zamyślona nauczycielka w klasie siedzi w ławce
Nauczyciele odchodzą z zawodu, bo poza szkołą pedagodzy lepiej zarabiają. fot. Natan Yakobs/Unsplash

Nauczyciele mierzą się w pracy z dużą odpowiedzialnością, ogromem obowiązków i zarobkami, które nie zawsze odpowiadają skali ich pracy. Polonistka Aleksandra Korczak otwarcie przyznaje, że bardziej opłaca jej się rozwijać działalność poza szkołą niż pracować na pełen etat. Jej słowa pokazują, dlaczego kolejni doświadczeni pedagodzy mogą decydować się na ograniczenie pracy w szkole.

REKLAMA

Nauczyciele nie są doceniani

O tym, że praca nauczyciela jest wymagająca i odpowiedzialna, a przy tym w polskim systemie wciąż niedoceniana, chyba nie trzeba nikogo przekonywać. Nauczyciele w Polsce nadal zarabiają zbyt mało w stosunku do liczby obowiązków oraz ciężaru odpowiedzialności, jaki niesie ich zawód.

W zamian za to wciąż spotykają się z krytyką, gdy walczą o lepsze zarobki. Dostaje im się za to, że narzekają, a przecież – jak często słyszą – mają wolne wszystkie święta, wakacje i ferie. Mało kto widzi jednak, jak naprawdę wygląda ich praca na co dzień.

Efektem tych kiepskich warunków pracy jest coraz mniejsza liczba pedagogów. Starsi nauczyciele odchodzą na emerytury z ulgą, a młode osoby nie chcą pracować w takich warunkach. W szkołach i przedszkolach zaczyna więc brakować rąk do pracy.

Paradoks tego zawodu w Polsce polega na tym, że osoby, które są w nim najlepsze i mają najwięcej do zaoferowania, coraz częściej z niego odchodzą. Działalność edukacyjna poza szkołą – na przykład w internecie – może być bowiem znacznie bardziej opłacalna niż praca w placówce oświatowej.

"Musiałabym być milionerką..."

O tym, jak trudna jest to praca i jak bardzo realia są niesprawiedliwe, napisała na swoim profilu w mediach społecznościowych Aleksandra Korczak, twórczyni cyfrowa, ale przede wszystkim nauczycielka języka polskiego i etyki w liceum ogólnokształcącym. Kobieta w mediach społecznościowych dzieli się swoimi refleksjami na temat polskiego systemu oświaty i codziennej pracy z uczniami. W jednym z ostatnich wpisów możemy przeczytać:

"Od 1 września nie wracam na cały etat – będę realizować 16, a nie 18 lekcji tygodniowo. Dlaczego? Przyczyn jest kilka. Pierwsza przyczyna jest prozaiczna – chodzi o wynagrodzenie. Jeśli śledzicie mnie w mediach społecznościowych, to wiecie, że mam jakąś tam rozpoznawalność w swojej bańce i podejmuję się różności okołoedukacyjnych i okołoliterackich.

[...] Zajmuje to ułamek czasu, który aktywny zawodowo nauczyciel poświęca swojej pracy, a przynosi nieporównywalnie więcej kasy" – zauważa nauczycielka i dodaje zdanie, które jest niezwykle ważne, sarkastyczne i prawdziwe: "Musiałabym być milionerką, by sobie pozwolić na rezygnację z tych wszystkich aktywności dorywczych na rzecz pełnoetatowej pracy w szkole".

Dalej polonistka wymienia też inne powody, dla których od najbliższego roku szkolnego ograniczy swoją pracę jako nauczycielka: "Praca na pełen etat, jak nazwa wskazuje, pochłania pełen wymiar gotowości zawodowej. Zresztą oznaczałoby to wzięcie kolejnej klasy, czyli nie 18, tylko co najmniej 20 lekcji w tygodniu. Pełen etat zaangażowanej w swoje powołanie polonistki oznacza ciężką harówę w domu – codzienne przygotowywanie lekcji, sprawdzanie stosów wypracowań i próbnych egzaminów.

A ponieważ mam w domu malucha, którego bardzo kocham i z którym chcę spędzać czas, nie mam zamiaru ślęczeć nad papierzyskami więcej, niż mam ochotę. Nie mam na to czasu, potrzebuję posiedzieć z synem w parku" – pisze Korczak i trudno się z nią nie zgodzić.

Poprawcie nauczycielom warunki pracy

Pomijając kwestie macierzyńskie, bo jako kobieta i matka uważam, że decyzja o postawieniu tej roli na pierwszym miejscu wymaga odwagi w dzisiejszych czasach, kiedy nie każdy może sobie na to ekonomicznie pozwolić, decyzja o rezygnacji z części nauczycielskiego zatrudnienia jest smutnym znakiem naszych czasów.

Pedagodzy zarabiają naprawdę kiepskie pieniądze za ogrom pracy, która często jest podyktowana pasją i chęcią pracy z dziećmi i młodzieżą. Realia są jednak takie, że nauczyciele, którzy mają dryg do pracy w mediach – a już szczególnie w mediach internetowych i społecznościowych, gdzie każdy w pewnym stopniu może być dla siebie pracodawcą – mogą finansowo poradzić sobie znacznie lepiej poza placówką edukacyjną.

To może być dla nich atrakcyjna alternatywa i dobrze, że mają taką możliwość. Z drugiej strony oznacza to, że szkoły tracą osoby z doświadczeniem, wiedzą i talentem do pracy z młodymi ludźmi. Kluczem do zmiany powinny być więc lepsze warunki zatrudnienia, aby osoby kończące studia pedagogiczne i nauczycielskie chciały zostać w szkole, a doświadczeni pedagodzy nie musieli wybierać między pasją do nauczania a finansowym bezpieczeństwem.

Bo jeśli najlepsi nauczyciele mogą więcej zarobić poza szkołą niż w klasie, trudno oczekiwać, że system będzie w stanie zatrzymać ich na dłużej. A w konsekwencji problemem nie będzie już tylko wysokość nauczycielskich pensji, ale także to, kto właściwie będzie uczył kolejne pokolenia.