Mama z dzieckiem na plaży
Trend "18 summer" miał zwrócić uwagę rodziców na teraźniejszość. pexel.com

18 wakacji. Tyle podobno dostajemy z dzieckiem, zanim dorośnie i zacznie spędzać lato na własnych zasadach. Brzmi bardzo emocjonalnie i pewnie właśnie dlatego trend "18 summers" podbił media społecznościowe. Jest tylko jeden problem. Zamiast cieszyć się tym, co mamy, coraz częściej zaczynamy liczyć, ile nam zostało.

REKLAMA

Wystarczy proste działanie. Jeśli twoje dziecko ma 5 lat, zostało wam 13 wspólnych wakacji. Jeśli ma 10, już tylko osiem. Rodzice nastolatków mogą poczuć jeszcze większy ścisk w żołądku. 15-latek? Według tej teorii przed wami zaledwie trzy ostatnie lata.

Oczywiście jest to skrót myślowy. Dziecko nie przestaje być naszym dzieckiem w dniu 18. urodzin i niekoniecznie właśnie wtedy pojedzie na ostatnie rodzinne wakacje. A jednak "18 summers" działa na wyobraźnię wyjątkowo skutecznie. A to dlatego, że dotyka jednej z najbardziej czułych strun rodzicielstwa – świadomości, że dzieciństwo mija zdecydowanie za szybko.

Tylko 18 wakacji z dzieckiem

Idea stojąca za trendem jest piękna. "18 summers" ma przypominać rodzicom, by nie odkładali wspólnego życia na później. Żeby pojechali nad jezioro, poszli razem na lody, urządzili piknik albo spędzili cały dzień na plaży. A to wszystko dlatego, że za kilka lat dzieci mogą już nie mieć ochoty robić tego z nami.

W mediach społecznościowych można znaleźć filmy pokazujące rodzinne podróże, czy zwyczajne wakacyjne momenty. Do tego melancholijna muzyka. Nie da się jednak pominąć faktu, że oprócz wzruszenia, pojawia się tu także presja.

Emma Brockes w felietonie dla "The Guardian" zwraca uwagę, że zamiast cieszyć się wakacjami, zaczynamy odliczać czas do momentu, kiedy dzieci przestaną być dziećmi. Coś, co miało zachęcać do bycia tu i teraz, paradoksalnie kieruje naszą uwagę w przyszłość i każe myśleć o tym, co za chwilę stracimy.

Każde lato musi być wyjątkowe?

Bo skoro mamy ich tylko 18, szkoda którekolwiek "zmarnować". I tutaj niewinne hasło zaczyna przypominać kolejne rodzicielskie zadanie. Wakacje nie mogą być po prostu wakacjami. Powinny być czasem budowania więzi, tworzenia wspomnień i kolekcjonowania doświadczeń, które dziecko będzie pamiętało do końca życia.

Tymczasem rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Rodzice nie mają tyle wolnego, co dzieci. Pojawiają się wyrzuty sumienia, że zamiast kolejnego dnia na osiedlowym placu zabaw powinniśmy pokazać dziecku coś nowego, spędzić razem czas. Inne rodziny podróżują, zwiedzają, pływają kajakami i oglądają razem zachody słońca, my również powinniśmy tak spędzać czas, żeby nie zmarnować dzieciństwa. Powinniśmy tworzyć wspomnienia na lata, a nie po prostu starać się jakoś zapełnić dziecku dzień. Tyle że nie zawsze mamy pełną kontrolę nad tym, co nasze dzieci zapamiętają.

Najlepsze wspomnienia często są zupełnie zwyczajne

Dorośli doskonale wiedzą, jak nieprzewidywalnie działa pamięć z dzieciństwa. Możemy nie pamiętać niemal niczego z drogiego wyjazdu, za to dokładnie wiedzieć, jak smakowały lody kupowane w budce obok domu babci. Pamiętać wieczorne siedzenie na balkonie, zapach działki po deszczu albo zabawę z dzieciakami z sąsiedztwa.

Dla dziecka wartością nie musi być liczba atrakcji. Wakacje mogą oznaczać także późniejsze chodzenie spać, śniadanie jedzone w piżamie, kąpiel w dmuchanym basenie czy całe popołudnie spędzone z kolegami.

Mogą oznaczać również nudę. I może właśnie to coraz trudniej nam zaakceptować. Media społecznościowe przyzwyczaiły nas do oglądania skondensowanych wersji cudzego lata. Nie widzimy godzin pomiędzy tymi kadrami. Kłótni rodzeństwa, marudzenia, zmęczonych rodziców i dnia, w którym wszystkim najbardziej chciało się zostać w pokoju. Tak też wygląda wspólnie spędzony czas.

Nie musimy wykorzystać każdej chwili

"18 summers" trafia więc w pewną pułapkę współczesnego rodzicielstwa. Z jednej strony nieustannie słyszymy, że mamy być bardziej obecni i doceniać dzieciństwo swoich dzieci. Z drugiej, właśnie ta świadomość może sprawić, że zamiast cieszyć się wspólnym czasem, zaczynamy oceniać, czy wykorzystujemy go wystarczająco dobrze i denerwować się, kiedy tak nie jest.

A przecież nie każda chwila z dzieckiem musi być wartościowa, rozwijająca albo godna zapamiętania. Nie każdy weekend trzeba wykorzystać maksymalnie. Nie każde lato musi być "najlepszym latem dzieciństwa". Czasami naprawdę można przesiedzieć pół dnia w domu, zamówić pizzę i nie stworzyć przy tym żadnego spektakularnego wspomnienia. Takie podejście jest bardzo uwalniające i nie wywołuje niepotrzebnej presji.

Źródło: The Guardian