosi ulgę i pozwala uwolnić się od niepokoju, który przez lata towarzyszył wielu osobom, gdy miały poczucie, że coś je omija. Pomocne bywają konkretne nawyki – 5 sposobów na odprężenie i zmianę nawyków może być dobrym punktem wyjścia.

Tym trendem Zetki próbują przekonać starsze pokolenia, że życiowy pęd i nieustanna presja nie przynoszą niczego dobrego. Że świat się nie zawali, jeśli nie pójdziemy na kolejne spotkanie czy ominie nas jakieś wydarzenie towarzyskie.

Zamiast koncentrować się na poczuciu niespełnienia, Zetki wykorzystują taki czas na własnych zasadach – czytają książki, oglądają filmy, odpoczywają na balkonie z kubkiem kawy albo spędzają czas z bliskimi. Dają sobie również przyzwolenie na nierobienie niczego i zwykły odpoczynek w domu, nawet jeśli nie jest on idealnie posprzątany (milenialsi z pewnością to zrozumieją).

Dlaczego JOMO zyskuje na popularności?

Popularność JOMO wyraźnie wzrosła w ostatnich latach. Eksperci wskazują, że zjawisko może mieć bezpośredni związek z doświadczeniami pandemii, ale także z odmiennym stylem życia współczesnych dwudziestolatków.

Mniej alkoholu, więcej dbałości o dobrostan

Zetki rzadziej niż wcześniejsze pokolenia wychodzą do barów i klubów, rzadziej spożywają alkohol w celach towarzyskich i większą wagę przywiązują do swojego dobrostanu psychicznego oraz fizycznego.

Wpisuje się to w szerszy trend, w którym samoopieka, dbanie o siebie i self-care przestają być fanaberią, a stają się realizacją własnych, głębokich potrzeb.

ROMO – ulga z przegapienia, o której mówi Cillian Murphy

Kolejnym etapem tej drogi do odpuszczania jest ROMO, o którym ostatnio mówił między innymi aktor Cillian Murphy. Przyznał, że odczuwa ROMO, nie biorąc udziału w niektórych projektach filmowych. ROMO to skrót od ang. relief of missing out, czyli "ulgi z przegapienia".

To kolejny krok po radości z przegapiania, ponieważ uczucie ulgi wiąże się z większą świadomością własnych potrzeb i przekonaniem, że wybieramy własne dobro zamiast podporządkowywać się społecznej presji.

Interesujące jest to, czy zjawisko ROMO rzeczywiście stanie się udziałem młodego pokolenia. Dotychczas bowiem o uldze płynącej z odpuszczania mówiło się głównie w kontekście dojrzałości życiowej, która zwykle kojarzona jest raczej ze starszymi niż młodszymi pokoleniami.