
Fundacja Kids Alert ostrzega przed kolejnym niepokojącym trendem wśród dzieci. Na Snapchacie uczennice z najmłodszych klas publikują nagrania o "zdradach" swoich chłopaków, a starsze dziewczynki wyśmiewają je w sieci. Eksperci alarmują, że problemem jest nie tylko sam trend, ale też ogromna liczba dzieci korzystających z aplikacji, która tak naprawdę pozostaje poza realną kontrolą dorosłych.
Jak pisze fundacja w poście na @kidalertapp, dziewczynki z pierwszych, drugich i trzecich klas szkoły podstawowej publikują na Snapchacie materiały o rzekomych „zdradach" swoich chłopaków. Jeszcze bardziej niepokojące jest to, co dzieje się później. Starsze uczennice — z klas 4–6 — reagują na te treści wyśmiewając młodsze, tworząc z tego publiczne „widowisko".
To nie jest już niewinna zabawa w dorosłość
Jak podkreśla fundacja, tego typu zachowania to wchodzenie w schematy relacji i zachowań, na które dzieci nie są gotowe. Problemem nie jest jednak tylko sam trend — tylko coś znacznie poważniejszego: skala obecności dzieci na platformach, które z założenia nie są dla nich przeznaczone.
Snapchat formalnie dostępny jest od 13. roku życia, ale w praktyce wystarczy wpisać dowolną datę urodzenia. I nagle dziecko trafia do świata, w którym nikt realnie nie kontroluje tego, co widzi i z kim rozmawia. Warto przy tym pamiętać, że jak obejść kontrolę rodzicielską — dzieci znają na to sposoby i robią to regularnie, podczas gdy rodzice są przekonani, że urządzenie jest zabezpieczone.
Eksperyment, który wiele mówi
Z relacji fundacji wynika, że już kilka minut po założeniu konta z wizerunkiem 12-latki pojawiły się propozycje o charakterze seksualnym od dorosłych mężczyzn. To pokazuje, jak szybko dzieci mogą zostać wystawione na treści, które są dla nich nie tylko nieodpowiednie, ale po prostu niebezpieczne. Mechanizm ten dobrze zna każdy łowca pedofilów — sprawcy działają szybko i metodycznie, a platformy ze znikającymi wiadomościami są dla nich szczególnie atrakcyjne.
Dodatkowo Snapchat oferuje funkcje, które tylko zwiększają ryzyko — znikające wiadomości, dostęp do lokalizacji czy prywatne rozmowy, które trudno monitorować. To sprawia, że dzieci stają się praktycznie niewidoczne dla dorosłych, ale jednocześnie łatwo dostępne dla osób o złych intencjach.
Dane, które są porażające
Według szacunków przywoływanych przez fundację, na TikToku w Polsce jest ponad 1,2 mln dzieci w wieku 7–12 lat. Na Snapchacie — nawet około 2 mln. Dla porównania wszystkich uczniów szkół podstawowych jest ok. 3,23 mln. Skala problemu robi wrażenie, a badania potwierdzają, że milion dzieci poniżej 13 lat w social mediach to nie jest żadna przesada — eksperci biją na alarm już od dłuższego czasu.
Jeszcze bardziej niepokojące jest to, że — jak wskazują autorzy posta — reakcje platformy na zgłoszenia są znikome, a realnego wsparcia czy odpowiedzialności trudno się doszukać.
Burza w komentarzach: rodzice czy państwo?
Pod postem Kids Alert rozpętała się prawdziwa burza. Jedni uważają, że odpowiedzialność powinna być egzekwowana prawnie: „Państwo powinno w końcu wziąć się za rodziców i karać za brak kontroli nad tym, z czego korzystają dzieci".
Inni całą winę wrzucają na rodziców: „Nie jestem w stanie zrozumieć, jak dzieci w pierwszych klasach mają smartfony z social mediami. Rodzice, obudźcie się w końcu" — grzmią komentarze.
Pojawiają się też głosy bardziej refleksyjne, mówiące o bezradności wielu rodziców, którzy nie zdają sobie sprawy z tego, czym dzieci zajmują się korzystając z telefonu. Bicie się w pierś, że jako rodzice oddaliśmy dzieciom technologię zbyt szybko, często bez rozmowy, bez tłumaczenia, bez stawiania jakichkolwiek granic.
Co widzą dzieci, czego nie widzą rodzice
Wizualnie dobitnie ujął to organizacja Smartphone Free Childhood — ten film wywołuje ciarki, tak smartfony wpływają na dzieci. Pokazuje on, co dosłownie znajduje się w sypialni dziecka po tym, jak damy mu telefon i życzymy dobranoc. To nie jest metafora. To codzienność milionów rodzin.
Czy prawo nadąży za rzeczywistością?
Skala zjawiska i zagrożenia czyhającego na dzieci w internecie jest piorunująca. Dlaczego zdajemy się być bezradni wobec tego zjawiska? Nie bez powodu trwają prace legislacyjne — zakaz mediów społecznościowych z wyższym limitem wieku, nad którym pracują MEN i posłowie KO, to krok w dobrym kierunku, ale sam zakaz bez edukacji rodziców i realnej weryfikacji wieku to nadal za mało.
Może po prostu zadajemy sobie niewłaściwe pytanie? Nie powinniśmy pytać, czy dzieci powinny być w social mediach, ale czy my — jako dorośli — naprawdę nadążamy za światem, do którego je wpuszczamy.
Źródło: instagram.com/kidsalertapp
Zobacz także
