
Polski system pieczy zastępczej znalazł się w jednym z najtrudniejszych momentów od lat. Coraz więcej dzieci potrzebuje bezpiecznego domu, ale brakuje rodzin zastępczych, miejsc i ludzi gotowych do pomocy. Eksperci alarmują, że bez szybkich zmian tysiące dzieci nadal będą dorastać w samotności, niepewności i instytucjach, które nie zastąpią prawdziwej rodziny.
Coraz więcej dzieci w Polsce trafia do pieczy zastępczej, a system przestaje sobie z tym radzić. Dziś już 1 na 100 dzieci przebywa poza rodziną biologiczną, a blisko 1900 dzieci mimo decyzji sądu nadal czeka na miejsce, które zapewni im bezpieczeństwo. Eksperci alarmują: system działa reaktywnie, a chore dzieci znikają z radaru.
System nie nadąża za dramatami dzieci
To oznacza, że wiele z nich nadal mieszka w środowiskach, które nie są dla nich bezpieczne. Problem dotyczy także najmłodszych – w 2024 roku aż 1 na 300 noworodków zostało opuszczonych przez rodziców.
Skala problemu rośnie z roku na rok i to nie tylko w wymiarze statystyk. Pisaliśmy o tym w tekście "pilnie poszukujemy 3 rodzin", inaczej noworodki trafią do domu dziecka!, gdzie jednego poniedziałkowego ranka łódzkie placówki dostały zgłoszenia o trzech nowo narodzonych chłopcach, dla których pilnie szukano rodzin zastępczych. Dziś takich sytuacji w skali kraju są setki. To dramat, którego nie widać w statystykach — bo każda kolejna liczba to konkretne dziecko, które zaczyna życie w domu dziecka, a nie w łóżeczku w czyjejś sypialni.
Eksperci podkreślają, że kryzys zaczyna się dużo wcześniej niż odebranie dziecka rodzinie. Aleksandra Granada ze Stowarzyszenia SOS Wioski Dziecięce mówi:
"System wciąż w zbyt dużym stopniu działa reaktywnie. Pomoc uruchamiana jest w momencie eskalacji problemów, a nie na etapie, kiedy można jeszcze skutecznie wzmocnić rodzinę i zapobiec rozdzieleniu".
Dzieci trafiają tam, gdzie akurat jest miejsce
Największym problemem staje się dziś brak rodzin zastępczych. W wielu regionach Polski nie ma wolnych miejsc, a decyzje o umieszczaniu dzieci coraz częściej zależą nie od ich potrzeb, ale od dostępności.
"System coraz częściej działa pod presją dostępności. Decyzje o umieszczeniu dziecka zapadają nie w oparciu o jego indywidualne potrzeby, lecz o to, gdzie akurat jest miejsce" – alarmuje Aleksandra Granada.
Eksperci zwracają uwagę, że to całkowicie zmienia sposób działania pieczy zastępczej. Zamiast szukania najlepszego rozwiązania dla dziecka liczy się to, co w danym momencie jest możliwe. To także efekt tego, że bycie rodziną zastępczą — szczególnie zawodową — to praca trudna, niedoceniana i w wielu powiatach pozbawiona realnego wsparcia. Pokazuje to materiał na naTemat.pl zawód: rodzina zastępcza, zarobki: 2 tys. złotych plus tysiąc za dziecko, gdzie cała rzeczywistość polskich rodzin zawodowych — od zarobków, przez nadzór koordynatorów, po dramatyczne historie nadużyć — została opisana bez upiększeń. Konkluzja jest gorzka: system trzymający się na barkach kilkuset rodzin nie wytrzyma rosnącej fali zgłoszeń.
Chore dzieci znikają z systemu
Szczególnie trudna jest sytuacja dzieci chorych. Około 1500 z nich mieszka dziś w DPS-ach i zakładach opiekuńczo-leczniczych, choć takie miejsca nie są stworzone do wychowywania dzieci.
Tisa Żawrocka-Kwiatkowska z Fundacji Gajusz podkreśla:
"Nawet najlepsza placówka nie jest w stanie zapewnić indywidualnej opieki. Dzieckiem zajmuje się wielu dorosłych, ale żaden z nich nie jest tym jedynym".
Ekspertka zaznacza, że chore dzieci potrzebują relacji i bliskości równie mocno jak zdrowe, a często nawet bardziej. Tymczasem kandydatów na specjalistyczne rodziny zastępcze dramatycznie brakuje.
Organizacje pomagające dzieciom podkreślają, że żadna procedura nie zastąpi codziennej obecności drugiego człowieka. To właśnie stabilna relacja daje dziecku poczucie bezpieczeństwa i szansę na odbudowanie zaufania.
Model rodzinnych domów rozwijany przez SOS Wioski Dziecięce ma opierać się właśnie na tym podejściu. Dzieci mieszkają w małych domach i mają stałych opiekunów, których wspierają psychologowie oraz specjaliści. Szczegóły tego, jak działa ten model — od mieszkania, przez budżet, po wsparcie psychologiczne — opisaliśmy w artykule za pracę dostają dom, pieniądze i mnóstwo miłości, rodzice do Wiosek Dziecięcych poszukiwani. Rodzice SOS otrzymują mieszkanie, wynagrodzenie i wsparcie ekspertów. W zamian — codzienne życie z dziećmi, z których wiele potrzebuje czegoś, czego żadna placówka nie zapewni: bycia "tym jedynym" dorosłym.
Aleksandra Sikorska tłumaczy:
"To połączenie stabilnej relacji i profesjonalnego wsparcia jest dziś jednym z najbardziej skutecznych modeli pracy z dzieckiem".
Alarmujące dane o porzuceniach noworodków
Szczególne emocje budzą dane dotyczące najmłodszych dzieci. W 2024 roku porzucono 859 noworodków. To o 17 procent więcej niż rok wcześniej.
"Tak źle jeszcze nie było" – mówi Aleksandra Marciniak z Fundacji Gajusz.
Ekspertka zwraca uwagę, że jednocześnie spada liczba kandydatów na rodziców adopcyjnych i zastępczych. Coraz więcej dzieci może więc nigdy nie dostać szansy na nowy dom.
W odpowiedzi na kryzys organizacje rozpoczynają wspólną kampanię rekrutacyjną. Jej celem jest znalezienie nowych rodzin zastępczych i pokazanie, że rodzicielstwo zastępcze nie wymaga bycia idealnym.
Anna Kulikowska podkreśla:
"Dzieci już czekają. Nie na system. Na człowieka".
Półroczna Maja, 4-letnia Jagódka, 9-miesięczne Zuzia i Pawełek
Fundacja Gajusz szuka obecnie domów m.in. dla półrocznej Mai z FAS, 4,5-letniej Jagódki z chorobą neurologiczną oraz 9-miesięcznych Zuzi i Pawełka. Te konkretne imiona to nie statystyka — to pokazuje, że za każdym z 1900 dzieci czekających na miejsce stoi jedno bardzo konkretne życie. Dziecko, które dziś nie wie, czy spędzi święta w rodzinie, czy w placówce.
Dla wielu osób pierwszą myślą jest "ja chyba bym nie dał rady". Ale jak pokazuje doświadczenie wielu rodziców zastępczych, w tym tych opisywanych w naszych tekstach, kluczowa nie jest perfekcja — tylko gotowość. Coraz więcej rodzin decyduje się otworzyć dom dla dziecka po latach wahań. Niektórzy zaczynają od adopcji w nietypowych sytuacjach, jak ci, których historie opisaliśmy w tekście adopcja przez Internet, na lewo, a potem walka o dziecko, "nie myślałem, że to na stałe" — gdzie pokazujemy, jak skomplikowana i emocjonalnie wycieńczająca bywa droga między rodziną biologiczną, zastępczą i adopcyjną. To historie, które pokazują, że wszystko zaczyna się od tego, by ktoś się odważył.
A liczby pokazują jedno bardzo wyraźnie: bez tysięcy odważnych — zarówno rodzin spokrewnionych, jak i całkiem obcych — system, który już dziś jest w kryzysie, zwyczajnie pęknie. Pytanie tylko, czy rząd zacznie traktować rodziny zastępcze jako filar polityki rodzinnej, czy nadal jak "ostatnią deskę ratunku" dla dzieci, których nikt już nie chce.
Zobacz także
Źródło: Materiał prasowy Fundacji Gajusz
