
Polska szkoła przestała skutecznie uczyć, a problem rośnie z roku na rok. Już co trzeci uczeń korzysta z korepetycji, które coraz częściej zastępują lekcje w klasie. Rodzice sięgają po nie już jako inwestycję w rozwój i przyszłość dzieci.
Prawie każdy uczeń ma jakieś korepetycje
Od wielu lat mówi się już o tym, że szkolny system jest przestarzały i skostniały, zupełnie nieprzystosowany do dzisiejszych realiów. Widać to m.in. na przykładzie wprowadzania do szkół nowych technologii lub podążanie za trendami, które były modne i obiecujące, ale 5 czy 10 lat temu.
Najnowsze wyniki badania CBOS pokazują, że w polskich szkołach problemem jest nawet przyswajanie wiadomości. Jeszcze 10 lat temu korepetycje były potrzebne co siódmemu uczniowi, który nie radził sobie z bieżącymi lekcjami. Najnowsze dane pokazują, że dziś z dodatkowych płatnych lekcji korzysta już co 3 uczeń.
O to, skąd taka tendencja i co jest winne, portal "Strefa Edukacji" zapytał Dorotę Żuchowicz, współzałożycielkę Forum Wiedzy i Edukacji. Kiedyś korepetycje były symbolem problemów z nauką – na dodatkowe lekcje z matematyki czy języka polskiego chodzili uczniowie, którzy nie nadążali za materiałem w szkole. Albo tacy, którzy z danego przedmiotu mieli naprawdę spore zaległości i sprawiał im on problemy.
Dziś korepetycje często są traktowane jako zajęcia dodatkowe, które wspierają rozwój, czasami pomagają rozwinąć talent czy pasję, a także są pewnego rodzaju inwestycją w przyszłość dziecka. Wielu rodziców jest zdania, że dodatkowe lekcje zapewnią dziecku lepszy rozwój i szerszą wiedzę.
– Rzeczywiście, część dodatkowych zajęć ma uzasadnienie: kursy językowe, zajęcia przygotowawcze do egzaminów czy specjalistyczne rozwijanie pasji – mówiła Dorota Żuchowicz. – Ale szacuję, że nawet połowa korepetycji nie jest realnie potrzebna. To efekt spirali społecznych oczekiwań. Wielu rodziców zleca dodatkowe lekcje, by mieć poczucie, że "robią wszystko, co trzeba".
Tak rodzice chcą dbać o edukację i rozwój dzieci
Dziś dla wielu rodziców korepetycje są synonimem dobrego wychowania i zapewnienia dziecku wszelkich dóbr, do których oni jako dzieci nie mieli dostępu. Korzystają z tego, że jako społeczeństwo jesteśmy bardziej majętni, dostęp do usług jest łatwiejszy, a i ich ceny są w zasięgu "szarego Kowalskiego".
Dodatkowo na rodziców działa też presja otoczenia – wydaje im się, że jeśli dzieci w grupie przedszkolnej lub klasie w szkole chodzą na wiele zajęć dodatkowych, to ich dziecko również powinno. Zapisują je nie tylko na zajęcia sportowe i artystyczne, ale również na angielski czy matematykę, by syn lub córka miało również jak najlepsze wyniki w szkole.
Jest jeszcze jedna tendencja – rodzice ochoczo korzystają z korepetycji dla swoich dzieci, bo im samym brakuje czasu i cierpliwości na to, by siąść z dzieckiem do nauki. Nie chce im się, nie czują się kompetentni, nie mają czasu między pracą a zobowiązaniami rodzinnymi na to, by wytłumaczyć córce zadania z matematyki albo przeczytać wypracowanie syna na język polski.
Brakuje im systematyczności we wspólnym zgłębianiu wiedzy ze swoimi dziećmi – są przeciążeni pracą, nie czują się kompetentni i zrzucają z siebie odpowiedzialność za edukację dziecka. Wielu tłumaczy, że dyplomowany nauczyciel lepiej tę wiedzę przekaże ich pociesze. To prawda – lepiej też je przygotuje do egzaminów, jeśli zajdzie taka potrzeba.
Tu chodzi jednak o sam fakt, że rodzice dziś po prostu nie mają czasu na różne zobowiązania, które jeszcze 20 lat temu były naturalnym elementem wychowywania dzieci. Jako przykład mogę podać 17-latka, o którym pisałam jakiś czas temu. Jego matka w mediach społecznościowych szukała pedagoga, który mógłby po lekcjach pracować z jej synem i pilnować (nie tylko za rodzica, ale i za samego ucznia), by ten dotrzymywał różnych terminów i zobowiązań w szkole.
System edukacyjny zawodzi
Problem z korepetycjami jest też taki, że w polskiej szkole raczej nikt nie uczy, jak się uczyć i samodzielnie zgłębiać wiedzę. Polska szkoła wciąż skupia się głównie na przekazywaniu faktów i informacji, zamiast uczyć, jak z nich korzystać. To sprawia, że uczniowie, którzy mogliby samodzielnie rozwijać swoje zainteresowania, często czują się zagubieni.
Brak systematycznego nauczania metod pracy własnej prowadzi do sytuacji, w której każdy problem wymaga "zewnętrznego wsparcia". Korepetycje stają się nie tylko sposobem nadrobienia zaległości, ale również mechanizmem ułatwiającym przetrwanie w szkolnym systemie, który wciąż bardziej nagradza pamięć niż myślenie.
– Wiele dzieci przychodzi na zajęcia dodatkowe nie dlatego, że nie nadążają za materiałem, ale dlatego, że nie potrafią skutecznie korzystać z lekcji – podkreśla Dorota Żuchowicz. – Zamiast kolejnych godzin korepetycji, znacznie bardziej efektywne byłyby warsztaty poświęcone technikom uczenia się, planowaniu nauki czy krytycznej analizie informacji.
Problem pogłębia przeładowany program nauczania. W polskich szkołach wciąż dominuje nadrzędna rola egzaminów i podstawy programowej, co oznacza, że nauczyciele koncentrują się na "zaliczeniu materiału", a nie na rozwijaniu kompetencji. W dużych klasach często liczących po 30 uczniów, indywidualne podejście jest praktycznie niemożliwe, nawet jeśli pedagog wykazuje ogromne zaangażowanie.
Musimy zmienić myślenie o edukacji
– Nadchodzący niż demograficzny może stopniowo poprawić sytuację, ale zmiany w systemie edukacji wymagają czasu i konsekwentnej reformy – zauważa Żuchowicz. – W międzyczasie to rodzice w dużej mierze decydują o edukacji swoich dzieci, finansując dodatkowe lekcje i kursy, które coraz częściej pełnią funkcję "drugiego systemu edukacji".
Rynek korepetycji w Polsce rośnie w szybkim tempie – dziś jego wartość szacuje się na ponad miliard złotych rocznie. Ten trend pokazuje wyraźnie, że szkoła nie odpowiada w pełni na potrzeby uczniów.
W odpowiedzi na to, niektóre szkoły niepubliczne oferują mniejsze klasy, indywidualną opiekę nauczyciela i zajęcia rozwijające umiejętności uczenia się, myślenia krytycznego oraz samodzielności. To przykład, że możliwe jest przygotowanie dzieci do współczesnego świata bez polegania wyłącznie na korepetycjach.
– Jeśli zależy nam na ograniczeniu "nauki po godzinach", powinniśmy w szkołach wzmocnić kompetencje, które dziś najbardziej brakuje: samodzielność, umiejętność uczenia się i krytyczne myślenie – podsumowuje Dorota Żuchowicz. – Rodzice, inwestując w rozwój dziecka, powinni rozważyć nie kolejne korepetycje, ale szkołę, która realnie wspiera te umiejętności.
Źródło: strefaedukacji.pl, cbos.pl
