
Wrzesień to dla wielu dzieci pierwszy krok do większej samodzielności. Niektórzy rodzice pozwalają już pierwszoklasistom samodzielnie pokonywać drogę do szkoły. Okazuje się jednak, że nie każdy uczeń pierwszej klasy może to robić. I wcale nie decyduje o tym klasa, do której chodzi.
Pierwsze tygodnie szkoły to czas, kiedy rodzice zaczynają zadawać sobie pytanie – może już nie muszę codziennie odprowadzać dziecka pod same drzwi szkoły? Jeśli szkoła znajduje się niedaleko domu, droga jest dobrze znana, a po drodze nie ma szczególnie niebezpiecznych skrzyżowań, pokusa jest spora.
W końcu pierwszoklasista to już uczeń. Ma swój plecak, plan lekcji, sam zostaje kilka godzin w szkole – wydaje się więc, że może również sam do niej pójść. Przepisy patrzą jednak na tę kwestię nieco inaczej.
Pierwszoklasista pierwszoklasiście nierówny
Kluczowy jest art. 43 ustawy Prawo o ruchu drogowym. Zgodnie z nim dziecko w wieku do 7 lat może korzystać z drogi wyłącznie pod opieką osoby, która ukończyła co najmniej 10 lat. Od tej zasady są wyjątki dotyczące strefy zamieszkania oraz drogi dla pieszych.
Ten zapis nie mówi jednak o tym, że każdy pierwszoklasista może samodzielnie chodzić do szkoły.
Dwoje dzieci może siedzieć w tej samej ławce, chodzić do tej samej klasy i codziennie pokonywać identyczną trasę, a mimo to przepisy będą traktowały je inaczej. Jeśli jedno z nich skończyło już 7 lat, a drugie siódme urodziny będzie obchodziło dopiero w październiku, listopadzie albo grudniu, to tylko pierwsze może samodzielnie chodzić do szkoły.
Policja przypominała o tym rodzicom tuż przed rozpoczęciem tegorocznego roku szkolnego. Jeśli pierwszoklasista nie ukończył 7 lat przed rozpoczęciem nauki, podczas korzystania z drogi – co do zasady – nadal potrzebuje opiekuna.
Co ciekawe, takim opiekunem wcale nie musi być mama, tata czy inna osoba dorosła. Przepis mówi o osobie, która ukończyła co najmniej 10 lat. Młodsze dziecko może więc iść do szkoły np. ze starszym rodzeństwem, jeśli spełnia ono ten warunek.
Zobacz także
Skończył 7 lat. Czy można już puścić go samego?
Tu pojawia się druga pułapka. Ukończenie 7 lat nie oznacza przecież, że następnego dnia każde dziecko jest gotowe samodzielnie przejść przez ruchliwe skrzyżowanie, poradzić sobie z niespodziewaną zmianą trasy czy właściwie zareagować, gdy zaczepi je obca osoba.
Przepisy wyznaczają granicę wieku, ale rodzic nadal musi ocenić dojrzałość swojego dziecka i warunki na konkretnej trasie.
Policjanci radzą, by zanim dziecko po raz pierwszy ruszy samo, kilka razy przejść z nim całą drogę. I niekoniecznie wybierać trasę najkrótszą. Ważniejsza jest ta najbezpieczniejsza – z dobrymi przejściami dla pieszych, sygnalizacją i jak najmniejszą liczbą miejsc, w których dziecko musi podejmować trudne decyzje.
Warto też zrobić mały test. Zamiast mówić po raz setny: "uważaj na samochody", można zatrzymać się przed przejściem i zapytać: "Co teraz powinieneś zrobić?". Albo: "A co zrobisz, jeśli światła nie będą działały?". Szybko okaże się, czy dziecko rzeczywiście zna zasady, czy dotychczas po prostu szło za rodzicem.
Telefon lepiej zostawić w plecaku
Jest jeszcze jedna rzecz, o której policjanci przypominają szczególnie teraz, na początku roku szkolnego. Telefon i słuchawki mogą skutecznie odciągać uwagę od tego, co dzieje się na drodze. Dziecko idące samodzielnie do szkoły powinno wiedzieć, że przed przejściem przez jezdnię ekran znika z pola widzenia, a słuchawki z uszu.
Warto też wcześniej omówić mniej oczywiste scenariusze np. co zrobić, jeśli ktoś obcy zaczepi dziecko, dziecko zgubi klucze albo z jakiegoś powodu nie będzie mogło przejść zwykłą trasą. Dobrze, żeby wiedziało, do kogo może zwrócić się o pomoc i jak skontaktować się z rodzicem.
I na koniec pamiętajmy, że możliwość samodzielnego chodzenia do szkoły to jedno. Gotowość dziecka na taką samodzielność, to już zupełnie inna sprawa.
Źródło: Ustawa Prawo o ruchu drogowym, Policja.pl




