dziecko nie chce chodzić na zajęcia dodatkowe
Minął już czas początkowej ekscytacji zajęciami dodatkowymi. pexel.com

We wrześniu samo błagało, żeby zapisać je na piłkę, taniec albo angielski. Minął miesiąc i nagle słyszysz: "Nie idę. Już mi się nie podoba". I co teraz? Pozwolić zrezygnować, ryzykując, że dziecko nauczy się odpuszczać przy pierwszej trudności, czy kazać chodzić dalej, choć zajęcia przestały sprawiać mu przyjemność?

REKLAMA

Październik to właśnie ten moment, kiedy dzieciaki zaczynają odpuszczać. Pierwszy entuzjazm związany z nowym rokiem szkolnym opadł, grafik przestał być nowością, a zajęcia dodatkowe zaczynają przypominać kolejny obowiązek. Wtedy dziecko, które jeszcze kilka tygodni temu z ekscytacją wybierało nowe korki albo strój na taniec, oznajmia, że więcej nie idzie.

Rodzic zostaje z opłaconym karnetem i znacznie trudniejszym pytaniem, czy pozwalając zrezygnować, uczę dziecko słuchać siebie, czy pokazuję mu, że z każdej trudnej sytuacji można po prostu uciec?

Nie każda chęć rezygnacji oznacza to samo

Zanim zdecydujemy jaką decyzję ostatecznie podjąć, warto dowiedzieć się, dlaczego właściwie dziecko nie chce już chodzić na zajęcia. Powodów może być całe mnóstwo. Zajęcia mogły okazać się zupełnie inne, niż dziecko sobie wyobrażało. Może nie dogadywać się z trenerem, nauczycielem albo grupą. Może czuć się słabsze od innych, nudzić się albo zwyczajnie być zmęczone.

Jest też inna możliwość, bardziej prozaiczna. Początek był ekscytujący, a teraz pojawiły się wymagania. Trzeba ćwiczyć gamy, powtarzać kroki, trenować podania, popełniać błędy i próbować ponownie. Innymi słowy – pojawił się wysiłek, a czasem też monotonia.

"Nie umiem" to nie to samo co "nie lubię"

Jeśli dziecko mówi: "Nie chcę chodzić na zajęcia", zapytajmy, co dokładnie się zmieniło. Czasem po kilku pytaniach okazuje się, że uważa ono np. że inni grają lepiej albo nie czuje się wystarczająco dobry, bo trener go poprawia albo po prostu nie dobrze czuje się z porażką lub świadomością przegranej, byciem słabszym.

Moment frustracji jest naturalną częścią uczenia się nowych rzeczy. Jeśli za każdym razem pozwolimy dziecku wycofać się właśnie wtedy, gdy coś przestaje przychodzić łatwo, odbieramy mu szansę doświadczenia czegoś bardzo ważnego – tego, że trudność można pokonać, a satysfakcja często pojawia się dopiero po wysiłku. Nie oznacza to jednak tego, że wytrwałości uczymy, zmuszając dziecko przez cały rok do zajęcia, którego szczerze nie znosi.

Umówcie się na konkretny czas

Dobrym rozwiązaniem może być ustalenie "okresu próbnego". Zamiast zgadzać się na zakończenie zajęć albo zmuszać dziecko do chodzenia, bo zapłaciłyśmy za cały semestr z góry, można powiedzieć coś w stylu, że rozumiesz, że teraz mu się nie podoba, ale umówmy się, że pójdzie jeszcze na trzy zajęcia i potem zdecydujemy.

Dziecko dostaje wtedy jasny komunikat, że jego zdanie jest ważne, ale decyzji nie podejmujemy pod wpływem chwilowej frustracji. Po kilku tygodniach można wrócić do rozmowy. Jeśli nadal nie chce chodzić i potrafi powiedzieć dlaczego, być może rezygnacja rzeczywiście będzie najlepszym rozwiązaniem.

Są jednak sytuacje, w których nie warto czekać

Jeżeli dziecko przed każdymi zajęciami płacze, skarży się na bóle brzucha, źle śpi, boi się prowadzącego, mówi o wyśmiewaniu lub poniżaniu albo wyraźnie widać, że zajęcia są dla niego źródłem silnego stresu, nie ma sensu urządzać lekcji wytrwałości. Wtedy trzeba przede wszystkim dowiedzieć się, co się dzieje.

Podobnie jest w przypadku przeciążenia. Dziecko może uwielbiać piłkę, angielski i basen, ale po całym dniu w szkole zwyczajnie nie mieć już siły na trzy popołudnia zajęte dodatkowymi aktywnościami. Rezygnacja z jednej z nich nie musi oznaczać braku wytrwałości. Czasem jest po prostu potrzebą odpoczynku.

Rezygnowanie też jest umiejętnością

Chcemy wychowywać dzieci, które się nie poddają. Tyle że dorosłość nie polega na wytrwaniu za wszelką cenę we wszystkim, czego kiedyś spróbowaliśmy. Równie ważna jest umiejętność rozpoznania, że coś nam nie służy i świadomego zrezygnowania.

Najważniejsze jest poznać prawdziwą przyczynę rezygnacji i nie złościć się na dziecko. Nauka wytrwałości i konsekwencji nie mówi przecież nic o tym, że nie wolno nam zmienić zdania.