
Przez cały rok odliczałam dni do zakończenia roku szkolnego. Kilka dni wakacji wystarczyło, żebym zrozumiała, że szkolna rutyna zdejmowała z rodziców ogromną część codziennych obowiązków. Dziś wiem, że choć często narzekamy na szkołę i nauczycieli, bez nich wychowanie dzieci byłoby znacznie trudniejsze.
Rok szkolny wszystkich wymęczył
Przez cały rok narzekałam na szkolny chaos. Na poranne wstawanie, szukanie drugiego buta, podpisywanie zgód, sprawdzanie dziennika elektronicznego i ciągłe przypomnienia o konkursach, wycieczkach oraz strojach na przedstawienia. W czerwcu miałam już serdecznie dość. Liczyłam dni do zakończenia roku szkolnego i marzyłam o tym, żeby w końcu nie nastawiać budzika.
A potem przyszły wakacje. I nagle zrobiło się dziwnie cicho. Nie chodzi o to, że dzieci przestały mówić. Wręcz przeciwnie. Mam wrażenie, że od rana do wieczora słyszę tylko: "Mamo, co robimy?", "Mamo, nudzi mi się", "Mamo, mogę do kolegi?". Szkolny chaos zniknął, ale jego miejsce bardzo szybko zajął wakacyjny chaos. Tylko że tym razem cała organizacja spadła na rodziców.
Podejrzewam, ze większość rodziców tak jak ja przez cały rok narzeka na szkołę. Na kartkówki, sprawdziany, poprawianie ocen, zebrania, wiadomości od nauczycieli i niekończące się obowiązki. Trzeba do tego wozić dzieci na zajęcia dodatkowe, gonimy w trakcie tygodnia swoje ogony między pracą a domowymi obowiązkami.
Pod koniec czerwca wszyscy są zmęczeni. Nauczyciele mają za sobą wystawianie ocen i zamykanie roku szkolnego. Dzieci są wyczerpane nauką. Rodzice również mają poczucie, że dobiegli do mety po bardzo długim biegu. Tylko że ten odpoczynek trwa zaskakująco krótko.
Ale wakacje też nas wykończą
Już po kilku dniach zaczynają się rozmowy rodziców o pomysłach na opiekę, półkolonie, wyjazdy i urlopy. Trzeba pogodzić grafik pracy z grafikiem wakacji dzieci. Trzeba wymyślać atrakcje, organizować czas i pilnować, żeby wakacje nie zamieniły się w dwa miesiące siedzenia przed ekranem. Do tego dochodzą koszty.
Półkolonie, bilety do kina, różnych atrakcji, lody i wakacyjne wyjazdy potrafią pochłonąć więcej pieniędzy niż wielu rodziców początkowo zakłada. I właśnie wtedy zaczynam łapać się na pewnej niewygodnej myśli. Trochę jednak tęsknię za szkołą.
Nie za odrabianiem lekcji ani za porannym pośpiechem. Tęsknię za tym, że przez kilka godzin dziennie ktoś inny przejmował część odpowiedzialności i opieki za moje dzieci. Synowie mieli plan dnia, kontakt z rówieśnikami, zajęcia i ludzi, którzy uczyli ich nie tylko matematyki czy języka polskiego, ale również współpracy, cierpliwości i funkcjonowania w grupie.
Mam wrażenie, że kiedyś rodzice podchodzili do tego trochę inaczej. Dzieci więcej czasu spędzały same na podwórku, częściej organizowały sobie dzień bez udziału dorosłych, a rodzice nie mieli poczucia, że każda godzina musi być wartościowa i rozwijająca.
Sama wakacje z dzieciństwa wspominam jako beztroskie bieganie między blokami całe dnie z koleżankami. Dzisiaj chcemy być bardziej obecni i jesteśmy bardziej świadomi. Staramy się rozmawiać, wspierać, rozwijać pasje, budować relacje i zapewniać dzieciom ciekawe doświadczenia. To wszystko jest dobre. Problem w tym, że kosztuje mnóstwo energii.
Dziś wychowujemy inaczej
Jesteśmy zmęczeni nie dlatego, że nie kochamy swoich dzieci, wręcz przeciwnie. Jesteśmy zmęczeni właśnie dlatego, że bardzo się staramy. Chcemy być dobrymi rodzicami. Chcemy mieć czas, cierpliwość i pomysły. Chcemy wychowywać świadomie. Czasami jednak zapominamy, że świadome rodzicielstwo nie oznacza, że musimy przez całe wakacje pełnić rolę animatora, nauczyciela, kierowcy, psychologa i organizatora wycieczek jednocześnie.
Dlatego z każdym kolejnym dniem wakacji coraz lepiej rozumiem, dlaczego pod koniec sierpnia wielu rodziców z ulgą odprowadza dzieci do szkoły. I tu wcale nie ma co sobie żartować z tych "wyrodnych rodziców". Oni wcale nie chcą się ich pozbyć. Po prostu dla nich szkoła jest ważnym partnerem w wychowaniu.
To zabawne, jak łatwo przez cały rok krytykujemy nauczycieli. Narzekamy na zadania domowe, oceny, wymagania i organizację. Oczywiście szkoła nie jest idealna i zawsze znajdzie się coś do poprawienia.
Jednak gdy przez dwa miesiące cała odpowiedzialność za zorganizowanie dzieciom każdego dnia spoczywa wyłącznie na rodzicach, nagle dużo łatwiej docenić pracę ludzi, którzy przez dziesięć miesięcy pomagają nam w tym ogromnym przedsięwzięciu, jakim jest wychowanie młodego człowieka.
Po wakacjach znowu pewnie będę narzekać na poranne pobudki, zagubione zeszyty i wiadomości na grupie rodziców wysyłane późnym wieczorem. Pewnie znowu pomyślę, że szkolny kalendarz jest szalony. Ale dzisiaj, na samym początku 2-miesięcznych wakacji, potrafię uczciwie przyznać jedno. Przez cały rok narzekałam na szkolny chaos. Teraz trochę będzie mi go brakować.
Zobacz także




