Woła "Allah akbar" i szydzi z kobiet za kierownicą. Nauczyciel bezkarny, bo jest w szkole od lat

Nauczyciel w warszawskiej szkole bezkarny.
Nauczyciel w warszawskiej szkole bezkarny. Prawo autorskie: hxdbzxy / 123RF Zdjęcie Seryjne
"Zasiedziani" – tak można powiedzieć o tych pedagogach, którzy nierozerwalnie związani są z placówką od wielu lat. Uczą całe pokolenia, bo zaczęli 20-30 lat temu, a dziś edukują dzieci swych pierwszych uczniów. Nieważne jakimi metodami, grunt, że nie da się ich ruszyć, bo są przecież w szkole od lat.

Nauczyciel szkodzi
Pani Monika zamieściła na jednej z grup w mediach społecznościowych wpis, dotyczący zachowania nauczyciela. Mężczyzna uczący w renomowanej szkole w Warszawie zachowuje się niestandardowo. Choć pani Monika opisała tylko jeden z jego wybryków, okazuje się, że to wierzchołek góry lodowej.

– Dziewczyny, taka sytuacja: wraca mój syn ze szkoły (kl. 4 sp.) i oznajmia, że pan od techniki na lekcji dotyczącej zasad ruchu drogowego podzielił się z uczniami taką oto refleksją, że według niego kobiety nie powinny dostawać prawa jazdy. Co byście zrobiły? – zapytała na jednej z grup w mediach społecznościowych.

Oczywiście będą tacy, którzy uznają, że to czepiające się feministki mają problem z tym stwierdzeniem. Tyle że problem nie dotyczy tylko wyśmiewania kobiet.

– Syn opowiedział to jako ciekawostkę po powrocie ze szkoły: wiesz mamo, co powiedział Pan od techniki? Sam zwrócił uwagę na to, jak nietrafione i niemiłe były słowa nauczyciela o kobietach-kierowcach. Natomiast najciekawszy jest jednak fenomen tego pana. Nikt nie bierze go na poważnie, uznając, że to co robi jest niegroźne. Tyle że nie do końca jest to słuszna teoria, bo choć nie jest on groźny w sensie fizycznym, to jednak to, co robi, jest równie złe. Zasiewa w młodych umysłach wyobrażenia niestosowne i utwierdzające w stereotypowym myśleniu. Jego słowa są nieprawdziwe, ale i szkodliwe – tłumaczy w rozmowie z Mamadu.pl mama chłopca, pani Monika.


Chce na siłę pokazać, że jest fajny?
Nauczyciel oprócz tego, że jest pedagogiem, jest także wodzirejem zarówno na szkolnych imprezach, jak i okolicznych weselach. Znany jest rodzicom swych uczniów, bo ich także uczył kiedyś zajęć techniczno-plastyczych. Może to kwestia pewnej frustracji, bo mężczyzna ewidentnie przez wiele lat utknął w jednej szkole i przez kolejne lata próbuje nauczyć tego samego kolejne pokolenia. Może właśnie poprzez jego swobodny styl wypowiedzi stara się pokazać innym, że jest na siłę fajny.

– W ogóle nie zastanawia się, że są to dzieci, że powinien być dla nich wzorem, przewodnikiem. Zapomina, że musi brać odpowiedzialność za swoje słowa, a tymczasem zdarza mu się siarczyście przeklinać. Dzieci w tym wieku od razu to wyłapują, wszyscy mają prawo powiedzieć: skoro nauczyciel tak mówi, to my także. Natychmiast pojawia się pewien mechanizm i przed rodzicami trudne wyzwanie, jak wytłumaczyć dzieciom, że nauczyciel nie do końca ma rację, mówiąc na lekcjach wulgaryzmy – opisuje sytuację pani Monika.

Trudno było także wytłumaczyć dziecku, dlaczego nauczyciel przebiegając po korytarzu użył okrzyku „Allah Akbar”. – Syn potem zaczął krzyczeć tak samo i nie rozumiał powodów mojej złości. Tłumaczyłam mu, że tak sie nie zachowujemy, ale ciężko stawać ciągle w obliczu tego, że w szkole mówią jedno, a w domu drugie. Brak tu spójności – dodaje.

Jakie rozwiązanie mają rodzice?
Co na to inni rodzice i dyrekcja? Rodzice wolą nie angażować się w żadne konflikty, chcąc w ten sposób uchronić dzieci przed konsekwencjami. Obrażony nauczyciel to groźny przeciwnik i nikt nie chce narażać dziecka na niełaskę, co może odbić się na jego ocenach. Choć brzmi to niewiarygodnie, bo przecież sensowna i racjonalna wydaje się walka z patologią, by dzieci mogły uczyć się w dobrych warunkach, nadal istnieje przekonanie, że warto siedzieć cicho i się nie angażować, bo tak będzie lepiej dla wszystkich.

Tak było i tym razem. Choć rodzice być może także byli oburzeni zachowaniem nauczyciela, tylko dwie mamy chciały coś z tym zrobić. Reszta rodziców maile zbyła milczeniem. – Większość osób, które są na kopii maila i chodzą na zebrania to mamy i to młodsze ode mnie. Myślałam, że one będą jeszcze bardziej oburzone niż ja zachowaniem nauczyciela i wpajaniem stereotypów krzywdzących kobiety. Tymczasem nastąpiła cisza w korespondencji – wyjaśnia pani Monika.

Rodzice w dużej mierze zdają sobie sprawę z tego, że choć pójdą ze skargą do dyrekcji, niewiele to zmieni. Nauczyciel z wieloletnim stażem jest praktycznie nie do ruszenia. Szkoda, że nie myślą jednak, by zapewnić dziecku chodzącemu do placówki przez osiem lat właściwe standardy, tylko czekają, aż sprawy same się wyklarują, nauczyciel odejdzie na emeryturę albo bardziej zaradni rodzice rozwiążą za nich problem. Choć i oni nie mają ławo.

– Wychowawca mojej córki na godz. wych. w gimnazjum: Niektóre dziewczyny tak się ubierają, że się same proszą o gwałt. Zgłosiłam w dyrekcji - dyrektorka kobieta - komentarz: pan F. ma taki specyficzny sposób wyrażania się. Sprawa zamieciona pod dywan... – taki wpis pojawił się pod opisaną przez panią Monikę historią.

Powielanie stereotypów, że kobiety są gorszymi kierowcami, co dodatkowo stoi w sprzeczności z raportami na ten temat, jest tylko wierzchołkiem góry lodowej. „Biegasz jak baba”, „nie płacz jak baba”, „delikatniusi jak panieneczka” - to kilka kluczowych fraz, których używa nadal wielu dorosłych. Jeżeli rodzice chcą, by ich dzieci były wychowywane przez nauczycieli, którzy bezkarnie przeklinają, wyzywają, szykanują, wyśmiewają dzieci, to świadczy tylko o tym, jak nadal wielki lęk mają w sobie. Strach wyniesiony z czasów szkoły, że nauczyciel jest bezkarny i lepiej nie zadzierać z nim i siedzieć cicho. Dziś uczą tego swoje dzieci.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...

KALENDARZ CIĄŻY

TYDZIEŃ PO TYGODNIU

PRZEDSZKOLAK

ROZWÓJ I WYCHOWANIE