wyjątkowy prezent na urodziny
Prawdą jest, że dzieci dostają zbyt dużo zabawek. Ci rodzice znaleźli na to sposób. pexel.com

Kiedy zbliżają się urodziny dziecka, zwykle zaczynamy zastanawiać się, co mu kupić. Nową grę, klocki, wymarzony gadżet? Julia i Phil od lat nie mają tego problemu. Ich dzieci dostają prezent, którego nie da się zapakować w ozdobny papier.

REKLAMA

Dorie ma dziś 10 lat, a jej młodszy brat Jordan 6. Ich rodzice, Julia Zaborowski-Casper i Phil Casper z Chicago, od lat mają tę samą urodzinową tradycję. Zamiast koncentrować się na prezentach, dają jubilatowi coś cenniejszego – cały dzień tylko dla niego.

Rodzina nazywa ten zwyczaj "The Gift of Time", czyli "prezentem w postaci czasu". Tego dnia rodzice odkładają inne sprawy i poświęcają uwagę jednemu dziecku. Co więcej, to jubilat decyduje, jak będzie wyglądał jego dzień.

Wszystko zaczęło się od pierwszych urodzin córki

Jak opowiedziała Julia w rozmowie z magazynem People, tradycja zaczęła się w 2016 roku, gdy Dorie kończyła rok. Phil niedługo wcześniej założył własną firmę i coraz więcej czasu pochłaniała mu praca. Julia uznała wówczas, że najlepszym prezentem, jaki może dać córce, jest po prostu jego obecność.

Pomysł został z nimi na kolejne lata, a z czasem stał się jednym z najważniejszych rodzinnych zwyczajów.

Nie bez znaczenia były także osobiste doświadczenia Julii. Kobieta straciła ojca, gdy miała zaledwie 8 lat, a mamę, kiedy miała 34 lata. Jak przyznała w rozmowie z People, te doświadczenia bardzo wcześnie uświadomiły jej, jak dużą wartość ma wspólnie spędzony czas.

Gdy urodził się Jordan, tradycja nabrała jeszcze jednego znaczenia. Julia sama jest jedynaczką i dopiero jako mama dwójki dzieci przekonała się, jak trudno czasem znaleźć przestrzeń na bycie sam na sam z każdym z nich.

Dlatego w urodziny cała uwaga należy właśnie do jubilata. Dopiero wieczorem rodzina znów spotyka się w komplecie na wspólnej kolacji.

Hot dog na obiad i hot dog na kolację? Proszę bardzo

Nie chodzi przy tym o zaplanowanie spektakularnego dnia pełnego drogich atrakcji. Kiedy dzieci były mniejsze, rodzice sami wymyślali proste aktywności takie jak wyjście na naleśniki, wizytę w parku czy dzień na plaży. Z czasem zasady się zmieniły. Teraz to dzieci wybierają, co chcą robić.

Jordan podczas jednych z urodzin zażyczył sobie hot doga zarówno na obiad, jak i na kolację. Rodzice zgodzili się bez dyskusji. Chłopiec do dziś miło wspomina ten dzień.

Innym razem urodzinowe plany obejmowały zakupy, wyjście do zoo czy akwarium, a kiedy rodzina mieszkała jeszcze w Nowym Jorku, także przedstawienie na Broadwayu.

Dla dzieci ważna jest jednak nie tylko sama atrakcja. Julia zauważa, że możliwość zdecydowania o tym, jak spędzą własne urodziny, daje im poczucie sprawczości. Przez jeden dzień naprawdę mogą powiedzieć: "dzisiaj robimy to, na co ja mam ochotę".

Prezent, którego nie da się odłożyć na półkę

Oczywiście nie oznacza to, że każde dziecko zamiast wymarzonej zabawki chciałoby dostać cały dzień z mamą czy tatą. Nie musi też chodzić o rezygnowanie z materialnych prezentów. W historii tej rodziny ciekawsze jest coś innego – to, że stworzyli zwyczaj, który powtarzają konsekwentnie od pierwszych urodzin starszej córki.

Dziś Dorie przygotowuje się już do rozpoczęcia kolejnego etapu szkoły, a jej rodzice coraz mocniej zauważają, jak szybko zmienia się dzieciństwo. Pojawiają się zajęcia, sport, spotkania ze znajomymi i coraz więcej własnych planów.

Julia przyznaje, że wraz z dorastaniem dzieci potrzebują oni rodziców w inny sposób, a jednocześnie stają się coraz bardziej niezależne. Urodzinowa tradycja zostaje jednak bez zmian.

Rodzicom zależy przede wszystkim na tym, żeby ich dzieci po latach pamiętały niekoniecznie, co dokładnie robiły w swoje ósme czy dziesiąte urodziny, ale że tego dnia czuły obecność rodzica w stu procentach.

Źródło: Magazyn "People"