
Zamiast Netflixa i YouTube’a wprowadziła w domu kasety VHS. Choć początkowo dzieci były sfrustrowane, z czasem mama zauważyła coś bardzo zaskakującego. Większy spokój, lepsze skupienie i mniej przebodźcowania.
W świecie, w którym dzieci mają dostęp do bajek za jednym kliknięciem, trudno sobie wyobrazić powrót do kaset VHS. A jednak jedna mam zdecydowała się na ten krok. Odstawiła streaming, by wprowadzić rozwiązanie, które wielu z nas pamięta z własnego dzieciństwa.
Jak sama przyznaje, ta zmiana przyniosła efekty, których się nie spodziewała.
W rozmowie opublikowanej na Parents.com opowiedziała, dlaczego zdecydowała się na taki krok i co zauważyła u swoich dzieci po kilku tygodniach takiego "eksperymentu".
"Wystarczy jedno kliknięcie"
Dziś dzieci nie muszą na nic czekać. Mają dostęp do ogromnej liczby bajek, filmów i programów, które mogą włączać w dowolnym momencie, a jak im się coś nie spodoba, w jednej sekundzie przełączyć na coś innego. Wszyscy wiemy, że dzieciaki bardzo chętnie z takiej możliwości korzystają, czego skutkiem jest ciągłe przełączanie się między treściami i bardzo szybkie tempo odbioru.
Skutki impulsywnego odbioru treści
Ta mama zauważyła, że jej dzieci coraz trudniej skupiają się na jednej rzeczy. Szybko się nudzą, przeskakują z jednej bajki na drugą i coraz rzadziej oglądają coś od początku do końca.
Zaczęła się więc zastanawiać, czy problemem nie jest właśnie nadmiar wyboru i natychmiastowa, bezrefleksyjna dostępność wszystkiego.
Powrót do VHS to nie przypadek
Decyzja o sięgnięciu po stare kasety nie była tylko sentymentalną podróżą do lat dziecięcych. Bardziej chodziło o świadomy eksperyment. O to, żeby ograniczyć bodźce i wprowadzić więcej "rytuału" do oglądania, a nie tylko mechaniczne odtwarzanie i klikanie między kanałami.
W przypadku VHS nie ma miejsca na szybkie przeskakiwanie między aplikacjami. Trzeba wybrać świadomie jeden film i ponosić konsekwencje swojego wyboru. Potem wykonać też kilka czynności fizycznych – włożyć kasetę, poczekać, aż się uruchomi, a czasem też przewinąć. Całe to "ceremonialne" przygotowanie wymusza w pewien sposób to, żeby zostać z bajką czy filmem na dłużej.
Dla dzieci, przyzwyczajonych do natychmiastowego dostępu, to zupełnie nowe doświadczenie.
Początki były trudne
Jak można się domyślić, dzieci nie przyjęły tej zmiany z entuzjazmem. Frustrowało je, że nie mogą od razu włączyć wybranego filmu, że muszą poczekać, obejrzeć dłuższe czołówki i cierpliwie zaczekać na początek filmu.
– Ten etap oporu był dla mnie najtrudniejszy. Wymagał konsekwencji i cierpliwości – wspomina mama.
Z czasem jednak zauważyła, że coś zaczęło się zmieniać. Dzieci nie były już tak impulsywne. Miała wrażenie, że ich mózg stopniowo przyzwyczajał się do zmiany.
"Zaczęły się bardziej skupiać"
Po kilku tygodniach mama zauważyła, że dzieci oglądają bajki zupełnie inaczej niż wcześniej. Rzadziej się rozpraszają, nie przeskakują między treściami i łatwiej im zostać przy jednej historii.
Największą zmianą okazała się jednak nauka cierpliwości. Dzieci wiedziały, że obejrzą film, ale nie od razu, nieimpulsywnie. I właśnie to oczekiwanie sprawiło, że zaczęły bardziej angażować się w to, co oglądają. Zamiast dopominać się kolejnych bodźców, impulsów, gdy tylko poczują się lekko znudzone, dawały się ponieść fabule i czekać na jej rozwój.
Mniej bodźców, więcej spokoju
Zmiana, którą zaobserwowała mama nie polegała tylko na innym sposobie oglądania bajek. Zauważyła, że dzieci ogólnie stały się spokojniejsze i mniej przebodźcowane.
Bo w tym eksperymencie nie chodziło o całkowite odcięcie od ekranów, ale o ograniczenie ich intensywności. Zamiast wielu krótkich, dynamicznych treści pojawiła się jedna, dłuższa historia. Jak się okazało, to wystarczyło, żeby zmienić codzienny rytm na wielu płaszczyznach.
Nie chodzi tylko o same kasety
Autorka podkreśla, że nie każdy musi od razu wracać do VHS. Sedno tej zmiany leży gdzie indziej. Chodzi o to, żeby ograniczyć nadmiar wyboru i wprowadzić więcej świadomego korzystania z ekranów. Czasem wystarczy zmniejszyć liczbę dostępnych bajek, wprowadzić konkretne godziny oglądania albo wybierać spokojniejsze treści.
Bo tak naprawdę to nie technologia jest problemem, tylko sposób, w jaki z niej korzystamy.
Czy to rozwiązanie dla każdego?
Nie każda rodzina zdecyduje się na tak radykalną zmianę. I nie każdemu będzie ona potrzebna.
Jednak ta historia pokazuje coś ważnego, że dzieci nie zawsze potrzebują więcej. Często wręcz potrzebują mniej – bodźców, opcji do wyborów, pośpiechu. To chyba jedna z najbardziej odkrywczych teorii tego eksperymentu.
Źródło: parents.com
Zobacz także
