Fot. kadr z "Girls of Warsaw"

Jessica Mercedes przyznaje, że marzy o mężu i dziecku, a ku pocieszeniu słyszy od "koleżanek" o ciąży geriatrycznej po 30-stce. Potem płacze w domu. Witajcie w "Girls of Warsaw", programie, który miał pokazać influencerki jako kobiety sukcesu, a pokazał, że bez obrączki i dziecka żadne zasięgi, marki i pieniądze się nie liczą. Trofeum dla kobiet od wieków jest jedno.

REKLAMA

Nowoczesne kobiety, ale stary porządek świata

Cztery influencerki wzięły udział w show "Girls of Warsaw", które w zamyśle miało pokazać je jako kobiety biznesu, sukcesu, no albo przynajmniej... kobiety pracujące, bo najczęściej twórcom internetowym zarzuca się, że to czym się parają obok prawdziwej roboty nawet nie stało.

Każda z nich ma ogromne zasięgi, duże pieniądze, własne firmy, ich twarze są logo samym w sobie. Są wzorem dla milionów dziewczynek i młodych kobiet. I jak myślicie, co pokazały swoim fankom od zaplecza?

Bo według mnie dokładnie to, że najwyższą wartością, złotym biletem do awansu w hierarchii społecznej jest posiadanie męża i dziecka.

Zmieniają się czasy, a mentalność niektórych kobiet nadal pozostaje ta sama. Nie spodziewałam się, że w programie o młodych dziewczynach u szczytu kariery i popularności usłyszę teksty, których nie powstydziłaby się moja babcia, czyli w skrócie "póki nie ma chłopa i dziecka, to nie ma o czym gadać". Chociaż to zdanie nie pada tam dosłownie, przekaz jest jasny.

Dziewczyny nawet nie próbują udawać, że bycie żoną i matką nie jest walutą. Wprost przeciwnie – te, które matkami nie są, doznają niemałych uszczypliwości od tych, które są albo zaraz będą (bo przynajmniej mają z kim!).

W programie występują: królowa sharentingu Angelika Trochonowicz znana jako Andziaks, Ola Nowak znana mi najbardziej z tego, że jej mąż w czasie wesela zjechał na tyrolce wśród akompaniamentu wokalu Roksany Węgiel, Klaudia Sadownik, której profesję trudniej mi określić oraz Jessica Mercedes, której tytułu ikony mody akurat odebrać nie można.

Ale to nie jest ważne! Ważne jest to, kto z tej grupy jest już żoną i matką, a kto został w hierarchii w tyle. I zostanie z tego powodu upominany.

Królowa kobiecego YouTube to żona i matka

Przywołajmy jedną scenę. Jessica Mercedes mówi w programie o depresji, a zapytana, czego najbardziej zazdrości innym influencerkom, odpowiada wprost: rodziny. Chciałaby mieć męża i dziecko. Szczere wyznanie, nieironicznie szanuję.

Jak reagują "koleżanki"? Ola Nowak, sama jeszcze bez dziecka, opowiada, że Andziaks straszy ją ciążą geriatryczną, bo przecież jest już po trzydziestce. Jessice robi się przykro. Ale najwyraźniej za mało, więc Ola dorzuca: skoro ona byłaby w ciąży geriatrycznej, to niech Jessica pomyśli, w jakiej byłaby ona. W końcu jest starsza!.

A empatia? Gdy Jessica mówi, o czym marzy i jak przez to cierpi, Andziaks opowiada o swoim życiu jak z bajki, w którym główne role grają mąż i dziecko.

Moim "ulubionym" fragmentem jest to, że gdy Jessica przyznaje, że po słowach o ciąży geriatrycznej płakała w domu, Andziaks odpowiada jej, że są kwita, bo ona też przez Jessicę płakała. 10 lat wcześniej, gdy ta nie rozpoznała jej jako celebrytki na imprezie!

Ale to nie jest rozmowa o towarzyskiej dramie. To rozmowa o tym, że Andziaks jest jedyną, która osiągnęła to, czego nie da jej żaden sukces zawodowy. Ma komplet: obrączkę i dziecko. Ma swoją pozycję królowej kobiecego YouTuba.

Dziecko i mąż to trofeum.

Mam wrażenie, że program, który miał pokazać nam pracę kobiecych influencerek od kuchni podprogowo przekazywał nam, że żadne z ich zawodowych osiągnięć nigdy nie będzie tak ważne, jak to by zostać żoną i matką.

I wiecie co jest dla mnie największą hipokryzją? Fakt, że naczelna matka i żona polskiego internetu pokazuje najbardziej odrealniony obraz macierzyństwa, jaki można sobie tylko wyobrazić.

Odrealniony obraz macierzyństwa i Izabela Łęcka

Nie mam problemu z tym, że kobiety chcą być matkami, bo oglądają Andziaks. Nie mówię też, że ona jest złą matką. Złe jest to, że część młodych odbiorczyń może naprawdę uwierzyć, że życie z dzieckiem wygląda tak, jak na jej vlogach.

Że największym wyzwaniem jest przystrojenie domu na święta i wydanie na to kilkudziesięciu średnich pensji. Że dziecku trzeba co sezon kupować nowe ubrania, które akurat są w trendach. Że dziecko to właściwie taki fajny projekt, z którym super wygląda się w wyprasowanej sukience na zdjęciu, które można puścić na Instagrama. No i że fajnie się lata z nim samolotem (ale w klasie biznes).

Problem w tym, że 99 proc. jej odbiorczyń nigdy takiego macierzyństwa nie doświadczy.

Nie oznacza, że ich macierzyństwo będzie nieszczęśliwe.

Ale codzienna proza życia – godzenia pracy na pełen etat z macierzyństwem, sprzątaniem, gotowaniem, dopinaniem domowego budżetu ma się tak do tego, co Andziaks pokazuje na rodzicielskich vlogach, jak kwesta panny Izabeli przy Grobie Pańskim do biedy na Powiślu.

Prus pisał "Lalkę" ponad sto trzydzieści lat temu. Panna Łęcka też wiedziała, że jej jedynym prawdziwym kapitałem jest dobre zamążpójście, a świat poza salonem oglądała przez szybę powozu. Dziś szybę powozu zastąpił ekran telefonu, salon zastąpił program w streamingu, a posag zastąpiły zasięgi. Zmieniły się dekoracje. Cennik kobiety pozostał ten sam: pierścionek, obrączka, dziecko. W tej kolejności.

Czytaj także: