
Przedszkolna zabawa w ślub zwykle jest niewinnym elementem dziecięcego świata. Jednak w jednym z przedszkoli poszło to o krok za daleko – w organizację "uroczystości" zaangażowano nawet Urząd Stanu Cywilnego. Publiczne publikowanie zdjęć dzieci z tego wydarzenia wywołało falę krytyki i ponownie rozpętało dyskusję o bezpieczeństwie wizerunku najmłodszych w sieci.
Przedszkolna zabawa w ślub
Chyba każdy, kto w dzieciństwie chodził do przedszkola, przeżył sytuację zauroczenia kolegą albo koleżanką z grupy. To takie pierwsze, niewinne relacje, które uczą najmłodszych bardzo wiele o emocjach. Nie wiem, jak inni, ale ja jako dziecko lat 90. również przeżyłam w przedszkolu takie zauroczenie – podobnie jak kilka moich koleżanek z grupy.
Bawiliśmy się w przedszkolnym ogrodzie w organizowanie ślubu, sypanie kwiatków przed panną młodą, a rówieśnicy dołączali do zabawy, bili brawo i śmiali się, wołając, że państwo młodzi muszą się pocałować.
Naśladowanie dorosłych jako naturalny etap rozwoju
To naturalny sposób dzieci na rozwój – odgrywają sceny, które obserwują u dorosłych. W ten sposób uczą się życia społecznego, relacji i integracji w grupie. To całkowicie normalny element rozwoju kilkulatków. Eksperci od dawna mówią o korzyściach płynących ze swobodnej zabawy, która jest dla dziecka biologiczną koniecznością i intensywnym treningiem emocjonalnym.
Kilka lat temu podobna sytuacja wydarzyła się również w grupie mojego syna, kiedy chodził do zerówki. Po powrocie z przedszkola opowiadał z przejęciem, że dziewczynki znalazły w ogródku listki i kwiatki do sypania, a potem pół grupy tańczyło na weselu na przedszkolnym placu zabaw. Dziś wspominam to jako coś uroczego i rozczulającego, ale też typowego dla dziecięcej zabawy. Kilkulatki naśladują dorosłych, uczą się zwyczajów i społecznych zachowań.
To wszystko odbywa się jednak na poziomie spontanicznej zabawy między dziećmi. Co innego, gdy organizacja takiego "ślubu na niby" zaczyna przybierać poważniejszą formę. Gdy angażują się w to nauczyciele, rodzice, a nawet Urząd Stanu Cywilnego.
Przedszkole we współpracy z rodzicami i USC
Niedawno taka sytuacja miała miejsce w jednym z koszalińskich przedszkoli. Trafiłam na zdjęcia tej uroczystości na Facebooku placówki zupełnie przypadkiem – wyświetliły mi się jako proponowana treść.
I muszę przyznać, że poczułam dreszcz żenady i niepokoju. Na fotografiach widać było dzieci ubrane w odświętne stroje ślubne i ich wyraźnie spięte, przestraszone twarze. Zdjęcia były dostępne publicznie dla wszystkich internautów. Pomyślałam wtedy, że dziecięca zabawa przestała być niewinnym sposobem spędzania czasu. Stała się wydarzeniem zorganizowanym przez dorosłych – rodziców i nauczycieli – w które zaangażowano nawet urząd i urzędnika prowadzącego "ceremonię".
Wydało mi się to po prostu dziwne, trochę upiorne i zwyczajnie niepotrzebne. Rozumiem, że dorośli chcieli pokazać dzieciom, jak wygląda ślub, jak przebiega ceremonia w USC i jakie formalności się z tym wiążą. Tylko czy naprawdę trzeba było organizować coś takiego z udziałem kilkulatków?
Dzieci na zdjęciach wyglądały raczej na sparaliżowane emocjami niż szczęśliwe i rozbawione. O tym, jak wygląda ślub cywilny, można przecież opowiedzieć w zupełnie inny sposób – bez stawiania przedszkolaków przed prawdziwym urzędnikiem i bez odgrywania ceremonii niemal jeden do jednego.
Dodatkowo bardzo niepokojące było dla mnie to, że te zdjęcia pojawiły się na mojej tablicy w mediach społecznościowych. Mieszkam na Mazowszu, kilkadziesiąt kilometrów od Warszawy, a fotografie pochodziły z przedszkola w Koszalinie. Oznacza to, że wizerunki dzieci zostały opublikowane publicznie i mógł zobaczyć je absolutnie każdy. To zjawisko jest dziś tak powszechne, że zdjęcia dzieci zalewają profile przedszkoli na Facebooku, a wątpliwości w tej sprawie zgłosił już Rzecznik Praw Dziecka.
Na szczęście post wywołał spore oburzenie wśród komentujących. Przedszkole dostało tyle negatywnych wypowiedzi o zdarzeniu, że od razu usunęło wpis. Dlatego też tutaj brak linku do konkretnych zdjęć czy postu na Facebooku. Dodatkowo nie chciałabym obrzucać błotem tej konkretnej instytucji, wierząc, że na tym jednym błędzie władze placówki czegoś się nauczą.
KidsAlert apeluje o zakaz publikacji wizerunku już jakiś czas
Tym bardziej dziwi mnie to w kontekście ostatnich działań organizacji KidsAlert, która alarmuje, że szkoły i przedszkola coraz częściej nadużywają publikowania wizerunku dzieci w mediach społecznościowych. Organizacja zwróciła się nawet do Ministerstwa Edukacji Narodowej z apelem o wprowadzenie ograniczeń dotyczących publikacji zdjęć uczniów i przedszkolaków na profilach placówek. Chodzi o fotografie, które mogą być dla dzieci zawstydzające, naruszające ich prywatność lub godność. Warto pamiętać, że sharenting, czyli publikowanie zdjęcie dziecka jest niczym wrzucenie jego numeru PESEL do dzieci – konsekwencje dla najmłodszych mogą być znacznie poważniejsze, niż się rodzicom i nauczycielom wydaje.
KidsAlert podkreśla, że otrzymuje ogromną liczbę zgłoszeń dotyczących materiałów publikowanych przez szkoły i przedszkola. Jak przyznała Kinga Szostko z organizacji, wiele z tych treści "odziera dzieci z godności i prawa do prywatności".
MEN reaguje na publikowanie zdjęć dzieci – kuratoria mają przypominać placówkom o ostrożności przy publikowaniu wizerunku dzieci. Resort edukacji przyznał również, że takie zdjęcia często nie powinny trafiać na ogólnodostępne profile, bo wiąże się to z ryzykiem hejtu, cyberprzemocy i utraty kontroli nad rozpowszechnianiem fotografii. Konsekwencje dla najmłodszych potrafią być długofalowe – warto przeczytać, jak zachowuje się dziecko, które jest hejtowane, by zrozumieć skalę zagrożenia.
I właśnie dlatego cała sytuacja z przedszkolnym ślubem wydaje mi się tak niepokojąca. Naprawdę trudno uwierzyć, że tylu dorosłych – nauczyciele, rodzice i pracownicy instytucji – uznało ten pomysł za świetną zabawę i nikt nie zatrzymał się choć na chwilę, by pomyśleć o dzieciach.
O tym, że dla kilkulatka taka sytuacja może być zwyczajnie stresująca, niezrozumiała i przytłaczająca. Że to już nie jest zabawa dzieci. Publiczne publikowanie zdjęć z takiej "uroczystości" może w przyszłości wywołać u nich wstyd albo stać się powodem przykrych komentarzy i reakcji w sieci.
Dziecięca zabawa powinna pozostać dziecięcą zabawą – spontaniczną, bezpieczną i wolną od presji dorosłych. A nie widowiskiem organizowanym pod zdjęcia na Facebooka.
Zobacz także
