
Publiczna szkoła ma być bezpłatna, ale rodzice coraz częściej płacą za edukację swoich dzieci z własnej kieszeni. Korepetycje stają się dla wielu uczniów niemal drugim systemem nauki, a godzina dodatkowych zajęć może kosztować nawet 150 zł. Ekspert ostrzega, że pogłębia to nierówności między uczniami.
Za państwową szkołę rodzice nie płacą
W polskim systemie oświaty edukacja w szkołach publicznych jest, przynajmniej w teorii, bezpłatna. Rodzice mogą dobrowolnie uiszczać opłaty, np. na Radę Rodziców, albo organizować składki na szkolne cele, ale nie jest to związane z obowiązkiem szkolnym.
W szkole podstawowej nie ma również potrzeby kupowania podręczników, ponieważ uczniowie otrzymują w szkołach bezpłatne zestawy książek.
I choć temat pieniędzy w edukacji jest ważny i od lat dyskutowany z wielu perspektyw, o jednym aspekcie mówi się wciąż zdecydowanie za mało. Bo z jednej strony oczywiście szkoły publiczne są bezpłatne pod względem takich opłat jak czesne. Z drugiej jednak okazuje się, że pieniądze, których rodzice nie muszą wydawać na naukę w prywatnej placówce, często muszą "wyłożyć" na dodatkową edukację.
Portal rmf24.pl podaje, że 35 proc. uczniów korzysta z korepetycji, a w klasach maturalnych jest to nawet 53 proc. Dziś dodatkowe zajęcia nie są już wyłącznie sposobem na rozwijanie zainteresowań czy nadrabianie zaległości. Coraz częściej pomagają uczniom po prostu zapanować nad materiałem potrzebnym do zdania matury czy egzaminu ósmoklasisty.
Dodatkowe zajęcia niczym druga szkoła
Na korepetycje uczęszcza wielu uczniów – nie tylko tych, którzy mają słabe oceny i nie radzą sobie z konkretnym zakresem materiału.
"Te badania są i tak zaniżone. Myślę, że tutaj około 70 proc. na pewno korzysta z korepetycji. To jest problem dość duży i powinien być alarmowym sygnałem dla decydentów, którzy tworzą system edukacji" – powiedział radiu RMF24 Paweł Mrozek, założyciel Akcji Uczniowskiej.
Według niego zjawisko tak ogromnej popularności dodatkowych lekcji stało się właściwie drugim systemem edukacyjnym – płatnym, z którego korzystają uczniowie zapisani do publicznych szkół, choć oczywiście nie tylko oni.
"Teraz korepetycje stały się drugim systemem edukacji, tyle że nie darmowym. To jest koszt rzędu 120-150 złotych za godzinę, więc to są naprawdę duże kwoty. Mówimy o tym, że edukacja w Polsce jest bezpłatna, tak być powinno.
Niestety darmowej edukacji w Polsce nie mamy, bo wszystkie kwestie związane z wykluczeniami społecznymi, jak chociażby korepetycje, tutaj się do tego przyczyniają. Jeśli ktoś jest z bardziej dochodowej rodziny, tak bardziej zamożnej, to można powiedzieć, że jest kilka kroków do przodu. Obecnie biało-czerwony pasek w Polsce kupuje się" – skomentował Mrozek.
Przyznał, że dziś wielu rodziców i uczniów traktuje korepetycje jak zajęcia dodatkowe, godząc się z pokorą na to, że w szkole uczniowie nie są w stanie przyswoić całego materiału, którego się od nich wymaga. Wynika to nie tylko z przeładowanej podstawy programowej, ale również z liczby obowiązków nauczycieli, którzy są przeciążeni tzw. papierologią i nie są w stanie opracować z uczniami wszystkiego, czego się od nich wymaga.
Takim sposobem znaleźliśmy się w sytuacji, w której uczniowie funkcjonują w ramach podwójnej edukacji, z czego jedna jest płatna. Jeśli kogoś nie stać na dodatkowe wydatki, często nie jest w stanie opanować materiału, chyba że jest wyjątkowo zdolny.
"Znam przypadki, że osoba, która jest dopiero na studiach albo nawet tych studiów nie rozpoczęła, zarabia więcej niż nauczyciel z kilkunastoletnim doświadczeniem. To powinno dać nam wszystkim do myślenia, że osoba, która nie przeszła tak długiej ścieżki edukacyjnej, może zarabiać na korepetycjach więcej niż nauczyciel z naprawdę wielkim bagażem doświadczeń" – podkreśla ekspert w rozmowie z radiem.
Zobacz także
Korepetycje zastępują naukę w szkole
Dziś rynek korepetycji w pewnym sensie zastępuje szkołę. Nauczyciele odchodzą z zawodu, ponieważ są niezadowoleni z pensji i rozwiązań resortu edukacji dotyczących zatrudnienia. Jeśli nadal chcą uczyć, zakładają działalność gospodarczą, prowadzą korepetycje i mogą mieć lepszą pensję oraz warunki pracy niż w placówkach oświatowych.
Eksperci są jednak zdania, że taki trend może prowadzić do zapaści oświaty. "Nie może być tak, że rynek korepetycji zastępuje szkołę. [...] Nauczycieli już brakuje. Pod koniec lipca było 15 tys. wolnych stanowisk nauczycielskich, a kilka dni temu ogłoszono, że jest ich 17 tys.
Jeśli czegoś nie zrobimy i nie damy alternatywy na to, żeby nauczyciele nie uciekali do prowadzenia korepetycji lub chociażby do szkół prywatnych, to za kilkanaście lat nie będzie miał kto uczyć dzieci. Przyszłość kraju zależy od tego, jaka jest jego edukacja" – podkreślał Mrozek.
Problem korepetycji nie dotyczy więc już wyłącznie dodatkowych wydatków w domowym budżecie. Coraz częściej staje się pytaniem o to, czy publiczna szkoła rzeczywiście zapewnia uczniom wszystko, czego potrzebują, by poradzić sobie z wymaganiami edukacyjnymi.
Jeśli dodatkowe lekcje stają się dla wielu rodzin niemal koniecznością, "bezpłatna edukacja" przestaje być w pełni bezpłatna. A jeśli dostęp do korepetycji zaczyna zależeć od zasobności portfela rodziców, problem przestaje być indywidualną sprawą ucznia i staje się wyzwaniem dla całego systemu oświaty.
Źródło: rmf24.pl




