
Kiedyś dzieci miały słuchać dorosłych bez dyskusji. Dziś to rodzice coraz częściej tłumaczą się ze swoich decyzji, negocjują każdą zasadę i boją się powiedzieć stanowcze "nie". Chcieliśmy wychowywać inaczej niż nasi rodzice, ale czy przypadkiem nie poszliśmy o krok za daleko? Psychoterapeutka Kathya Bonatti zwraca uwagę na problem, który dotyczy wielu współczesnych rodzin.
Jeszcze kilkadziesiąt lat temu słowa "bo ja tak mówię" wystarczały, żeby zakończyć dyskusję. Dziś wielu rodziców nie wyobraża sobie takiego podejścia do dziecka. Chcemy rozmawiać, szanować emocje, dawać wybór i budować relacje oparte na zaufaniu. To ogromna zmiana na lepsze. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy w obawie przed powtórzeniem błędów poprzednich pokoleń przestajemy stawiać jakiekolwiek granice.
Rodzice stracili rolę przewodników?
Psychoterapeutka Kathya Bonatti została zapytana przez szwajcarski portal TIO, czy współcześni rodzice są zbyt pobłażliwi wobec swoich dzieci. Jej odpowiedź była jednoznaczna – pod pewnymi względami tak.
Zdaniem ekspertki problem nie polega na tym, że dzieci mają dziś więcej swobody. Chodzi raczej o to, że dorośli nie zawsze potrafią właściwie pełnić funkcję przewodników, którzy przygotowują młodych ludzi do samodzielnego i odpowiedzialnego życia.
Łatwo zauważyć to w codziennych sytuacjach. Dziecko nie chce wyłączyć bajki, więc dostaje kolejne dziesięć minut. Odmawia wyjścia z placu zabaw, dlatego rodzic po raz piąty przesuwa godzinę powrotu. Nastolatek nie zgadza się na ustaloną godzinę powrotu do domu, a rodzice rezygnują z zasad, żeby uniknąć kolejnej awantury.
Oczywiście pojedyncze ustępstwo nie oznacza błędu wychowawczego. Problem pojawia się wtedy, gdy staje się ono regułą, a dorośli zaczynają podporządkowywać wszystkie decyzje temu, żeby dziecko nie poczuło złości, rozczarowania czy frustracji.
Zobacz także
Chcieliśmy być inni niż nasi rodzice i wpadliśmy w pułapkę
Bonatti zwraca uwagę, że przez ostatnie pokolenia model wychowania przeszedł ogromną przemianę. Dawniej autorytet rodzica często opierał się na bezwzględnym posłuszeństwie, nakazach, a niekiedy również przemocy. Dziś coraz większe znaczenie mają wzajemny szacunek, rozmowa i zrozumienie potrzeb dziecka.
Psychoterapeutka ocenia tę zmianę pozytywnie. Podkreśla jednak, że odejście od autorytarnego wychowania nie powinno oznaczać rezygnacji z granic. To ważne rozróżnienie, które wielu rodzicom umyka. Można szanować emocje dziecka i jednocześnie nie zgadzać się na jego zachowanie. Można wysłuchać protestu, ale podtrzymać decyzję. Można być blisko, okazywać czułość i nadal wymagać przestrzegania ustalonych zasad. Dziecko ma prawo złościć się, że musi odłożyć telefon. Nie oznacza to jednak, że rodzic powinien zrezygnować z ograniczenia czasu przed ekranem tylko dlatego, że pojawiły się łzy.
Dziecko potrzebuje granic, a nie rodzica, który zawsze ustępuje
Według Bonatti jednym z najważniejszych zadań wychowania jest uczenie dzieci szacunku dla drugiego człowieka. Ekspertka szczególnie podkreśla znaczenie zgody i empatii. Dziecko powinno stopniowo rozumieć, że jego wolność kończy się tam, gdzie zaczynają się prawa i granice innych osób. Powinno również uczyć się dostrzegania emocji drugiego człowieka i rozumienia konsekwencji własnych zachowań.
Tych umiejętności trudno nauczyć wyłącznie poprzez rozmowy. Potrzebne są również codzienne doświadczenia, w których dziecko odkrywa, że nie zawsze może dostać to, czego chce, a jego decyzje wpływają na innych.
Nie chodzi przy tym o powrót do wychowania opartego na strachu. Stanowczość nie musi oznaczać krzyku, a konsekwencja nie wymaga karania za każdą pomyłkę. Granice mogą być stawiane spokojnie, z szacunkiem i uwzględnieniem wieku oraz możliwości dziecka.
Najważniejszego nie da się zastąpić żadną metodą wychowawczą
Psychoterapeutka zwraca uwagę także na coś, o czym w dyskusjach o zasadach często zapominamy, czyli na to, że ogromne znaczenie ma sposób, w jaki rodzice traktują swoje dzieci. Jej zdaniem poczucie własnej wartości rozwija się między innymi dzięki temu, czy dziecko czuje się kochane, akceptowane, wysłuchane i wspierane. Upokarzanie, odrzucenie czy niesprawiedliwe traktowanie mogą natomiast pozostawiać ślad na jego samoocenie i późniejszych relacjach.
Dlatego rozwiązaniem problemu nadmiernej pobłażliwości nie jest większa surowość. Chodzi o znalezienie równowagi między bliskością a odpowiedzialnością. Największym błędem współczesnych rodziców nie jest więc to, że zbyt mocno kochają swoje dzieci albo za dużo z nimi rozmawiają. Problem pojawia się wtedy, gdy w imię tej miłości przestają podejmować trudne decyzje. Dziecko nie potrzebuje dorosłego, który zawsze się z nim zgadza. Potrzebuje kogoś, kto potrafi je wysłuchać, zrozumieć, a kiedy trzeba, postawić granice.




