Sylwester Wardęga z rodziną
Sylwester Wardęga i jego partnerka postanowili przemyśleć kwestię publikowania wizerunku syna w internecie. instagram.com / sawardega_wataha

Sylwester Wardęga opublikował rodzinne zdjęcie z Halloween, na którym po raz pierwszy pokazał twarz syna. Chwilę później usunął fotografię i zamieścił ją ponownie, tym razem zakrywając twarz dziecka. Przyznał, że po pierwszej publikacji poczuł się dziwnie. W świecie influencerów, którzy coraz częściej pokazują niemal każdy moment życia swoich dzieci, taki gest ma szczególne znaczenie.

REKLAMA

Na halloweenowym zdjęciu Sylwester Wardęga wystąpił w charakteryzacji potwora, jego partnerka Babajaga wampirzycy, a synka przebrali za czosnek. Rodzinna fotografia mogła być pewnie uroczym obrazkiem z życia znanego youtubera. Pewnie zwiększyłaby także jego zasięgi. Jednak chwilę po opublikowaniu zdjęcie, Wardęga zmienił zdanie.

Usunął zdjęcie syna, wyjaśnił, dlaczego

Youtuber usunął pierwotny post, na którym widoczna była twarz chłopca i opublikował zdjęcie ponownie, ale z zasłoniętą twarzą dziecka. W komentarzu wyjaśnił, że sam nie do końca rozumie swoją reakcję.

"Bardzo dziwnie się poczułem po dodaniu zdjęcia i sam jeszcze nie rozumiem tego, ale czułem jakiegoś moralniaka i szybko cofnąłem publikację. Jaga powiedziała, że miała podobne odczucia" – napisał w poście.

Podziękował też internautom za miłe słowa pod adresem syna. Przyznał, że chłopiec "jest cudowny", ale zaznaczył, że razem z partnerką muszą jeszcze przemyśleć kwestię pokazywania go w internecie.

To chyba pierwszy podobny ruch, zauważony w polskim internecie, który zdecydowanie zasługuje na uwagę. Dlaczego? Wardęga nie tłumaczył się krytyką ani nie próbował przekonywać, że przecież wszyscy pokazują swoje dzieci. Po prostu poczuł, że coś mu nie odpowiada w tej sytuacji i otwarcie wycofał publikację.

W świecie sharentingu taka decyzja to dobry znak

W mediach społecznościowych nie brakuje dziś twórców, którzy z pokazywania rodzinnej codzienności uczynili główny temat swoich kanałów. Dzieci pojawiają się na nagraniach od pierwszych dni życia. Czasem nawet najbardziej intymne rodzinne chwile stają się treścią dostępną dla tysięcy czy milionów odbiorców.

Nie trzeba zresztą daleko szukać. Mamy mnóstwo influencerek, które dzielą się nie tylko wizerunkiem dzieci, ale też migawkami z bardzo intymnych momentów np. z porodu. Jedni widzą w tym naturalne dzielenie się życiem, inni pytają, gdzie przebiega granica prywatności dziecka.

Na tle tych wszystkich głośnych spraw z nadużyciem wizerunku dziecka, decyzja Wardęgi wydaje się być pozytywnym sygnałem – "światełkiem w tunelu" dla bezpiecznych publikacji internetowych. Pokazuje, że nawet mając ogromne zasięgi i możliwość przyciągnięcia uwagi rodzinnym zdjęciem, można z tego świadomie zrezygnować i – co więcej – publicznie się do tego przyznać.

Nie oznacza to oczywiście, że youtuber całkowicie wycofuje syna z internetu. Sam przyznał, że razem z partnerką muszą jeszcze wszystko przemyśleć. Ale już sam fakt, że do takiego zawahania doszło, daje nadzieję na zmiany w podejściu do publikowania dziecięcego wizerunku. Pamiętajmy, że sprawa nie dotyczy przecież tylko dużych twórców, ale też takich, których intencją jest np. publikowanie dla znajomych.

Rodzicom w sposób naturalny towarzyszy duma i chęć pokazania światu swojego szczęścia. To silne uczucie, które bardzo często przyćmiewa dobro dziecka. Dziecka, które w takiej sytuacji jest totalnie bezbronne.