
Połowa rodziców w ciągu ostatniego roku wrzuciła do sieci zdjęcie, film lub inną treść o swoim dziecku. Tymczasem prawie co trzeci nastolatek, którego wizerunek trafia do internetu, doświadczył z tego powodu zawstydzenia lub przykrych reakcji rówieśników. To wnioski z raportu T-Mobile Polska "Status: Udostępnione", który powstał w ramach ogólnopolskiej kampanii o sharentingu, prowadzonej wspólnie z Komendą Główną Policji i UNICEF Polska.
23 września odbyła się konferencja prasowa T-Mobile Polska dotycząca nowej kampanii edukacyjnej "Status: Udostępnione". Mogliśmy na niej posłuchać głosów osób z różnych dziedzin, które połączyła wspólna troska o prywatność dzieci w sieci i potrzeba budowania świadomych nawyków związanych z publikowaniem wizerunku dzieci w internecie.
Małgorzata Rybak-Dowżyk
dyrektorka Departamentu Komunikacji Korporacyjnej i ESG w T-Mobile Polska
W ramach kampanii przeprowadzono badanie na temat udostępniania przez rodziców zdjęć i informacji o swoich pociechach. Badanie zrealizowano w lipcu 2026 r. na próbie 801 rodziców oraz 600 dzieci i nastolatków w wieku 12–19 lat. Wynika z niego, że 50 proc. rodziców udostępniło w ostatnim roku w sieci informacje o swoim dziecku. Połowa z nich traktuje to jako tworzenie cyfrowego albumu rodzinnego, 47 proc. chce dzielić się ważnymi momentami z bliskimi, a 9 proc. buduje w ten sposób własne zasięgi.
Dla rodzica to często tylko niewinne zdjęcie. Pierwsze kroki, rodzinne wakacje, występ w przedszkolu albo zabawna sytuacja przy świątecznym stole. Klikamy "opublikuj" i po chwili wspomnienie trafia do internetu. Problem w tym, że dla dziecka ta historia może mieć zupełnie inne zakończenie.
Z raportu "Status: Udostępnione" wynika, również że aż 92 proc. dzieci uważa, że powinno mieć wpływ na decyzję o publikowaniu swojego wizerunku w sieci. A 32 proc. nastolatków, których rodzice publikują ich zdjęcia, czuło się z tego powodu zawstydzonych lub spotkało się z negatywnymi reakcjami rówieśników.

Sharenting, czyli dzielenie się przez rodziców informacjami, zdjęciami i nagraniami dzieci poza kręgiem najbliższej rodziny, dawno przestał być niszowym zjawiskiem. Media społecznościowe sprawiły, że rodzinny album przeniósł się z szuflady do internetu, często wprost przed oczy setek osób.
Tyle że dziecko może widzieć to zupełnie inaczej. Raport pokazuje wyraźną różnicę perspektyw: to, co dorosły uznaje za pamiątkę albo wyraz dumy, dziecko może odebrać jako naruszenie prywatności.
Nie mniej ważne od głosu ekspertów z dziedziny bezpieczeństwa, technologii czy psychologii jest głos mam, które mimo swojej obecności w mediach, chronią przed tym swoje dzieci. Dziennikarka, prezenterka oraz socjolożka Agnieszka Hyży wskazywała, jak wielka odpowiedzialność spoczywa na rodzicach. Sama podkreślała, że to ona decyduje się być osobą publiczną, a nie jej dzieci, a tym należy się prawo do pełnej prywatności
Agnieszka Hyży
dziennikarka, prezenterka

Cyfrowa historia zaczyna się, zanim dziecko ją napisze
To jeden z najbardziej problematycznych aspektów sharentingu. Dziecko może mieć swoją obecność w internecie na długo przed tym, zanim samo zdecyduje, czy w ogóle chce się tam znaleźć.
Do tego dochodzą szczegóły, które na pierwszy rzut oka wydają się niegroźne: zdjęcie w szkolnym mundurku, fotografia przed domem, relacja z wakacji z oznaczoną lokalizacją. Każdy z nich może stać się elementem większej układanki. Dlatego nawet zasłonięcie twarzy dziecka nie daje gwarancji bezpieczeństwa, bo rozpoznać je można po otoczeniu, ubraniu czy opisie pod zdjęciem.
Powstał też spot pokazujący, jak publikacja rodzica, zrobiona w dobrej wierze, uruchamia łańcuch zdarzeń prowadzący do przemocy rówieśniczej. Poradniki i grafiki przygotowane we współpracy z dr Dominiką Bartoszak z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu są dostępne na stronie t-mobile.pl/status-udostepnione.
Złudne bywa też poczucie kontroli. Prywatne konto chroni tylko częściowo, ponieważ każdy, kto widzi zdjęcie, może zrobić zrzut ekranu i przesłać go dalej. Z tego samego powodu usunięcie posta nie oznacza, że materiał naprawdę zniknął z sieci. Rozwój sztucznej inteligencji dokłada kolejne ryzyko: wizerunek dziecka można dziś skopiować, przerobić i wykorzystać w oszustwach albo materiałach typu deepfake.
Czy pytać dziecko o zgodę?
Czy pytanie o zgodę ma sens, skoro dziecko jest niepełnoletnie? Twórcy kampanii przekonują, że tak. Nie chodzi o przerzucenie na nie decyzji, bo odpowiedzialność wciąż spoczywa na rodzicu. Chodzi o szacunek, rozmowę i poznanie perspektywy dziecka.
Dlatego pytanie nie powinno brzmieć wyłącznie: "Czy mogę to zdjęcie wrzucić?". Warto zapytać również: "Czy moje dziecko będzie chciało, żeby to zdjęcie było w internecie za pięć albo dziesięć lat?".
Co jako rodzic możesz zrobić dziś?
Kampania nie namawia do całkowitej rezygnacji ze zdjęć. Proponuje raczej większą rozwagę:
A jeśli zdjęcia już od lat trafiają do sieci? Nie trzeba usuwać wszystkiego. Wystarczy przejrzeć dotychczasowe publikacje, skasować te budzące wątpliwości, sprawdzić ustawienia prywatności i po prostu porozmawiać z dzieckiem.
Kampania "Status: Udostępnione" to wspólna inicjatywa T-Mobile Polska, Komendy Głównej Policji i UNICEF Polska. Jej ważną częścią będą spotkania, które funkcjonariusze w całej Polsce poprowadzą z uczniami i rodzicami.

W ramach kampanii powstały także artykuły poradnikowe oraz grafiki z najważniejszymi informacjami, które dostępne są na stronie https://www.t-mobile.pl/status-udostepnione/.
MATERIAŁ PARTNERA
