
Dziecko może kochać książki, a mimo to kręcić nosem na szkolne lektury. Wiem to z własnego domu, bo choć moi synowie sami sięgają po książki, nie każda historia trafia w ich gust. Zamiast zmuszać ich do czytania klasyki, wolę budować nawyk, pozwalać im na czytanie "głupot" i pokazywać, że książka nie musi być kolejnym szkolnym obowiązkiem, żeby dawać frajdę.
Czytanie to wspaniała przygoda
Moje dzieci lubią książki. Czytamy wspólnie wieczorami, a chłopcy coraz częściej sami sięgają po kolejne historie i choć młodszy jeszcze nie czyta samodzielnie, to nie zniechęca się. Są wychowani wśród książek, ale nie oznacza to, że szkolne lektury są ich ulubionymi dziełami literackimi. I trudno mi się temu dziwić. Dlatego zamiast przekonywać dzieci, że każda książka jest fascynująca, wolę pokazywać im, że czytanie po prostu może być przyjemnością, a nie kolejnym obowiązkiem do odhaczenia.
Wielu rodziców zna ten scenariusz. Dziecko ma przeczytać lekturę, termin oddania pracy na temat jakiejś książki zbliża się nieubłaganie, a ta od kilku dni leży nietknięta na biurku. Zaczynają się negocjacje, przypominanie, a czasem awantury. Im bardziej naciskamy, tym większy opór pojawia się po drugiej stronie.
Nie ma jednej metody, która sprawi, że każde dziecko pokocha "Akademię pana Kleksa" czy "Dzieci z Bullerbyn". Możemy jednak zrobić sporo, by czytanie nie kojarzyło się wyłącznie ze szkolnym obowiązkiem. I wcale nie musimy (a nawet nie powinniśmy) zaczynać od lektur.
1. Zacznij od czytania, zanim pojawią się lektury
Nawyk czytania buduje się latami, a nie wtedy, gdy dziecko dostaje pierwszą listę obowiązkowych książek. Warto zacząć od wspólnego czytania już z kilkumiesięcznym maluchem. Nie trzeba mieć specjalnego planu ani przerabiać z dzieckiem kolejnych rozdziałów.
Wystarczy kilkanaście minut przed snem, książka przeczytana w do przedszkola w komunikacji miejskiej albo historia, do której wracamy po raz setny, choć sami znamy ją już niemal na pamięć. U nas wieczorne czytanie stało się jednym z codziennych rytuałów. Z czasem moi synowie zaczęli samodzielnie wybierać książki i odkrywać własne zainteresowania.
Takim sposobem w ostatnim czasie czytaliśmy np. biografię Wojtka Szczęsnego. I to nic, że połowy słów z zakresu footballu nie rozumiałam – to oni mieli mieć z tej historii frajdę. To nie oznacza, że dzięki temu każda szkolna lektura będzie dla nich atrakcyjna. Mają jednak już doświadczenie, które pomaga im traktować książkę jako coś więcej niż zadanie domowe.
Nie czekajmy, aż dziecko pójdzie do szkoły, żeby pokazać mu, że czytanie może być przyjemne. Im wcześniej stanie się ono naturalną częścią dnia, tym łatwiej będzie później znaleźć na nie miejsce także wśród szkolnych obowiązków.
2. Pozwól czytać nawet głupoty
Komiksy, książki o dinozaurach, piłkarzach, kosmosie, a nawet historie, które dorosłym wydają się kompletnie bezsensowne – także te o pierdzeniu, niegrzecznych chłopcach czy innych obrzydlistwach. Jeśli dziecko chce je czytać, nie ma powodu, żeby od razu podsuwać mu ambitniejszą literaturę. Jak obędzie się z czymś zabawnym i nieskomplikowanym, kiedyś na pewno przyjdzie czas na ambitniejsze książki.
Sama wolę, żeby chłopcy czytali coś, co naprawdę ich interesuje, niż żeby przez pół godziny wpatrywali się w książkę, której nie mają ochoty otworzyć. Nie każda lektura musi być arcydziełem, nie każda ma od razu rozwijać słownictwo i uczyć wrażliwości. Czasem wystarczy, że zachęca do samodzielnego czytania.
Dziecko, które dużo czyta, ćwiczy płynność, poznaje nowe słowa i stopniowo nabiera pewności. Dzięki temu z czasem łatwiej mu zmierzyć się z dłuższym tekstem. Oczywiście samo czytanie komiksów nie sprawi automatycznie, że pokocha klasykę, ale może pomóc mu oswoić się z książkami.
Nie wyśmiewajmy więc kolejnej historii o superbohaterach ani nie przekonujmy, że to strata czasu. Najpierw pozwólmy dziecku zostać czytelnikiem. O rozwijanie gustu literackiego można zadbać później.
3. Nie rób z lektury kary
"Dopóki nie przeczytasz rozdziału, nie ma bajki" albo "Najpierw książka, potem zabawa". Takie komunikaty mogą wydawać się skuteczne, bo dziecko w końcu siada do czytania. Problem w tym, że przy okazji dostaje jasny sygnał: książka jest nieprzyjemnym obowiązkiem, który trzeba wykonać, żeby zasłużyć na coś fajnego.
Nie oznacza to, że powinniśmy pozwalać uczniowi odkładać lekturę w nieskończoność. Obowiązki szkolne trzeba wykonać, ale można ustalić, kiedy i w jaki sposób dziecko się za nie zabierze.
Zamiast codziennie przypominać o książce i sprawdzać każdą przeczytaną stronę, ustalmy wspólnie plan. Jeśli lektura ma 150 stron, a do jej omówienia zostały dwa tygodnie, łatwiej rozłożyć czytanie na krótsze odcinki niż zostawić wszystko na ostatni wieczór. Młodszemu dziecku możemy pomóc zaplanować pracę, ale nie musimy siedzieć nad nim z zegarkiem.
Ważne, żeby oddzielić obowiązek przeczytania lektury od przyjemności czytania w ogóle. Dziecko nie musi cieszyć się każdym szkolnym zadaniem, ale nie powinno przez nie stracić ochoty na wszystkie książki.
4. Zainteresuj dziecko historią, zanim otworzy książkę
Czasami problemem nie jest samo czytanie, ale temat, który na pierwszy rzut oka wydaje się dziecku nudny. Zamiast od razu mówić, że lektura jest ciekawa, spróbujmy znaleźć punkt zaczepienia.
Jeśli książka opowiada o przygodach jakiegoś bohatera, można wspólnie zastanowić się, co sami zrobilibyśmy w podobnej sytuacji. Jeśli pojawiają się w niej niezwykłe miejsca, zwierzęta czy wydarzenia historyczne, warto pokazać dziecku zdjęcia lub krótki materiał na ten temat. Możemy też przeczytać fragment na głos, żeby sprawdzić, czy historia je zaciekawi.
Czasami wystarczy kilka minut rozmowy. Dziecko, które nie chce samodzielnie przebrnąć przez pierwsze strony, może zainteresować się fabułą, kiedy pozna jej kontekst.
Nie każda próba zadziała. I to też jest w porządku. Naszym zadaniem nie jest udowodnienie, że każda książka jest fascynująca, lecz stworzenie okazji, by dziecko samo mogło to odkryć.
Zobacz także
5. Niech dziecko widzi, że my też czytamy
Trudno przekonywać dzieci do książek, jeśli w naszym domu korzysta się z nich wyłącznie przy odrabianiu lekcji. Możemy zachęcać do czytania, kupować kolejne tytuły i ustalać plany, ale największe znaczenie ma często zwykły przykład. Wystarczy, że dziecko zobaczy nas z książką, że opowiemy mu o ciekawej historii, którą kiedyś czytaliśmy albo wspólnie wybierzemy coś do czytania w bibliotece. Dobrze też, jeśli książki są łatwo dostępne, a nie schowane na najwyższej półce, żeby przypadkiem się nie zniszczyły.
U nas czytanie jest częścią codzienności, ale nie oznacza to, że chłopcy zawsze wybierają książkę zamiast zabawy. I nie oczekuję tego od nich. Od najmłodszych lat mają cały swój regał książek, z których mogą wybierać wszystko, co tylko chcą – do czytania, oglądania, zabawy. Sama wiem, że nawet lubiąc czytać, nie mamy ochoty na każdą pozycję, którą ktoś nam poleci.
Właśnie dlatego nie chcę przekonywać dzieci, że muszą lubić wszystkie lektury. Chciałabym raczej, żeby nie bały się po nie sięgać i nie traktowały książki jak przykrego obowiązku.
Bo przecież celem nie jest wychowanie ucznia, który bez protestu przeczyta każdą obowiązkową pozycję. Chodzi o to, by wyrósł z niego dorosły, który potrafi znaleźć w książkach coś dla siebie.




