Trzy "królowe sharentingu" łączy jedno: od dnia porodu bezrefleksyjnie udostępniają wizerunek swoich dzieci i czerpią z tego ogromne zyski finansowe.
Trzy "królowe sharentingu" łączy jedno: od dnia porodu bezrefleksyjnie udostępniają wizerunek swoich dzieci i czerpią z tego ogromne zyski finansowe. Fot. Instagram @wersow @andziaks @lilmasti/ Fotoramio

Jedna z najpopularniejszych youtuberek w Polsce spodziewa się drugiego dziecka. Chodzi o Wersow, jednak w gronie influencerek-matek o największych zasięgach są także Andziaks i Lil Masti. Pierwsza z nich opublikowała już zdjęcie z porodówki z drugim dzieckiem, druga na bieżąco relacjonuje ciążę. Wkrótce każda będzie tworzyć treści z udziałem już dwójki dzieci. W czasach, gdy coraz głośniej mówi się o zagrożeniach sharentingu, na naszych oczach rosną jego królowe.

REKLAMA

Sharenting i jego królowe: dzieci to kontent

Wersow, czyli Weronika Sowa, ma na YouTubie 2,72 mln subskrybentów. Nawet jeśli nie należycie do grona jej fanów, trudno nie docenić skali jej wpływu na miliony młodszych i starszych widzek. Od lat tworzy treści z pogranicza rozrywki i lifestyle’u, pokazując życie na poziomie finansowym nieosiągalnym dla przeciętnego Kowalskiego. Dla wielu jest po prostu ikoną polskiego Internetu.

Trudno jednak nie zauważyć, że od kilku lat centrum kanału Wersow stanowi jej córka Maja. Twarz dziewczynki pojawia się w wielu filmach, a nagranie, w którym para ogłasza narodziny dziecka, obejrzało niemal 6 mln widzów.

Trzy "królowe sharentingu" łączy jedno: od dnia porodu bezrefleksyjnie udostępniają wizerunek swoich dzieci i czerpią z tego ogromne zyski finansowe.

18 stycznia 2026 roku Wersow poinformowała, że spodziewa się drugiego dziecka. Nietrudno przewidzieć, że "kontentu dzieciowego" będzie jeszcze więcej – zwłaszcza że ten nie zaczyna się w momencie, gdy maluch ma kilka miesięcy.

Wystarczy spojrzeć na Andziaks, inną ikonę internetowego lifestyle’u. Przy pierwszym dziecku zdecydowała się pokazać widzom nawet poród.

7 stycznia Andziaks i Luka powitali na świecie drugie dziecko – tym razem bez nagrania z porodówki, ale za to z pełną relacją ciąży: od reakcji bliskich na dwie kreski na teście, aż po ostatnie tygodnie oczekiwania. Kto to ogląda? "Zaledwie" 1,23 mln subskrybentów, którzy doskonale znają twarz Charlotte, pierwszej córki influencerki.

logo
YouTube Andziaks

W tym zestawieniu nie mogło zabraknąć Lil Masti — twórczyni, która od pewnego czasu za wszelką cenę chce być kojarzona z parentingiem. Co ciekawe, wraz z mężem założyła fundację mającą usprawiedliwiać sharenting. Tak, dobrze słyszycie. Cel fundacji? "Przeciwdziałać silnemu ruchowi środowisk, dążących do eliminowania wizerunku dzieci z przestrzeni internetowej".

Film z porodówki to miliony wyświetleń

Dlaczego? Lil Masti twierdzi, że krytycy sharentingu przesadzają – i że w efekcie szkodzą… dzieciom. Warto przy tym pamiętać, że Aniela Bogusz (dzisiaj Woźniakowska) zaczynała internetową karierę jako tzw. Se*masterka, publikując treści o charakterze sek*ualnym, w tym poradniki video dotyczące s**** oralnego, a później prowadząc sklep z używaną bielizną.

Choć Lil Masti nie może pochwalić się takimi zasięgami, jak koleżanki (obserwuje ją "tylko" niecały milion osób na YouTubie), wszystkie trzy łączy jedno: od dnia porodu bezrefleksyjnie udostępniają wizerunek swoich dzieci i czerpią z tego realne zyski finansowe.

logo
YouTube Wersow

Wersow tłumaczy, że "twarz Mai jeszcze się zmieni i kiedyś będzie nie do poznania". Andziaks uważa, że to normalne, a jej kilkuletnia córka sama "podjęła decyzję", że chce występować w filmach. Lil Masti z kolei jest gotowa walczyć – także instytucjonalnie – o to, by wizerunek małych dzieci jak najszerzej funkcjonował w sieci.

Twarz twojego dziecka znają wszyscy

Tymczasem zagrożenia sharentingu są niemal nieograniczone. Od sytuacji, w której rówieśnicy w przyszłości będą znać najintymniejsze szczegóły życia dziecka, nie zamieniając z nim nawet jednego słowa, po to, co dzieje się dziś na platformie X.

Tam użytkownicy przy pomocy AI "rozbierają" na zdjęciach kilkuletnie dzieci – a granice chorej fantazji, wspieranej przez sztuczną inteligencję i brak skutecznej moderacji, właściwie przestają istnieć.

logo
Youtube Lil Masti

Pozostaje też pytanie o wartość sharentingowego kontentu dla młodych odbiorców. Powiedzieć, że obraz rodzicielstwa jest tam wyidealizowany, to jak nic nie powiedzieć. Gdyby odjąć drogie zabawki, designerskie gadżety, loty pierwszą klasą do zoo w Dubaju i perfekcyjnie wykadrowane ujęcia, zostałaby zwykła codzienność z dzieckiem – rutyna, obowiązki, zmęczenie.

Tylko kto chciałby to oglądać i, co najważniejsze, jak to zmonetyzować?

Czytaj także: