
Dzisiejsze dzieci żyją jednocześnie w dwóch światach – realnym i cyfrowym. Konflikty z klasy coraz częściej nie kończą się po ostatnim dzwonku, lecz przenoszą się do telefonów i klasowych grup w komunikatorach. Psycholog zwraca uwagę, że dla wielu uczniów oznacza to przemoc emocjonalną, która trwa nawet 24 godziny na dobę.
Dzieci dziś żyją w dwóch światach
W dzisiejszych cyfrowych czasach, kiedy niemal każdy dorosły i większość dzieci mają własne smartfony, wszyscy żyjemy trochę w dwóch światach równolegle. Z jednej strony fizycznie chodzimy do pracy i szkoły, wypełniamy obowiązki zawodowe i rodzinne. Z drugiej – nasza obecność w świecie wirtualnym jest równie wyraźna.
Udzielamy się w mediach społecznościowych, rozmawiamy z ludźmi z całego świata i nieustannie konsumujemy treści z różnych miejsc. Już dziś widać, że funkcjonowanie w tej cyfrowej przestrzeni nie zawsze dobrze wpływa na nasze emocje i zdrowie psychiczne. W przypadku dzieci sytuacja bywa jeszcze trudniejsza.
Ostatnio bardzo trafnie napisał o tym psycholog Marcin Rybak, który w swoich mediach społecznościowych Psychologiczny Kompas Jutra dzieli się refleksjami na temat różnych zjawisk związanych m.in. z rodziną, rodzicielstwem i dziećmi.
"Kiedy my byliśmy dziećmi i ktoś powiedział nam coś okrutnego w szkole, bardzo to bolało. Ale wiecie co? Ostatni dzwonek kończył lekcje, szło się do domu i często po prostu zapominało. Dziś chcę się z Wami podzielić tym, jak to wygląda teraz. To idzie z dziećmi do domu. A wiecie jak? Przez powiadomienia w telefonie, typu: Usuńcie go z grupy. Nikt tu nie chce go/jej" – pisze Rybak.
Zobacz także
Problemem jest przemoc emocjonalna
W dalszej części wpisu przyznaje, że wiele dzieci, które doświadczają odrzucenia w grupie rówieśniczej, trafia później do jego gabinetu.
"W gabinecie nieraz dziecko siedzi naprzeciwko mnie i mówi: Panie Marcinie, klasa mnie nie chce. Oni mają grupę w internecie beze mnie" – opisuje psycholog. Pokazuje to, jak bardzo współczesna rzeczywistość, w której dziecko czy nastolatek niemal stale trzyma w ręku telefon, jest trudna i wymagająca. Także dla rodziców, którzy muszą jakoś unieść ten ciężar emocji i pomóc swojemu dziecku.
Na koniec psycholog dodaje:
"Bo wykluczenie kiedyś kończyło się pod szkołą. A dzisiaj potrafi trwać 24 godziny na dobę przez cały tydzień. W weekendy i święta też. Bo dla dziecka usunięcie z grupy to nie jest techniczna opcja w telefonie. Wiecie, co to jest? To jest społeczne wygnanie. To jest przemoc emocjonalna. A żadne dziecko nie powinno dorastać z poczuciem, że jest kimś, kogo można po prostu usunąć z przestrzeni – nawet jeśli jest to przestrzeń wirtualna – z dnia na dzień".
W tym kontekście o krzywdzie, jaką mogą nieść grupy klasowe w komunikatorach, pisała jakiś czas temu moja redakcyjna koleżanka Justyna Smolińska. W tamtym artykule przywołane zostały słowa innego psychologa, Piotra Szwendowskiego, który krytykował takie grupy słowami: "Problemem nie jest tylko hejt. To także normalizowanie agresywnego języka i przekraczania granic".
Musimy edukować i uświadamiać
Uczestnictwo w wielu komunikatorach i mediach społecznościowych jest formalnie dozwolone dopiero od 13. roku życia. Wielu specjalistów uważa jednak, że ta granica powinna być znacznie wyższa – zwłaszcza że młodsze dzieci często korzystają z nich mimo ograniczeń, obchodząc system.
Problem polega na tym, że klasowe grupy i komunikatory mogą bardzo silnie uderzać w poczucie własnej wartości. Sprawiają też, że doświadczenie przemocy emocjonalnej nie kończy się po lekcjach, lecz towarzyszy uczniowi praktycznie bez przerwy.
To pokazuje, że rozmowa o obecności dzieci w świecie cyfrowym jest dziś konieczna jak nigdy wcześniej. I że potrzebne są te wszystkie ograniczenia, które planuje rząd, ale obok nich powinniśmy rozmawiać o higienie cyfrowej i mądrym wychowywaniu rodziców w tym kontekście. Smartfon sam w sobie nie jest wrogiem, ale bez wsparcia dorosłych może stać się narzędziem pogłębiającym samotność i wykluczenie.
Dlatego tak ważne jest, aby rodzice i szkoła uczyli dzieci nie tylko korzystania z technologii, lecz także budowania relacji, stawiania granic i reagowania na krzywdę. Bo w świecie, w którym relacje przeniosły się częściowo do internetu, troska o emocje młodych ludzi powinna być równie realna jak ich codzienne życie offline.
