kadr z filmu "Dziennik Bridget Jones"
Jesienią dużo przyjemniej siąść na fotelu pod kocem i zanurzyć się w ciekawą lekturę. fot. screen imdb.com

Jesień ma tę cudowną właściwość, że nagle zupełnie legalnie można odwołać wszystkie plany i zostać w domu z herbatą, kocem i książką, najlepiej taką, w której ktoś ma większy bałagan w życiu uczuciowym niż my. Wybrałam więc pięć historii o miłości, rozczarowaniach, obsesjach i dorosłym życiu – takich, które idealnie pasują do jesiennego popołudnia, niezależnie od tego, czy właśnie leczysz złamane serce, czy po prostu masz ochotę poczytać o cudzych problemach.

REKLAMA

"Babskie" książki o miłości idealne na jesień

Są takie książki, które najlepiej czyta się właśnie jesienią. Nie dlatego, że koniecznie muszą opowiadać o spadających liściach, Londynie skąpanym w deszczu czy bohaterce pijącej kawę w za dużym swetrze skubiąc cynamonkę w kawiarni.

Po prostu potrzebujemy wtedy historii, które pozwalają na chwilę odłączyć się od codzienności. Szczególnie jeśli mamy za sobą rozstanie, jesteśmy zmęczone randkowaniem albo zwyczajnie mamy ochotę pobyć same – tylko ja, koc i książka.

Dla kobiet po trzydziestce wybór nie jest jednak wcale taki oczywisty. Nie każda z nas chce czytać o pierwszej miłości ze szkoły średniej i motylach w brzuchu (choć ostatnio wśród milenialsów prawdziwym hitem był serial, na podstawie serii książek, o studenckim romansie w środowisku hokejowym!).

Czasem znacznie bliższa jest nam historia kobiety, która ma pracę, kredyt, przyjaciół, byłego partnera w kontaktach telefonu i bardzo konkretne przemyślenia na temat tego, dlaczego znowu wybrała niewłaściwego faceta.

Dlatego zamiast kolejnej listy banalnych romansów wybrałam 5 książek na jesienne popołudnie, które mają w sobie trochę miłości, trochę samotności, trochę humoru trochę kryminału (ale tylko jedną!) i sporo dorosłego życia.

1. "Miłość i inne obsesje", Agnieszka Sztyler-Turovsky

"Jeżeli choć raz rozpadałaś się po rozstaniu, a potem próbowałaś składać się na nowo, ta historia jest dla ciebie" – pisze o swojej książce autorka i trudno się z nią nie zgodzić, ale trzeba coś dodać. Ta książka nie ma w sobie nic z poradnika o randkowaniu (no chyba, że w krzywym zwierciadle), nie pozwoli ci też wraz z bohaterką litować się nad swoim życiem miłosnym, jakie by ono nie było.

Bo ta historia to bardziej "Dziennik Bridget Jones", ale na dopalaczach.

Jest wino, papierosy i zajadanie się słodyczami, ale nie ma liczenia kalorii i obwiniania się. Jest za to xanas i bohaterka równie inteligetna, co zabawna, której monologi wewnętrzne to niezła skarbnica popkulturowej wiedzy i ironicznej oceny dzisiejszej rzeczywistości.

Można to czytać z ołówkiem w ręku, by wypisać sobie całą listę filmów, książek i seriali, do których nawiązuje bohaterka, by szukać w nich komentarza do otaczającej ją rzeczywistości.

A ta, co tu dużo mówić, jest pełna rozczarowujących facetów, ale też dobrych przyjaciół. Nie chcemy wam spoilerować, ale to nie jest historia o tym, jak w tinderowej rzece bylejakości i przykrych niespodzianek, znaleźć diament. Raczej o tym, jak bardzo wpadamy w obsesyjne poszukiwanie miłości, a ta jest... używką jak każda inna. Uprzedzam – czasem będziecie zirytowani na bohaterkę i to prawdopodobnie wtedy, gdy zbyt przypomni wam... Was same.

2. "Wszystko, co wiem o miłości", Dolly Alderton

To opowieść o przyjaźni, dorastaniu i życiu uczuciowym, ale przede wszystkim o kobiecie, która próbuje zrozumieć siebie po kolejnych doświadczeniach związkowych. Trochę przypomina perypetie bohaterek komedii romantycznych z początku lat 2000.

Bohaterkę poznajemy się jako nastolatkę i przez lata towarzyszymy jej w relacjach, kiedy przechodzi różne etapy. Jest pierwsza miłość, rozczarowania, dorosłość, inne związki i wszystko to, co dzieje się pomiędzy. Książka dobrze pokazuje, że nie każda ważna relacja musi zakończyć się wielkim romantycznym finałem.

To propozycja dla tych, które po trzydziestce zaczynają patrzeć na swoje dawne związki trochę inaczej. Czasem z czułością, czasem z zażenowaniem, a czasem z myślą: "Naprawdę z nim byłam?". Pomaga też znaleźć dla siebie samej czułość i zrozumienie, zamiast osądzania siebie z przeszłości i myślenia o tym "jaka byłam głupia".

3. "Jeden dzień", David Nicholls

To jedna z tych historii, przy których warto mieć pod ręką nie tylko herbatę, ale również chusteczki. Emma i Dexter poznają się w dniu zakończenia studiów. Ich drogi przez kolejne lata przecinają się i rozchodzą, a czytelnik obserwuje ich życie, związki, wybory i zmiany. Na każdym etapie życia jednak do siebie wracają i mają siebie nawzajem w sercach i głowach. Datą, która co roku sprawia, że o sobie myślą, jest 15 lipca, czyli dzień, kiedy się poznali.

"Jeden dzień" nie jest jednak wyłącznie książką o wielkiej miłości. To również historia o tym, jak bardzo ludzie potrafią się zmieniać i jak łatwo przegapić właściwy moment. Jest w niej sporo humoru, codzienności i obserwacji dotyczących dorosłego życia.

To dobra lektura na jesień dla tych, które lubią romanse bez lukru. Takie, które przypominają, że życie uczuciowe rzadko wygląda jak filmowa scena przy zachodzie słońca.

4. "Oddział D", Freida McFadden

Jeśli po romantycznych historiach potrzebujecie dla odmiany czegoś, co naprawdę wbije was w fotel, "Oddział D" będzie ciekawą zmianą klimatu. Freida McFadden zabiera czytelnika do miejsca, w którym zdecydowanie nie chciałby spędzić jesiennego popołudnia, a już szczególnie samotnej nocy.

Bohaterką jest Amy, studentka medycyny, która podejmuje pracę na tytułowym Oddziale D. Trafiają tam pacjenci psychiatryczni, a atmosfera od początku jest daleka od spokojnej. Wkrótce zaczynają dziać się rzeczy, których nie da się łatwo wyjaśnić, a granica między tym, co rzeczywiste, a tym, co tylko wydaje się rzeczywiste, zaczyna się zacierać.

To oczywiście zupełnie inny rodzaj książki niż pozostałe propozycje, ale są tu też wątki związkowe, które warto śledzić, szczególnie, jeśli na koniec spojrzymy na całą opowieść z innej perspektywy. Deszcz za oknem, herbata, koc i thriller, od którego trudno się oderwać – czasami dokładnie tego potrzebujemy, zamiast kolejnej historii o tym, że miłość czeka tuż za rogiem.

5. "Siedem lat później", Emily Giffin

Jeśli jesteście już na etapie życia, na którym romantyczne historie interesują was nie tylko od strony "czy oni będą razem?", ale przede wszystkim "co właściwie dzieje się z nami, kiedy jesteśmy już razem?", sięgnijcie po Emily Giffin. To autorka, którą możecie kojarzyć z filmu "Pożyczony narzeczony", który był ekranizacją książki Giffin "Coś pożyczonego”.

"Siedem lat później" to opowieść o małżeństwie, które z zewnątrz wygląda na całkiem udane, ale w środku wcale nie jest tak idealne, jak mogłoby się wydawać.

Tessa i Nick są małżeństwem od siedmiu lat i mają dzieci. Ich codzienność jest pełna obowiązków, pracy i rodzinnych spraw, aż pojawia się inna kobieta, która burzy dotychczasowy porządek. Nagle bohaterowie muszą zmierzyć się nie tylko z pytaniem o wierność, ale też z tym, czego właściwie oczekujemy od miłości, małżeństwa i własnego życia.

To książka dla kobiet, które wiedzą już, że związki po kilku latach wyglądają zupełnie inaczej niż na początku. I właśnie dlatego dobrze sprawdzi się jesienią – szczególnie jeśli zamiast kolejnego przesłodzonego romansu macie ochotę na historię o relacjach, wyborach i konsekwencjach, które czasem przychodzą wtedy, kiedy najmniej się ich spodziewamy.