
Jeszcze niedawno kobieta, która zachodziła w ciążę po 35. roku życia, mogła usłyszeć, że jest to "ciąża geriatryczna". To trochę tak, jakby po przekroczeniu konkretnej daty w kalendarzu przyszła mama nagle trafiała do zupełnie innej kategorii pacjentek. Tyle że współczesna medycyna już tak na to nie patrzy. – To historyczna nazwa – mówi położna Ewa Kwiecińska.
O określeniu "ciąża geriatryczna" znów zrobiło się głośno za sprawą serialu dokumentalnego "Girls of Warsaw". W rozmowie bohaterek produkcji pojawił się temat wieku, macierzyństwa i biologicznego zegara. Andziaks i Ola Nowak mówiły m.in. o ciąży po 35. roku życia, a rozmowa szczególnie mocno dotknęła Jessicę Mercedes. Influencerka przyznała później, że zdecydowała się na zamrożenie komórek jajowych.
Dyskusja pokazała przy okazji, jak wielki ładunek emocjonalny nadal niesie ze sobą samo określenie "ciąża geriatryczna". Mimo tego że nadal można je znaleźć w internecie i usłyszeć w potocznych rozmowach, w aktualnej terminologii medycznej już nie funkcjonuje.
"Ciąża geriatryczna" to określenie historyczne
– Dziś nie używamy ani w medycynie, ani w praktyce położniczej określenia "ciąża geriatryczna". Jest to historyczna nazwa. Aktualny termin to Advanced Maternal Age, czyli zaawansowany wiek matczyny lub ciężarnej. Dotyczy kobiet, które zachodzą w ciążę lub rodzą po 35. roku życia – wyjaśnia Ewa Kwiecińska, położna, doradczyni laktacyjna i terapeutka w trakcie kształcenia, która towarzyszy kobietom i parom w okresie okołoporodowym.
Sama granica 35 lat nie wzięła się jednak znikąd. Wraz z wiekiem zmniejsza się liczba i jakość komórek jajowych, rośnie też m.in. ryzyko aberracji chromosomowych oraz niektórych powikłań ciąży. Nie oznacza to jednak, że 35. urodziny są nagłą biologiczną granicą, po której wszystko się zmienia.
– To nie jest tak, że jednego dnia mam 34 lata i wiem, że "wszystko będzie dobrze", a następnego mam urodziny i już "wiem, że nie" – podkreśla położna.
Jak tłumaczy, statystyki opisują całe populacje, a nie historię konkretnej kobiety. Przy ocenie przebiegu ciąży znaczenie mają również styl życia, sposób odżywiania, BMI, choroby przewlekłe, palenie papierosów czy spożywanie alkoholu. Dlatego dwie 36-letnie kobiety mogą mieć zupełnie inną sytuację zdrowotną i zupełnie inaczej prowadzone ciąże.
Co naprawdę zmienia się po 35. roku życia?
Wiek przyszłej mamy nie jest bez znaczenia i nie warto udawać, że biologia nie istnieje. Wraz z wiekiem zwiększa się m.in. ryzyko trudności z zajściem w ciążę, poronienia, aberracji chromosomowych, cukrzycy ciążowej, nadciśnienia, niektórych powikłań położniczych oraz cesarskiego cięcia.
Kluczowe jest jednak słowo "ryzyko". Jego wzrost nie oznacza, że dane powikłanie rzeczywiście wystąpi u konkretnej kobiety.
– Wyższy wiek będzie predysponował do wystąpienia m.in. nadciśnienia, stanu przedrzucawkowego, cukrzycy czy powikłań porodowych, ale to nie znaczy, że 36- czy 38-latka na pewno na to zachoruje lub wystąpią u niej dane powikłania położnicze – zaznacza Ewa Kwiecińska.
Może się więc zdarzyć, że zdrowa 38-latka będzie miała mniej czynników ryzyka niż znacznie młodsza kobieta z chorobami przewlekłymi, wysokim BMI czy obciążonym wywiadem położniczym.
35 lat nie oznacza automatycznie ciąży wysokiego ryzyka
To jeden z mitów, który szczególnie mocno zakorzenił się wokół późniejszego macierzyństwa. Kobieta kończy 35 lat, zachodzi w ciążę i automatycznie zostaje uznana za pacjentkę z ciążą wysokiego ryzyka. Tymczasem, jak podkreśla położna, sytuacja jest bardziej złożona.
– Sam wiek powyżej 35. roku życia nie oznacza automatycznie ciąży wysokiego ryzyka. Przy ocenie sytuacji kobiety zawsze bierzemy pod uwagę jej indywidualny stan zdrowia, historię medyczną i przebieg konkretnej ciąży – wyjaśnia.
Nie oznacza też automatycznie, że ciężarna będzie musiała wykonywać znacznie więcej badań tylko dlatego, że przekroczyła określoną granicę wieku. Sposób prowadzenia ciąży powinien być dostosowany do sytuacji konkretnej pacjentki.
Zobacz także
"Za stara na dziecko"
Problem zaczyna się wtedy, gdy język medyczny wychodzi poza gabinet i zamienia się w społeczną ocenę. "Zegar tyka" albo "zaraz będzie za późno" – wiele kobiet słyszy podobne zdania jeszcze zanim w ogóle zdecyduje, czy chce mieć dzieci.
– Określenie "za stara na dziecko" bardziej dotyka kobiety społecznie niż w gabinecie – zauważa Ewa Kwiecińska.
Jak dodaje, kobiety decydujące się na późniejsze macierzyństwo często bardzo świadomie podchodzą do własnego zdrowia, potrzeb i decyzji. Jednocześnie mogą odczuwać lęk o zdrowie swoje i dziecka, a dodatkowe straszenie ich wiekiem nie pomaga w podejmowaniu świadomych wyborów.
– Kobieta tak dużo słyszy na ten temat, że gubi siebie, swoje potrzeby i oczekiwania. Nie słyszy siebie, jest "zakrzyczana" przez społeczne i rodzinne wymagania. Pojawia się dużo lęku przed wyborami, oceną, chęć spełnienia oczekiwań, wpasowania się w ramy, poczucie, że gdzieś się "nie zdąży" – mówi położna.
Słowa w gabinecie naprawdę mają znaczenie
Dlatego określenie "ciąża geriatryczna" nie jest jedynie niewinnym, trochę staroświeckim zwrotem. Słowa, których używa personel medyczny, mogą wpływać na sposób, w jaki przyszła mama myśli o swojej ciąży.
– "Ciąża geriatryczna" może wpływać negatywnie na kobietę. Budować poczucie, że nie wpasowała się w oczekiwania, ramy społeczne, że "spóźniła się" – tłumaczy Ewa Kwiecińska.
Nie chodzi jednak o to, by w odpowiedzi pójść w drugą stronę i przekonywać kobiety, że wiek nie ma żadnego znaczenia. Ma. Tyle że zamiast straszyć jedną magiczną granicą, warto mówić o rzeczywistym ryzyku i o tym, że zwiększa się ono stopniowo, a zdrowie konkretnej kobiety jest czymś znacznie bardziej złożonym niż liczba wpisana w metrykę.
– Nie zakładajmy, że będziemy miały tak samo jak koleżanka czy siostra. Każda z nas jest indywidualna i wyjątkowa. Każda z nas ma inną historię medyczną. Patrzmy na siebie, konsultujmy się z personelem medycznym, czytajmy wiedzę opartą na dowodach naukowych – radzi położna.
A co powiedziałaby kobiecie po 35. roku życia, która właśnie zobaczyła dwie kreski na teście i zamiast się cieszyć, trafiła na hasło "ciąża geriatryczna"?
– Gratuluję! Weź oddech, zamknij przeglądarkę internetową i umów się do swojego ginekologa, żebyście mogli ustalić twój własny, indywidualny plan działania – radzi położna. I chyba trudno o lepsze podsumowanie.




