małomiasteczkowa mentalność
Małomiasteczkowa mentalność w wychowaniu nie ma nic wspólnego z adresem zamieszkania. pexel.com

Można mieszkać w wielkim mieście, jeździć na egzotyczne wakacje, posyłać dziecko do prywatnej szkoły i wciąż mieć małomiasteczkową mentalność. I nie chodzi tu wcale o adres zamieszkania, ale o sposób myślenia. O przekonanie, że najważniejsze jest to, co powiedzą inni, a dziecko powinno przede wszystkim dobrze świadczyć o swoich rodzicach. I choć lubimy uważać się za nowoczesnych, pewne schematy wychowania nadal trzymają się nas zaskakująco mocno.

REKLAMA

"Nie rób mi wstydu", "Co ludzie powiedzą?", "Zobacz, jak inne dzieci potrafią się zachować". Kto z nas nie słyszał przynajmniej jednego z tych zdań w dzieciństwie? Wydawałoby się, że wraz ze zmianą pokoleń powinny odejść do lamusa. Tymczasem wystarczy posłuchać rozmów w komunikacji czy na placu zabaw, by przekonać się, że wciąż mają się całkiem dobrze.

Małomiasteczkowość w rodzicielstwie nie ma nic wspólnego z wielkością miejscowości. To raczej pewien zestaw przekonań, w którym opinia otoczenia bywa ważniejsza od potrzeb dziecka, a odstępstwo od przyjętych norm traktowane jest jak osobista porażka rodzica. Po czym można rozpoznać taki sposób myślenia?

1. "Co ludzie powiedzą?" to najważniejsze pytanie

Dziecko płacze w sklepie? Rodzic martwi się nie tylko tym, co się wydarzyło, ale przede wszystkim spojrzeniami innych klientów. Nastolatek chce założyć coś nietypowego? Pierwsza reakcja jest taka, że przecież ludzie będą się śmiać.

W takim domu wiele decyzji podejmuje się z myślą o otoczeniu. Nie wypada głośno okazywać emocji, nie wypada mieć słabszych ocen, nie wypada różnić się od innych. Problem w tym, że dziecko szybko uczy się, iż ważniejsze od jego uczuć jest to, jak zostanie ocenione. Zamiast zastanawiać się, czego naprawdę chce i potrzebuje, zaczyna pytać samo siebie, czy ktoś przypadkiem źle o nim nie pomyśli.

2. Dziecko jest wizytówką rodzica

Piątki na świadectwie, sukcesy sportowe, znajomość języków obcych, nienaganne maniery. Oczywiście nie ma nic złego w tym, że rodzice cieszą się osiągnięciami swoich dzieci. Gorzej, gdy zaczynają traktować je jak własne trofea.

"Moja córka już czyta", "Mój syn dostał się do najlepszego liceum", "Nasze dziecko nigdy nie sprawia problemów". Liczy się tak naprawdę efekt zewnętrzny, a nie to czy w tym wszystkim samo dziecko jest szczęśliwe?

Małomiasteczkowy rodzic często nieświadomie uzależnia własne poczucie wartości od tego, jak wypada jego syn lub córka. Porażka dziecka staje się powodem do wstydu, zamiast okazją do udzielenia mu wsparcia.

3. Nieustannie porównuje swoje dziecko z innymi

"Zosia już chodzi na angielski", "Kuba ma same piątki"... Porównywanie dzieci to jeden z najbardziej uporczywych rodzicielskich nawyków. Czasem kryje się za nim troska, czasem ambicja, a czasem zwykła potrzeba udowodnienia, że nasza rodzina w niczym nie ustępuje innym. Tyle że dziecko nie jest uczestnikiem konkursu, w którym wszyscy startują z tej samej pozycji. Ma własne tempo rozwoju, temperament, zainteresowania i trudności.

Ciągłe zestawianie go z rówieśnikami może sprawić, że nawet własne sukcesy przestanie traktować jak powód do radości. Bo zawsze znajdzie się ktoś, kto zrobił coś szybciej, lepiej albo bardziej efektownie.

4. Inność traktuje jak problem, który trzeba naprawić

Chłopiec chce chodzić na taniec, a nie na piłkę nożną? Dziewczynka nie interesuje się modą? Nastolatek ma nietypowe hobby albo nie chce uczestniczyć w rodzinnych spotkaniach? W małomiasteczkowym sposobie myślenia takie sytuacje często określane są jako wydziwianie. Istnieje przekonanie, że jest jeden właściwy sposób życia, ubierania się, spędzania czasu i planowania przyszłości. Wszystko, co wykracza poza znany schemat, budzi podejrzliwość.

Rodzic nie musi rozumieć każdej pasji swojego dziecka ani zgadzać się na wszystkie jego pomysły. Warto jednak pamiętać, że między stawianiem rozsądnych granic a zawstydzaniem za odmienność jest ogromna różnica. Dziecko, które stale słyszy, że powinno być takie jak wszyscy, może w końcu przestać mówić rodzicom, kim naprawdę jest.

5. Najważniejsze, żeby rodzina dobrze wyglądała z zewnątrz

Na rodzinnych zdjęciach wszyscy są uśmiechnięci. Przy gościach dzieci zachowują się wzorowo, a rodzice sprawiają wrażenie doskonale zgodnych. Tylko za zamkniętymi drzwiami bywa zupełnie inaczej.

Jedną z najbardziej charakterystycznych cech takiej mentalności jest przywiązanie do pozorów. O rodzinnych problemach się nie rozmawia, bo "nie wynosi się brudów z domu". O trudnościach dziecka lepiej nie wspominać, żeby ktoś nie pomyślał, że rodzice sobie nie radzą. Czasem dotyczy to nawet szukania pomocy psychologicznej. Zamiast zapytać, jak wesprzeć dziecko, rodzic zastanawia się, co powiedzą znajomi, jeśli dowiedzą się o jego problemach.

Małomiasteczkowość nie zna kodów pocztowych

Oczywiście nie jest to żadna diagnoza psychologiczna ani zestaw cech przypisanych mieszkańcom małych miejscowości, a już na pewno nie próba utrwalania stereotypów. To potoczne określenie sposobu myślenia, który może pojawić się w każdym środowisku, niezależnie od wykształcenia, zarobków czy miejsca zamieszkania.

Co więcej, większość z nas zapewne odnajdzie w tych przykładach coś znajomego. Być może sami czasem porównujemy dzieci, przejmujemy się opinią innych albo sami wypowiadamy zdania, których jako dzieci nie znosiliśmy. W końcu nikt z nas nie jest idealny. Ważne, czy potrafimy to zauważyć i zmienić.