dziecko w sklepie wrzuca produkty do koszyka
Zakupy z dzieckiem mogą być okazją do nauki przez zabawę. fot. David Veksler/Unsplash

Zakupy spożywcze z dzieckiem nie muszą oznaczać wyłącznie pośpiechu, marudzenia i walki o kolejną słodycz. Wizyta w markecie może stać się dla kilkulatka świetną okazją do nauki poprzez codzienne doświadczenia. Sprawdź, jak podczas zwykłych zakupów rozwijać mowę, uczyć matematyki, samodzielności i podejmowania decyzji.

REKLAMA

Niby zwyczajne zakupy, a tyle pola do nauki

Zakupy spożywcze z kilkulatkiem dla wielu rodziców brzmią jak najgorsza decyzja świata. Zwykle w markecie dzieci chcą wszystko zobaczyć, dotknąć i oczywiście włożyć do koszyka, a rodzice marzą tylko o tym, żeby jak najszybciej przejść przez wszystkie alejki i skompletować potrzebne produkty.

Tymczasem zwykła wizyta w markecie może być dla dziecka czymś więcej niż tylko koniecznością. To doskonała okazja do nauki przez doświadczenie – bez przedszkolnych kart pracy i specjalnie przygotowanych zabaw.

Nie trzeba zamieniać każdego wyjścia do sklepu w lekcję, ale można się tym zainspirować przy kolejnej wizycie w markecie. Wystarczy pozwolić dziecku uczestniczyć w zakupach i od czasu do czasu zwrócić jego uwagę na to, co dzieje się wokół. Wielkopowierzchniowe sklepy dają mnóstwo okazji do rozmowy, liczenia, podejmowania decyzji i uczenia się odpowiedzialności.

1. Zakupy rozwijają mowę i uczą nowych słów

Sklep to miejsce pełne przedmiotów, nazw, kolorów, kształtów i zapachów. Dla małego dziecka niemal każda alejka może być pretekstem do rozmowy. Zamiast więc szybko wkładać produkty do koszyka, można czasem zatrzymać się na chwilę i podążyć za ciekawością dziecka, jeśli mamy na to czas i przestrzeń.

Jeśli maluch wskazuje jabłko, warto powiedzieć jego nazwę, zapytać o kolor albo o to, czy woli czerwone, czy zielone. Przy starszym przedszkolaku można pójść krok dalej: porozmawiać o tym, czym różni się jogurt naturalny od owocowego, skąd mogą pochodzić banany albo jakie warzywa można wykorzystać do przygotowania obiadu.

Takie rozmowy nie wymagają specjalnego przygotowania. Dziecko uczy się nowych słów w sytuacji, która jest dla niego konkretna i zrozumiała. Co więcej, rodzic może odpowiadać na pytania, które pojawiają się spontanicznie, i rozwijać temat dokładnie wtedy, gdy dziecko jest nim zainteresowane.

2. Market to świetne miejsce do nauki matematyki

Liczenie w sklepie może być znacznie ciekawsze niż ćwiczenia przy biurku. Kilkulatek może policzyć, ile jabłek trafia do siatki, ile jogurtów znajduje się na półce albo ile produktów trzeba jeszcze znaleźć.

Starsze dzieci można zaangażować w bardziej skomplikowane zadania. Warto pokazać im ceny i poprosić o oszacowanie, ile mniej więcej kosztują zakupy. Można też dać dziecku określony budżet na wybrany produkt i wspólnie porównać ceny.

Nawet jeśli kilkulatek nie potrafi jeszcze wykonywać działań na większych liczbach, dzięki takim sytuacjom zaczyna rozumieć, że pieniądze mają określoną wartość, produkty kosztują różne kwoty, a wybory przy sklepowej półce mają swoje konsekwencje.

3. Dziecko ćwiczy samodzielność i odpowiedzialność

Zakupy mogą być także małym treningiem samodzielności i dorosłości. Wystarczy dać dziecku konkretne zadanie. Może ono pilnować jednej rzeczy z listy, znaleźć określony produkt albo zdecydować, które jabłka wybrać.

Dobrym pomysłem jest przygotowanie listy zakupów na kartce, na której dziecko może odhaczać pozycje. W przypadku młodszych dzieci sprawdzi się nawet lista z obrazkami. Dzięki temu maluch wie, po co przyszliśmy do sklepu i widzi, że kolejne zadania zostają wykonane.

Starszemu przedszkolakowi można powierzyć prostą misję: "Znajdźmy razem makaron, a potem sprawdź, czy mamy już wszystko z tej części listy". Dziecko dostaje niewielką odpowiedzialność, a jednocześnie doświadcza satysfakcji, że naprawdę pomaga.

4. Zakupy uczą podejmowania decyzji

W markecie dzieci mają mnóstwo okazji do dokonywania wyborów. Można zapytać: "Wolisz gruszki czy jabłka?", "Który produkt wybierzemy?", "Potrzebujemy dwóch jogurtów – które chcesz włożyć do koszyka?". Oczywiście nie oznacza to, że dziecko ma decydować o całych zakupach. Chodzi raczej o pokazanie mu, że w codziennych sytuacjach podejmujemy decyzje i kierujemy się określonymi zasadami.

To również dobry moment na rozmowę o tym, że nie wszystko, co podoba nam się na półce, musi znaleźć się w koszyku. Dziecko może usłyszeć: "Nie kupimy tego dzisiaj, bo nie mamy tego na liście" albo "Mamy już podobną rzecz w domu". Z czasem zaczyna rozumieć różnicę między potrzebą a zachcianką.

Nie każde zakupy muszą być lekcją

Warto jednak zachować zdrowy rozsądek. Nie ma potrzeby, by każdą wizytę w sklepie zamieniać w edukacyjny projekt. Czasami rodzic jest zmęczony, dziecko ma gorszy dzień, a lista zakupów jest długa albo wyjątkowo spieszy nam się. Wtedy najważniejsze jest po prostu zrobić zakupy i wrócić do domu.

Edukacyjna wartość codziennych czynności polega właśnie na ich zwyczajności. Dziecko nie potrzebuje nieustannie organizowanych atrakcji, żeby się rozwijać. Rozmowa przy półce z warzywami, wspólne liczenie produktów czy pozwolenie na znalezienie czegoś z listy mogą być dla kilkulatka wystarczającą okazją do nauki. A przy okazji rodzic robi to, co i tak miał zrobić – kupuje mleko, pieczywo i warzywa na obiad.

Źródło: parents.com