
Miały pomagać w przekazywaniu lekcji i informacji o sprawdzianach. Coraz częściej stają się jednak miejscem wyzwisk, ankiet typu "kto jest najgłupszy w klasie" i treści, których dzieci nie powinny oglądać. Czy klasowe grupy to niewinna forma kontaktu, czy realne zagrożenie dla zdrowia psychicznego i bezpieczeństwa najmłodszych? Pytamy rodziców i ekspertów.
W założeniu miały pomagać. Przekazywać informacje o pracy domowej, przypomnieć o sprawdzianie czy zapewnić kontakt, gdy ktoś na przykład był chory. Dziś – jak mówią rodzice – coraz częściej są miejscem wyzwisk czy nawet przesyłania treści, których dzieci w ogóle nie powinny oglądać. Jedna z mam napisała wprost: "Z tego robi się arena hejtu, nic więcej".
"Była afera z ankietą, kto najgłupszy"
Mama ucznia z piątej klasy opowiada, że zaraz po utworzeniu grupy, miała miejsce "afera z ankietą". Ktoś stworzył głosowanie: "kto jest najgłupszy w klasie, kogo nikt nie lubi". Sprawa trafiła do wychowawczyni, była rozmowa, nawet wizyta policji w szkole. – Teraz jest spokój. Wysyłają sobie memy i informacje o zadaniach. Cieszę się, że ktoś to zgłosił, bo milczenie daje przyzwolenie i pewnie tak by było do tej pory – mówi.
Piotr Szwędrowski, ekspert zdrowia psychicznego i prezes Fundacji Rozwoju Młodego Pokolenia: "Z badań NASK "Nastolatki 2024" wiemy, że co trzeci młody człowiek doświadcza przemocy w internecie. 29 proc. wyzywania, 19 proc. ośmieszania. A prawie połowa nic z tym nie robi. Zamknięte grupy klasowe to dużo treści, mało nadzoru, silna presja grupy".
"Problemem nie jest tylko hejt. To także normalizowanie agresywnego języka i przekraczania granic" – dodaje.
"Moje dziecko zaczęło się zmieniać"
Inna mama wspomina, że córka w czwartej klasie zaczęła wracać z telefonem przyklejonym do ręki. Pojawiły się humory, trzaskanie drzwiami, wieczne napięcie. – Na grupie były przekleństwa, wyzwiska, obrażanie się. Odcięłam ją od tego i wróciła na "normalne tory" – wyjaśnia mama.
Piotr Szwędrowski
ekspert zdrowia psychicznego i prezes Fundacji Rozwoju Młodego Pokolenia
Średni czas spędzany online przez nastolatków to dziś niemal 5 godzin dziennie. A pierwszy kontakt z pornografią – według badań – przypada średnio na 11. rok życia.
"W realu 90 proc. tych słów by nie padło"
Rodzice często podkreślają, że język na grupach jest znacznie ostrzejszy niż w klasie. – Wstyd to czytać. Mam nadzieję, że w realnym życiu 90 proc. tych słów by nie padło, bo ciężko to sobie wyobrazić – pisze jedna z mam.
Karolina Praszek-Gołębiewska, ekspertka ds. ochrony danych osobowych, zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt: złudne poczucie bezpieczeństwa. – Dzieci w zamkniętych grupach czują się swobodnie. Nie rozumieją, że każdą wiadomość można zapisać, zrobić zrzut ekranu i przekazać dalej. Internet nie zapomina, a cyfrowy ślad może ciągnąć się latami – podkreśla.
To właśnie tam pojawiają się pierwsze nagie zdjęcia, szantaże czy próby wyłudzeń. Badania pokazują, że co czwarty nastolatek otrzymał czyjeś intymne zdjęcia, a co dziewiąty spotkał się z dorosłym poznanym wyłącznie w sieci.
"Zabranianie nie jest kluczem"
Nie wszyscy rodzice są jednak za radykalnym odcinaniem dzieci od grup. – Jak nauczyć dziecko asertywności i bycia częścią grupy, jeśli zabronimy mu kontaktu w czatach? Świat nie jest różowy. Te same dzieci z czatu to te w klasie – argumentuje jedna z mam, która jest przeciwna zabranianiu dzieciom uczestniczenia w grupach klasowych.
Nasz ekspert od zdrowia psychicznego młodzieży częściowo się z tym zgadza. – Sam zakaz rzadko rozwiązuje problem. Najsilniejszym czynnikiem ochronnym jest relacja z rodzicem. Badania pokazują, że 66 proc. rodziców uważa, że dziecko przyjdzie do nich po pomoc, ale młodzi deklarują to znacznie rzadziej. Rozmowę trzeba prowadzić wcześniej, zanim wydarzy się coś trudnego – mówi Szwędrowski.
Ekspert wyjaśnia także, że powodem, dla którego dzieciaki milczą, jest strach przed utratą telefonu. Boją się, że jak się poskarżą, że dzieje się coś złego, to rodzice mu go zabiorą.
Zamiast więc serwować dziecku wykład, lepiej zapytać: "Co dziś było fajnego na waszej grupie? A co było nie w porządku?".
Warto też ustalić z dzieckiem plan. "Gdy coś cię niepokoi – nie odpisuj, zrób zrzut ekranu i przyjdź do mnie."
– W polskich danych dotyczących zdrowia psychicznego widać, że problemy emocjonalne dotyczą już ok. 65 proc. dzieci i młodzieży, a blisko 80 proc. młodych w kryzysie nie mówi o tym dorosłym. Dlatego najważniejszą "diagnostyką" rodzica jest nie "przesłuchanie", tylko codzienny, życzliwy kontakt. Wtedy zmiany w zachowaniu łatwiej zauważyć wcześnie – zaznacza Piotr Szwędrowski.
Po czym poznać, że coś jest nie tak?
Eksperci jednogłośnie wskazują na sygnały ostrzegawcze mówiące o tym, że na grupie (czy ogólnie w internecie) spotkało je coś złego.
Może być to nagłe chowanie telefonu, agresja przy prośbie o jego odłożenie, niechęć do szkoły, problemy ze snem, wycofanie albo przeciwnie – nadmierne pobudzenie. – Dzieci w silnym napięciu często nie powiedzą wprost, że ktoś je upokorzył. Zareagują zmianą zachowania. To nie "zły charakter", tylko reakcja na stres – podkreśla Praszek-Gołębiewska.
Zobacz także
Telefon to nie tylko komunikator
W dyskusji o grupach klasowych łatwo zapomnieć, że smartfon to nie tylko czat z rówieśnikami. – To urządzenie zbierające dane, lokalizację, historię aktywności. Kilkulatek nie ma kompetencji, by rozpoznać manipulację czy próbę wyłudzenia informacji. Im później własny telefon z internetem, tym bezpieczniej – zaznacza ekspertka ds. ochrony danych.
Karolina Praszek-Gołębiewska
ekspertka ds. ochrony danych osobowych
Organizacje takie jak WHO czy American Academy of Pediatrics zalecają, by najmłodsze dzieci w ogóle unikały ekranów, a w wieku przedszkolnym korzystały z nich krótko i pod opieką dorosłych.
A może to odzwierciedlenie współczesnych relacji?
Czy więc grupy klasowe są realnym zagrożeniem? Dla jednych to będzie "arena hejtu", dla innych – po prostu odbicie specyficznych relacji, które i tak istnieją w klasie wśród współczesnych dzieci i młodzieży.
Jedno jest pewne – największym zagrożeniem nie jest sam ekran, lecz to, co dzieje się za nim – presja grupy, brak kontroli impulsów, anonimowość i brak świadomości konsekwencji.
Zabronić czy pozwolić? Być może właściwe pytanie brzmi inaczej – czy nasze dzieci są gotowe na to, co dzieje się w tych grupach i czy my jesteśmy gotowi być dla nich pierwszym bezpiecznym kontaktem, gdy coś pójdzie nie tak? Tu pytanie powinno być raczej o to, jakie ryzyko podejmujemy my rodzice, wprowadzając dzieci w cyfrowy świat.
Nasi eksperci:
