dzieci bawią się na dywanie
Dzieci lat 80. i 90. znały analogową codzienność, której dzisiejsze dzieci nie rozumieją. fot. Annie Spratt/Unsplash

Dzieci mają dziś dostęp do rzeczy, o których ich rodzicom nawet się nie śniło. W kilka sekund mogą znaleźć film, sprawdzić pogodę, napisać do kolegi albo zobaczyć, gdzie znajduje się przystanek autobusowy. Nic dziwnego, że część naszych dawnych zwyczajów może być dla nich równie niezrozumiała jak dla nas codzienność ich dziadków sprzed kilkudziesięciu lat.

REKLAMA

1. Czekanie na telefon przy telefonie stacjonarnym

Dla dzieci wychowanych ze smartfonem w ręku może to być trudne do wyobrażenia, że kiedyś telefon miał swoje stałe miejsce w domu i był podłączony na stałe kablem do sieci. Nie można było zabrać go do szkoły, na spacer ani do łazienki, a jeśli ktoś dzwonił, odbierała ta osoba, która akurat była najbliżej.

Numer telefonu znajomego trzeba było znać albo mieć zapisany w notesie, bo nie istniała książka kontaktów, która pamiętała wszystko za nas. Ja do dziś pamiętam numery stacjonarne mojego domu rodzinnego i kilku moich przyjaciółek.

2. Robienie zdjęć bez natychmiastowego podglądu

Dziś dziecko może zrobić kilkanaście zdjęć jednego momentu i od razu wybrać najlepsze. Milenialsi pamiętają jednak czasy, kiedy aparat miał kliszę, a efekt własnych starań poznawało się dopiero po wywołaniu zdjęć. Kilka nieudanych fotografii oznaczało po prostu zmarnowane ujęcia, a na odbitki trzeba było czekać nawet kilka dni.

Pamiętam, że moja przyjaciółka dostała od dalekiej kuzynki z USA Polaroida, którym robiłyśmy czasami zdjęcia, które dziś w formie Instaxu pokochały nastolatki. To było coś niezwykłego i zostanie ze mną jako wspomnienie już na zawsze.

3. Kasety, które trzeba było przewijać

Muzyka i filmy nie zawsze były dostępne jednym kliknięciem. Kasetę magnetofonową trzeba było przewinąć, czasem pomagając sobie długopisem, a przed rozpoczęciem filmu na kasecie VHS należało znaleźć właściwy moment.

Dzisiaj wystarczy przeciągnąć palcem po ekranie, dlatego perspektywa kilkuminutowego szukania konkretnej piosenki może wydawać się dzieciom zupełnie absurdalna. Nastolatki nie rozumieją, dlaczego złościliśmy się, wypożyczając kasety VHS i widząc po włączeniu ich, że poprzednia osoba ich nie przewinęła do początku ;-)

4. Encyklopedia zamiast wyszukiwarki

Kiedyś odpowiedź na pytanie nie zawsze była na wyciągnięcie ręki. W domu stały encyklopedie, słowniki i atlasy, a jeśli czegoś w nich nie było, można było pójść do biblioteki i szukać dalej. Dla współczesnego dziecka konieczność wertowania kilkuset stron, żeby sprawdzić jedną informację, może być doświadczeniem z zupełnie innej epoki.

Dziś młodym, nawet jak mają dostęp do wiedzy z całego świata w smartfonie spoczywającym w ich kieszeni, nie zawsze chce się wyszukiwać informacje za pomocą wyszukiwarki. Co dopiero gdyby było trzeba ich szukać w opasłych tomach...

5. Umawianie się bez pisania co pięć minut

Dzisiaj rodzic może sprawdzić, czy dziecko dotarło do kolegi, wysłać wiadomość albo zadzwonić, gdy plan się zmieni. Pokolenie milenialsów pamięta natomiast umawianie się na konkretną godzinę i w konkretnym miejscu, a potem po prostu pojawianie się tam. Jeśli kolega się spóźniał, pozostawało czekać, bo nie było komunikatora, lokalizacji na żywo ani wiadomości z pytaniem, gdzie właściwie wszyscy są.

6. Pieniądze, które naprawdę były fizyczne

Dla wielu dzieci pieniądze są dziś przede wszystkim liczbą widoczną na ekranie albo plastikową kartą. Ich rodzice pamiętają natomiast portfele pełne monet, banknoty trzymane na większe wydatki i charakterystyczne brzęczenie drobnych w kieszeni.

Jeszcze niedawno płacenie za zakupy oznaczało wyciągnięcie gotówki, odliczenie odpowiedniej kwoty i sprawdzenie, ile reszty dostało się od kasjera. Eksperci zauważają, że dawanie dzieciom gotówki do obracania w sklepiku szkolnym czy na zakupach w osiedlowym sklepie spożywczym to nadal najlepsza metoda nauki liczenia, oszczędzania itp.

7. Program telewizyjny, na który trzeba było czekać

Współczesne dzieci mogą obejrzeć większość rzeczy wtedy, kiedy mają na to ochotę. Ich rodzice pamiętają czasy, gdy na ulubioną bajkę czekało się o konkretnej godzinie, a jeśli akurat ktoś zawołał na kolację, można było przegapić najważniejszy fragment. Nie było pauzy, cofania ani biblioteki tysięcy filmów dostępnych przez całą dobę.

Nie wszystko trzeba było mieć od razu

Może właśnie tego najbardziej brakuje w dzieciństwie naszych dzieci z perspektywy tego, co pamiętamy ze swojego. Czekanie było kiedyś zwyczajną częścią życia, podobnie jak nuda, szukanie informacji, umawianie się bez ciągłego kontaktu czy korzystanie z rzeczy, które nie były natychmiastowe i bezproblemowe.

Nie oznacza to oczywiście, że dawniej było lepiej. W wielu sytuacjach dzisiejsza technologia jest ogromnym ułatwieniem i trudno wyobrazić sobie powrót do świata bez internetu czy smartfonów. Jednak kiedy pokazujemy dzieciom stare kasety, albumy ze zdjęciami albo telefon z charakterystyczną tarczą, warto pamiętać, że dla nas są one wspomnieniem dzieciństwa, a dla nich mogą być niemal eksponatem z muzeum.

I chyba właśnie dlatego tak dobrze czasem opowiadać im o tym, jak wyglądało życie przed erą natychmiastowego dostępu do wszystkiego. Nie po to, żeby przekonywać je, że nasze dzieciństwo było lepsze, ale żeby wiedziały, że świat nie zawsze działał tak, jak działa dziś.