obowiązki domowe nastolatków
Dbamy o to, aby dzieci otrzymały solidne wykształcenie, a zapominamy je nauczyć codziennych czynności. pexel.com

Angielski, korepetycje, treningi, dobre liceum i jak najlepszy wynik na maturze. Inwestujemy mnóstwo czasu i pieniędzy, by przygotować dzieci do dorosłego życia. Potem jednak przychodzi moment wyprowadzki i okazuje się, że młody człowiek świetnie radzi sobie z równaniami, ale niekoniecznie wie, jak zrobić zakupy na kilka dni, ugotować obiad czy wyprać pościel. Czy w pogoni za osiągnięciami nie zapomnieliśmy czasem nauczyć dzieci zwyczajnego życia?

REKLAMA

Dziecko ma dobrze zdać maturę, znać języki, uprawiać sport – bo przecież ruch jest ważny. Dobrze byłoby dorzucić jakieś zainteresowania, może wolontariat, kurs, dodatkowe zajęcia. Jeśli myśli o studiach, zaczynamy się zastanawiać, co jeszcze może zrobić, żeby zwiększyć swoje szanse.

Tymczasem w tym napiętym grafiku może zabraknąć czasu na coś, co uważamy zdecydowanie za mniej imponujące. Mam tu na myśl np. nauczenie się, jak ugotować obiad z tego, co zostało w lodówce. Jak zrobić pranie, żeby biała koszulka nie wyszła z pralki różowa. Jak posprzątać łazienkę czy zaplanować zakupy na kilka dni. Generalnie – jak poradzić sobie, kiedy nagle nie ma obok mamy czy taty, którzy zwykle wiedzieli, co zrobić. Na ten problem naszych czasów zwróciła uwagę Melissa Scallan, autorka książki Starting University, w liście opublikowanym przez brytyjski "The Guardian".

Świetnie przygotowani do studiów, trochę gorzej do życia

Scallan odwiedza szkoły i rozmawia z uczniami ostatnich klas o przygotowaniach do rozpoczęcia studiów. Przed spotkaniami prosi młodych ludzi, żeby anonimowo podzielili się z nią pytaniami i obawami. Oczywiście martwią się o naukę. Zastanawiają się, czy poradzą sobie na wybranym kierunku i czy znajdą przyjaciół. Pojawia się jednak również coś znacznie bardziej przyziemnego – jak ja właściwie poradzę sobie sam?

Jak zauważa Scallan, wielu młodych ludzi, z którymi rozmawia, nigdy wcześniej nie robiło samodzielnie dużych zakupów spożywczych. Nie przygotowywali posiłku od podstaw, nie myli podłogi w kuchni ani nie prasowali koszuli.

Oczywiście nie chodzi o to, żeby wyśmiewać osiemnastolatka, który nie wie, jaki program wybrać w pralce. Trudno przecież umieć coś, czego nikt wcześniej od nas nie wymagał i czego nie mieliśmy okazji spróbować. No właśnie, warto zadać sobie pytanie dlaczego ich tego nie nauczyliśmy?

"Idź się uczyć, ja to zrobię"

Scallan zwraca uwagę na bardzo ciekawy paradoks współczesnego rodzicielstwa, szczególnie w rodzinach mocno nastawionych na edukację. Dziecięcy dzień jest wypełniony szkołą i dodatkowymi aktywnościami. Nauka, sport, lekcje muzyki, zajęcia dodatkowe. Sukcesy w tych dziedzinach wydają nam się ważną inwestycją w przyszłość dziecka. No a pranie, sprzątanie, gotowanie... Nuda, szkoda na to czasu.

Chyba każdy rodzic powiedział kiedyś nastolatkowi: "Idź się uczyć, ja to zrobię". Oczywiście mówimy to z jak najlepszych pobudek. Chcemy odciążyć dziecko, które ma sprawdzian. Robimy mu kolację, bo wróciło późno z treningu. Wrzucamy jego ubrania do pralki, bo przecież nam zajmie to trzy minuty. No właśnie, minuty, w trakcie których ono mogłoby się tego nauczyć.

Lista wcale nie musi być długa ani skomplikowana. Ugotować kilka prostych posiłków, zrobić pranie i rozwiesić je tak, żeby ubrania nadawały się później do założenia. Posprzątać kuchnię i łazienkę. Zrobić zakupy na kilka dni i oszacować, ile można na nie wydać. Ale to nie wszystko, samodzielność to przecież nie tylko obowiązki domowe.

To również umiejętność umówienia wizyty u lekarza czy fryzjera. Załatwienia prostej sprawy urzędowej. Pilnowania terminów, czy zaplanowania własnego budżetu. Czasem to po prostu znalezienia rozwiązania problemu bez natychmiastowego telefonu do rodzica.

Oczywiście nie chodzi o to, żeby siedemnastolatek był mistrzem prowadzenia gospodarstwa domowego i przejął wszystkie obowiązki. Chodzi bardziej o nabieranie wprawy i doświadczenia. Praktyczne kompetencje rozwijają się przede wszystkim przez działanie. Wyprowadzka z domu i konieczność samodzielnego organizowania codzienności stają się dla wielu młodych ludzi intensywnym okresem nauki.

Dziś mamy tendencję do tego, by przedstawiać współczesnych młodych ludzi jako pokolenie całkowicie nieporadne. Ta "nieporadność" nie wzięła się jednak znikąd.

Nie róbmy wszystkiego za dzieci

Najbardziej absurdalne w tym wszystkim jest to, że nadmierne wyręczanie dzieci bierze się często właśnie z troski. Chcemy, żeby miały łatwiej, żeby mogły skoncentrować się na szkole, żeby nie musiały martwić się tym, czym jeszcze zdążą pomartwić się w dorosłym życiu. Tyle tylko że samodzielności nie da się nauczyć teoretycznie.

Nie wystarczy w ostatnim tygodniu sierpnia pokazać osiemnastolatkowi, gdzie wsypuje się proszek, ugotować z nim jeden makaron i uznać, że jest gotowy do wyprowadzki. To ćwiczy się miesiącami, a nawet latami. Zamiast więc wyręczać dziecko w kolejnych czynnościach i wykonywać je za nie, warto poświęcić tych kilka minut i pokazać mu jak zrobić to samodzielnie.