
Klaps wciąż przez wielu Polaków nie jest uznawany za przemoc wobec dziecka, choć przepisy jasno zakazują kar cielesnych. Z najnowszego raportu wynika, że prawie połowa Polaków nie jest świadoma, że klaps również jest przemocą. Eksperci alarmują, że potrzebne są kolejne kampanie społeczne i skuteczniejsza ochrona najmłodszych.
Polacy nie widzą w klapsach problemu
Polska to kraj, w którym od 2010 roku przemoc fizyczna wobec dzieci jest karalna. Mówimy tu nie tylko o biciu i karach cielesnych, ale również – a może w wielu przypadkach przede wszystkim – o klapsach. Niestety dla wielu Polaków zwyczajowy klaps wciąż nie jest przejawem przemocy.
Nadal żyjemy w społeczeństwie, w którym uważa się, że takie zachowanie wobec dziecka ze strony dorosłego to "przywoływanie do porządku" i element wychowawczy, który ma sprawić, że dziecko będzie posłuszne.
Pod naszymi artykułami w mediach społecznościowych, które dotyczą uświadamiania, że klapsy również są przemocą, niestety wciąż wyłania się obraz polskich rodziców, którzy nie wiedzą lub nie rozumieją, że dzieci nie można wychowywać za pomocą kar cielesnych.
Z najnowszego raportu przedstawionego podczas posiedzenia Komisji ds. Dzieci i Młodzieży w Sejmie wynika jednak, że prawie połowa Polaków nie jest świadoma, że klaps to przemoc.
Raport "Zalecenia Komitetu Praw Dziecka ONZ dla Polski. Ocena realizacji i rekomendacje dla władz" został przygotowany przez Koalicję Organizacji Pozarządowych we współpracy i pod koordynacją UNICEF Polska. Wynika z niego jasno, że w naszym kraju wciąż występują ogromne braki w ochronie praw najmłodszych.
Renata Szredzińska z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę w rozmowie z RMF24.pl powiedziała, że to sygnał, iż ogólnopolskie kampanie informacyjne dotyczące przemocy wobec dzieci wciąż są potrzebne. Chodzi o to, że być może nadal trzeba wielokrotnie przypominać rodzicom i opiekunom, że kary cielesne wobec dzieci mogą przynieść konsekwencje prawne, które mogą zakończyć się nawet więzieniem.
Zobacz także
Kampanie społeczne wciąż są potrzebne
Eksperci wskazują, że mimo zaostrzenia przepisów i tzw. ustawy Kamilka w naszym kraju nadal brakuje skutecznych mechanizmów, dzięki którym sprawcy przemocy są pociągani do odpowiedzialności, a ofiary, szczególnie małoletnie, nie zawsze otrzymują odpowiednie wsparcie.
Specjaliści, w tym Szredzińska, podkreślają, że być może należałoby wdrożyć model Barnahus, który zakłada, że wszystkie organy zajmujące się przemocą domową będą współpracowały ze sobą w jednej przestrzeni. Dziś, z powodu problemów z przepływem informacji, wciąż pojawiają się trudności z wdrożeniem np. procedury "Niebieskiej Karty".
Problem ochrony najmłodszych nie dotyczy jednak wyłącznie skutecznego reagowania na przemoc. Niepokojąca sytuacja panuje również w systemie pieczy zastępczej. Tomasz Thun-Janowski ze Stowarzyszenia SOS Wioski Dziecięce zwraca uwagę, że obecnie w Polsce aż 78 tysięcy dzieci przebywa w pieczy zastępczej – to liczba porównywalna z populacją średniej wielkości miasta.
Wciąż nie udało się zapewnić wszystkim dzieciom rodzinnych form opieki. W placówkach instytucjonalnych nadal przebywają nawet najmłodsi oraz dzieci z niepełnosprawnościami.
Wszystko to pokazuje, że ochrona dzieci przed przemocą wciąż wymaga nie tylko odpowiednich przepisów, ale także zmiany społecznego podejścia. Klaps nie jest metodą wychowawczą ani niewinnym sposobem na zdyscyplinowanie dziecka. To forma przemocy, podobnie jak inne kary cielesne, a odpowiedzialność za bezpieczeństwo najmłodszych spoczywa przede wszystkim na dorosłych.
Dlatego tak ważne jest, by rodzice i opiekunowie mieli świadomość, że wychowanie bez przemocy nie oznacza braku granic czy zasad. Oznacza natomiast stawianie ich bez strachu, bólu i upokorzenia. Dopóki znaczna część społeczeństwa będzie uznawała klaps za coś dopuszczalnego, dopóty potrzebne będą edukacja, kampanie społeczne i konsekwentne przypominanie, że dziecko ma prawo do szacunku i ochrony przed przemocą.




