
Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek zapowiada zmiany w Kodeksie rodzinnym i opiekuńczym, które mogą całkowicie zmienić sposób sprawowania opieki nad dziećmi po rozwodzie. Resort planuje, że opieka naprzemienna miałaby stać się domyślnym rozwiązaniem, a sądy stosowałyby ją w pierwszej kolejności. Propozycja budzi jednak kontrowersje wśród ekspertów, którzy podkreślają, że w każdej sprawie kluczowe powinno być indywidualne dobro dziecka.
Waldemar Żurek, minister sprawiedliwości, zapowiedział, że jesienią 2026 roku planowana jest rewolucja w Kodeksie rodzinnym i opiekuńczym. Szef Ministerstwa Sprawiedliwości chce, aby do polskiego prawa wprowadzono tzw. Pakiet rodzicielski, będący elementem projektu ustawy dotyczącego zmian w sprawowaniu opieki nad dziećmi przez rodziców po rozwodzie.
Po rozwodzie taki sam wymiar opieki dla obojga rodziców
Żurek chciałby, aby w Kodeksie znalazł się przepis zakładający, że po orzeczeniu rozwodu rodzice co do zasady będą sprawowali opiekę współdzieloną (naprzemienną). Resort sprawiedliwości chciałby, aby dla sądów było to najbardziej naturalne rozwiązanie, od którego odchodziłoby się jedynie w wyjątkowych sytuacjach.
W efekcie rodzice po rozstaniu mieliby po połowie władzy rodzicielskiej i opiekowaliby się dziećmi w proporcji 50:50. Żurek od pewnego czasu informuje w mediach, że jego resort prowadzi prace w tej kwestii. Pod koniec kwietnia opublikował taki wpis na X (dawniej Twitter):
"Dziecko nie jest własnością. Dziecko to człowiek, którego dobro musi stać ponad konfliktem rodziców. Dlatego w Ministerstwie Sprawiedliwości przygotowujemy 'Pakiet Rodzicielski', który wprowadza pieczę współdzieloną jako standard, kończąc z bolesnym podziałem na 'zwycięzców' i 'pokonanych' ciężkich procesów sądowych. To realizacja prawa dziecka do wychowania przez obojga rodziców, ale NIGDY kosztem bezpieczeństwa najmłodszych".
Trzeba indywidualnie traktować każde dziecko
Sama idea wydaje się słuszna, ponieważ dzięki pieczy naprzemiennej oboje rodzice ponoszą taką samą odpowiedzialność za rodzicielstwo, jak przed rozwodem. Nie ma podziału na tych bardziej obciążonych i tych bardziej poszkodowanych, skoro dzieci są wspólne.
Tyle teorii, bo praktyka może okazać się znacznie bardziej skomplikowana. Zwraca na to uwagę Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę, która postanowiła przedstawić opinię do projektu ustawy. Organizacja podkreśliła, że nie jest do końca zasadne odgórne narzucanie sądom obowiązku orzekania takiego rodzaju opieki. We wpisie na Facebooku fundacja napisała:
"Widzimy konieczność dodania punktu opisującego konkretne warunki, które powinny zostać spełnione, by sąd mógł orzec o pieczy współdzielonej. To m.in.: zdanie dziecka, stan jego zdrowia, zdolność rodziców do komunikacji i współpracy w sprawach dotyczących dziecka, sytuację rodziców, odległość między miejscami ich zamieszkania, uzależnienia i stan psychiczny rodziców, czy któreś z nich nie stosowało przemocy".
Oczywiście wszystkie te aspekty powinny być brane pod uwagę przez sąd, jednak nadal nie wiadomo dokładnie, co według resortu oznaczają "wyjątkowe okoliczności", w których piecza współdzielona nie będzie stosowana. Psycholożka dziecięca Elena Miś w rozmowie z portalem "OKO.press" wyjaśniła, że opieka naprzemienna nie zawsze jest dobrym i idealnym rozwiązaniem, mimo że zapewnia rodzicom sprawiedliwy podział opieki "po połowie".
Taka proporcjonalność wcale nie musi być najważniejsza dla dzieci po rozwodzie rodziców. Chodzi przede wszystkim o realne dobro dziecka, zależne od jego wieku, stanu psychicznego, etapu rozwoju i wielu innych indywidualnych czynników.
RPD: "Kryterium powinno być dobro dziecka"
Zwraca się również uwagę na to, że Ministerstwo Sprawiedliwości, przygotowując projekt, nie skonsultowało go z Rzeczniczką Praw Dziecka. Dopiero teraz – według wspomnianego portalu – w biurze RPD trwają prace nad opinią dla resortu sprawiedliwości. Komentarz rzecznika na ten moment brzmi:
"Rzeczniczka Praw Dziecka podkreśla, że orzeczenie pieczy współdzielonej nie powinno mieć charakteru nadrzędnego bądź obligatoryjnego. Podstawowym kryterium rozstrzygnięć sądowych powinno pozostać zawsze dobro dziecka, które każdorazowo wymaga indywidualnej i wszechstronnej oceny okoliczności sprawy”.
Problem polega na tym, że obecnie przepisy dotyczące pieczy naprzemiennej nie są wprost uregulowane w Kodeksie rodzinnym i opiekuńczym. Formalnie taka forma opieki nad dziećmi po rozwodzie nie istnieje – zazwyczaj to sami rodzice proszą sąd o takie rozwiązanie.
Jeśli jednak między nimi nie ma zgody, a któraś ze stron nie kieruje się przede wszystkim dobrem dzieci, zaczynają się problemy. Dotyczą one nie tylko komunikacji, ale też wielu innych obszarów relacji, która przecież w pewnym stopniu już się zakończyła. Przy rozwodzie sąd może zapytać o zdanie również same zainteresowane dzieci. We wspomnianym materiale przypomina o tym psycholożka Elena Miś:
"Dziecko nigdy nie powinno być 'przedmiotem' decyzji dorosłych, ale uczestnikiem sytuacji dotyczącej przecież jego własnego, dalszego młodego życia. Jednocześnie ważne jest, by nie traktować opinii dziecka w sposób zero-jedynkowy. Dziecko zawsze powinno i ma prawo wyrazić swoje zdanie, natomiast rolą dorosłych – na przykład rodziców, psychologów czy sądu – jest jak najrzetelniejsze zrozumienie kontekstu tej wypowiedzi".
Chodzi więc o to, aby każdą taką sytuację traktować indywidualnie i kierować się przede wszystkim dobrem najmłodszych, a nie o to, by sądy z góry zawsze decydowały o pieczy naprzemiennej. Nie w każdym przypadku okazuje się ona rzeczywiście najlepszym rozwiązaniem dla dzieci.
Zobacz także
