
Na polskich porodówkach nadal brakuje empatii pracowników, szacunku do rodzącej i zapewnienia jej potrzebnej intymności. W poruszającym wpisie na Facebooku blogerka i promotorka karmienia piersią Hafija zdecydowała się na dość kontrowersyjne porównanie. Przyznała, że rodzące kobiety często doświadczają gorszego traktowania niż rodzące suczki.
Nawet suczki mają lepiej niż kobiety
To, jak kobiety rodzące są czasem traktowane w szpitalach, wciąż jest gorącym tematem wielu dyskusji. Mimo tego, że żyjemy w XXI wieku i szacunek w szpitalu należy się każdemu, a szczególnie jest potrzebny w tak intymnej sytuacji, jaką jest poród. O tym, jak faktycznie traktuje się w wielu polskich szpitalach kobiety rodzące, napisała na Facebooku Agata Aleksandrowicz, znana w sieci jako Hafija.
W poruszającym poście opisała to, jak ostatnio oglądała film o porodzie piesków, który wywołał w niej poruszenie i refleksję o porodach kobiet. "[...] Zapewnia się jej ciszę i spokój i nie wolno wprowadzać nerwowej atmosfery. Ma swój własny kojec, w którym jest bezpieczna i ukryta przed spojrzeniami innych suczek.
Po porodzie mama suka wypoczywa i spędza czas z maluchami. Dostaje pod nos odżywcze jedzenie i wodę. Mamę sukę traktuje się z delikatnością, bo zbyt intensywne zabiegi, zmiany czy zmuszanie do rozdzielenia ze szczeniakami mogą sprawić, że mama odrzuci dzieci. Suczka dostaje od właściciela dużo uwagi, opieki i czasu na karmienie.
Na jednym z ujęć z filmu widać, jak mama leży sobie na posłaniu, podsypia, wylizuje maluszki w codziennej toalecie, szczeniaczki jedzą mleko lub śpią koło mamy i podpis do tego ujęcia brzmiał: 'Zapracowana mama'" – napisała na Facebooku Hafija. Przyznała, że te obrazy skłoniły ją do smutnych wniosków, że polskie kobiety na porodówkach często mają dużo mniej godne warunki. Nie są też traktowane z taką troską, cierpliwością i spokojem, jak wiele suczek podczas porodu.
Prawa kobiet na porodówkach nadal są notorycznie łamane
Nadal w Polsce dużo jest placówek medycznych, w których kobieta jest traktowana jak intruz, oskarża się ją o "niestosowne" zachowanie podczas porodu, jeśli się skarży na ból, krzyczy i "nie daje rady".
Nadal brakuje intymności, oddzielnych pokojów dla każdej rodzącej czy empatii ze strony pracowników szpitala. Wciąż są też porodówki, na których nikt nie pyta, w jakiej pozycji chcemy rodzić, czy chcemy mieć przy sobie osobę towarzyszącą i czy chcemy dostać znieczulenie zewnątrzoponowe.
Niestety wiele rodzących wciąż przyzwala na takie traktowanie. Wszystko dlatego, że w czasie porodu kobieta jest najbardziej bezbronna w swoim życiu. Potrzebuje współczucia, empatii, wsparcia i często, gdy otrzymuje coś zupełnie przeciwnego, okazuje się to dla niej ciosem, po którym ciężko się podnieść.
Nikt nie dba o mamę po porodzie
"Że nie możemy mieć standardowo pojedynczych przytulnych pokoi zapewniających nam intymność i spokój, oraz brak spojrzeń obcych ludzi, którzy odwiedzają inne mamy, a prawa kobiety w porodzie często są traktowane jak fanaberia.
Jesteśmy rozdzielane często od dzieci bez powodu, przerywa się nam kontakt skóra do skóry bez ważnego powodu, a jak dziecko wymaga intensywnej opieki lekarskiej, to standardem jest bycie rozdzielonym od swojego dziecka, a nie bycie blisko – jakby mało było jeszcze wiedzy, że obecność rodzica jest dla dziecka ważna w procesie rozwoju i zdrowienia.
Nie traktuje się czasu po porodzie jako ważnego elementu fizjologicznego tworzenia więzi mamy i dziecka. Po porodzie rzuca się nas na głębokie wody 'teraz sobie radź' i zamiast wypoczywać po ciąży i porodzie oczekuje się od nas, że teraz to już szybko staniemy na nogi, wrócimy do aktywności zawodowej i szybciutko będziemy ogarniać dziecko, chałupę i jeszcze zarabiać" – pisze w dalszej części wpisu Aleksandrowicz i zauważa, że w polskim społeczeństwie nie ma przyzwolenia na to, by sobie nie radzić jako świeżo upieczona mama.
Obudźcie się, patriarchat nadal trwa
W ogóle to, że kobiety po porodzie mają "urlop", zakrawa na żart. To słowo sugeruje bowiem fizyczną i psychiczną regenerację. A przecież pierwsze miesiące życia dziecka to dla jego mamy na pewno nie czas odpoczynku. Nie rozumiemy, dlaczego ktoś to tak nazwał. Ale jest jeszcze mnóstwo innych aspektów, które dobitnie pokazują nam, że nadal żyjemy w głębokim patriarchacie, mimo że tyle lat próbujemy z niego wyjść. Widać to np. po tym, że dotychczas urlop rodzicielski brał tylko 1 proc. młodych ojców. A także w mniejszych zarobkach kobiet, które nie chcą iść na urlop macierzyński, bo nie będzie ich stać na utrzymanie rodziny.
Hafija swój wpis kończy dość pesymistycznie: "Chciałabym, żeby normą był czas, kiedy mama może sobie po prostu przebywać z maluchem/maluchami, będzie dostawała pod nos smaczne pożywne jedzenie i picie, i raz na jakiś czas ktoś przejmie dzieci, żeby mama mogła zaopiekować się swoim ciałem i odetchnąć (tak jak przez ok. 6 tygodni dostaje to mama suczka) i nikt nie powie jej, że ma szybko wrócić do formy po ciąży, wstawać z łóżka, bo poród i ciąża to nie choroba, a na 'urlopie macierzyńskim' ma przecież tyle czasu, żeby więc przestała marudzić i już nie jęczała tak o tym budowaniu więzi z dzieckiem, bo od noszenia to się dziecko przyzwyczai i to żadna praca".
Niestety Aleksandrowicz ma rację w każdym aspekcie. Pokazuje, w jak strasznym świecie żyjemy, w którym nawet suczki mają podczas porodu lepsze warunki niż kobiety, a po porodzie w czasie połogu każdy na nie chucha i dmucha, podczas gdy młodej matce mówi się, że jest leniwa i się rozkleja. Hafija apeluje, by wspierać fundacje, które walczą o prawa kobiet rodzących, w tym Fundację Rodzić po Ludzku. Bo dzięki nim jest szansa, że na polskich porodówkach kiedyś to wszystko ulegnie poprawie.
