dzieci w duńskim przedszkolu
Codzienność w duńskim przedszkolu nie przypomina tej, którą znamy z naszego kraju. pexel.com / facebook.com/Naturbørnehaven Villa Villekulla, privat børnepasnings ordning

Mróz, katar, wiatr? Dla wielu polskich rodziców to wystarczający powód, by dziecko zostało w domu. W Danii podejście jest nieco inne. Maluchy śpią na zewnątrz nawet zimą, a zwykłe przeziębienie nie musi oznaczać nieobecności w żłobku. To, co nam może wydawać się ekstremalnym hartowaniem, dla Duńczyków jest częścią zwyczajnej codzienności.

REKLAMA

Widok kilku czy kilkunastu wózków ustawionych jesienią czy zimą przed żłobkiem może zaskoczyć kogoś, kto po raz pierwszy odwiedza Danię, czy w ogóle kraje skandynawskie.

Drzemki na świeżym powietrzu są w Danii tak powszechne, że oficjalne zalecenia tamtejszej służby zdrowia szczegółowo opisują, jak powinny wyglądać także podczas zimowych miesięcy. Duńczycy nie widzą bowiem niczego niezwykłego w tym, że żłobkowicz czy mały przedszkolak śpi na zewnątrz, kiedy temperatura spada poniżej zera.

Dzieci śpią na zewnątrz nawet zimą

Duński urząd zdrowia Sundhedsstyrelsen pisze wprost: wielu rodziców w Danii pozwala dzieciom spać w ciągu dnia na zewnątrz, również zimą. Jeśli dziecko jest zdrowe, a warunki są odpowiednie, taka drzemka jest uznawana za bezpieczną nawet przy temperaturze sięgającej -10 st. C. Poniżej tej granicy dzieci nie powinny już spać na dworze.

Nie oznacza to oczywiście wystawienia wózka na mróz i zapomnienia o nim na dwie godziny. Miejsce powinno być osłonięte od wiatru, a wózek lub specjalne łóżeczko odpowiednio izolowane od spodu i po bokach. Dziecko musi być ciepło ubrane – duńskie zalecenia wspominają m.in. o wełnianych ubraniach, ciepłej kołdrze lub śpiworze i czapce.

Jest jeszcze jedna bardzo ważna zasada – dziecko trzeba regularnie sprawdzać. Im jest młodsze i im niższa temperatura, tym częściej. Rodzicom i opiekunom zaleca się sprawdzanie karku dziecka, by ocenić, czy nie jest mu zbyt zimno.

W duńskich placówkach takie drzemki są elementem codziennego planu dnia. Przykładowo jeden z kopenhaskich żłobków informuje, że dzieci poniżej 2. roku życia śpią na zewnątrz każdego dnia. W innych placówkach dzieci śpią w wózkach lub specjalnych łóżeczkach umieszczonych w zadaszonej przestrzeni, a personel regularnie je kontroluje.

Katar? To jeszcze nie powód, żeby zostać w domu

Inne podejście widać również w kwestii przeziębień. W Polsce widok zakatarzonego dziecka w żłobku czy przedszkolu potrafi wywołać między rodzicami prawdziwą burzę. Tymczasem w duńskich zaleceniach dotyczących zwykłego przeziębienia znajdziemy bardzo konkretną zasadę.

Sam katar nie oznacza, że dziecko powinno zostać w domu.

Duński publiczny portal zdrowotny sundhed.dk podaje, że w przypadku przeziębienia nie obowiązują szczególne ograniczenia dotyczące uczęszczania do żłobka czy przedszkola. Dziecko powinno natomiast zostać w domu, jeśli ma gorączkę albo jego ogólny stan jest gorszy – jest osłabione, apatyczne czy wyraźnie chore.

I to właśnie samopoczucie dziecka, a nie obecność pojedynczego objawu, jest tutaj kluczowe. Ogólna zasada jest taka, że chore dzieci nie powinny chodzić do placówki. Za zdrowe uznaje się dziecko, które jest w stanie normalnie uczestniczyć w codziennych aktywnościach i nie wymaga dodatkowej opieki. Czyli cieknący nos nie jest przeciwwskazaniem. Gorączka, osłabienie i dziecko, które nie ma siły się bawić – już tak.

Czy zimno naprawdę "hartuje"?

Choć potocznie możemy powiedzieć, że Duńczycy "hartują" dzieci, nie oznacza to, że wystawianie dziecka na zimno ma magicznie wzmacniać jego odporność.

Duńskie oficjalne wytyczne dotyczą przede wszystkim tego, jak bezpiecznie pozwalać dzieciom przebywać i spać na świeżym powietrzu. Nie zalecają marznięcia ani celowego wychładzania.

Wręcz przeciwnie. Sundhedsstyrelsen zaznacza, że na zimno szczególnie wrażliwe są dzieci poniżej pierwszego roku życia, a zwłaszcza niemowlęta przed ukończeniem 6 miesięcy. Na zewnątrz w chłodne dni powinny spać wyłącznie dzieci zdrowe. W przypadku wcześniaków oraz maluchów z niektórymi chorobami układu oddechowego, serca czy przewlekłymi problemami z uszami zalecana jest dodatkowa ostrożność.

Duńskie podejście nie polega więc na zasadzie: "niech zmarznie, to się uodporni". Bardziej na przekonaniu, że chłód sam w sobie nie jest powodem, by zamknąć zdrowe dziecko w czterech ścianach.

To, co u nas dziwi, tam jest normalnością

Może właśnie dlatego rząd wózków stojących zimą przed duńskim żłobkiem robi na przyjezdnych tak duże wrażenie. Dla Duńczyków nie jest to jednak rodzicielski eksperyment. Spanie dzieci na świeżym powietrzu jest na tyle zakorzenione w tamtejszej kulturze, że istnieją oficjalne wytyczne dotyczące temperatury, ubrania, miejsca ustawienia wózka czy częstotliwości kontrolowania śpiącego malucha.

"Złota zasada" w tamtejszych placówkach brzmi: nie zastanawiaj się, czy dziecku nie jest za zimno, tylko czy jest odpowiednio ubrane i dobrze się czuje".

Źródło: Sundhedsstyrelsen, sundhed.dk oraz materiały duńskich placówek opieki nad dziećmi.