Dzieci sprawiają, że stajemy się nudziarzami - mówią. Większej bzdury nie słyszałam

Prawo autorskie: asife / 123RF Zdjęcie Seryjne
Prawo autorskie: asife / 123RF Zdjęcie Seryjne
Niedawno szłam sobie alejką osiedlowego parku prowadząc wózek z dzieckiem, gdy usłyszałam, że ktoś mnie woła po imieniu. Patrzę – macha do mnie mężczyzna na oko w moim wieku, też z dzieckiem w wózku. Przyglądam się i po krótkiej chwili poznaję – to mój kolega ze studiów, nie widzieliśmy się wiele lat. Okazało się, że mieszka dwa bloki ode mnie i ma dziecko w wieku mojego dziecka. Niesamowity zbieg okoliczności zwłaszcza, że studiowaliśmy razem w innym mieście.

Wszystko się zmienia
I cóż z tego, że nie widzieliśmy się wiele lat? Że zmienialiśmy pracę, weszliśmy w stałe związki, przenieśliśmy się do Warszawy, mamy mnóstwo wspólnych znajomych i dziesiątki innych potencjalnych tematów do rozmowy? „Jak mój syn chce wyjść na spacer, podbiega do wózka i pokazuje na niego paluszkiem!”, „Właśnie miał katar? To tak jak moja córka! Masz jakieś dobre sposoby na dziecięcy katar?” i w końcu stwierdzenie, które mnie zupełnie rozbroiło: „Moje dziecko to najlepsze, co mnie w życiu spotkało”. Po tej dziwnej rozmowie rozeszliśmy się obiecując sobie, że złapiemy się jeszcze koniecznie na osiedlowym placu zabaw. Pewnie gdybyśmy się spotkali w erze przed dziećmi, zamienilibyśmy kilka zdań na temat pracy, wspólnych znajomych i umówili się na piwo. Ale bycie rodzicem zmienia wszystko.

Niedługo potem spotkałam innego, dawno nie widzianego znajomego. Jeszcze nie tak dawno: imprezowicz numer jeden, nieustannie z nową partnerką u boku. Teraz? Widzimy się na urodzinach u wspólnej znajomej, on przyszedł z żoną i córeczką (organizatorka przy zaproszeniu zaznaczyła, że dzieci są mile widziane). Więcej czasu poświęcał zabawie z córką w pociąg niż konwersacji ze znajomymi czy wznoszeniu toastów za jubilatkę. Kiedy tylko córeczka dawała mu chwilę oddechu, sprawdzał, czy jego żonie czegoś nie potrzeba – ta była już w ósmym miesiącu ciąży. A kiedy nadeszła chwila oddechu i dla niego i mógł spokojnie porozmawiać ze znajomymi w kuchni (przecież tam zawsze odbywa się najlepsza część imprezy!) wyznał: „Ileż ja takich imprez odpuściłem dla tego małego szkraba” – zerknął na córeczkę – „I nie żałuję ani jednej sekundy spędzonej z nią” – dodał bez wahania.
Lekcja dojrzałości
I jeszcze dawno niewidziana znajoma, wpadamy na siebie na ulicy i postanawiamy iść razem na szybką kawę. Niegdyś gwiazda branży eventowej. Jej naturalnym środowiskiem pracy zawsze były prestiżowe imprezy. A że wieczorami? Tym lepiej! Zresztą w ciągu dnia też była zajęta organizacją swoich eventów. Teraz? „Pracuję z domu kiedy dziecko śpi, potem małą zajmuje się opiekunka, a ja uciekam z laptopem do kawiarni” – mówi osoba, dla której jeszcze niedawno praca była najważniejsza. Dlaczego tak? „Wolę jeszcze nie posyłać córki do żłobka. Zmieniłam branżę, praca nie jest już tak ekscytująca, ale tak jest najlepiej dla malutkiej” – opowiada. Nie dopija kawy i tłumaczy, że musi biec do domu, do dziecka.

Co się takiego z nami dzieje gdy pojawiają się dzieci? Starzejemy się? Stajemy się bandą nudziarzy? Pewnie można na to tak spojrzeć. Ale można też inaczej. Poważniejemy. Dojrzewamy. Zmieniają się nasze życiowe priorytety. Ja też przedkładam moje dziecko nad pracę, życie towarzyskie, własny odpoczynek. Nie zaniedbuję żadnej z tych sfer, ale organizuję je sobie tak, by dziecko zawsze było na pierwszym miejscu. Tak właśnie robią rodzice, są w tym świetni. A to dzięki niesamowitej lekcji, jaką daje rodzicielstwo każdemu z nas: lekcji dojrzałości.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...

KALENDARZ CIĄŻY

TYDZIEŃ PO TYGODNIU

PRZEDSZKOLAK

ROZWÓJ I WYCHOWANIE